Bogate życie Sopińskiego. Od Singapuru do Tajlandii
Afera wokół odwołania Michała Sopińskiego z funkcji rektora-komendanta Akademii Wymiaru Sprawiedliwości zamieniła się w groteskę. Jak wiadomo, nominat Zbigniewa Ziobry nie uznaje decyzji ministra Waldemara Żurka. Twierdzi, iż nie doręczono mu skutecznie dokumentu o odwołaniu. Przyszedł więc do Ministerstwa Sprawiedliwości, aby – jak to ujął – „skonfrontować się z panem Żurkiem”. „Chcę, żeby wręczył mi bezprawną decyzję o moim odwołaniu. Nie wykorzystywał funkcjonariuszy Służby Więziennej do tego, żeby ganiali do Karpacza. Nie wykorzystywał formacji mundurowych w charakterze listonoszy, ale żeby po prostu wręczył mi decyzję bezprawną, żebym mógł jako obywatel pójść z nią do sądu. Już widzę, iż bramy są zamknięte, pan Żurek w tym ogromnym budynku chyba próbuje się schować”, popisywał się w rozmowie z telewizją wPolsce24.
Bredząc o wykorzystywaniu funkcjonariuszy SW jako listonoszy, Sopiński nie wyjaśnił, dlaczego nie było go w miejscu pracy, czyli w siedzibie akademii w Warszawie. Okazało się, iż pojechał na wycieczkę do Karpacza, gdzie w dniach 8-10 września odbywało się XXXV Forum Ekonomiczne. Mundurowi namierzyli Sopińskiego w Hotelu Gołębiewski. Przez recepcję przekazali mu, iż mają dla niego korespondencję od ministra sprawiedliwości. Sopiński jednak stchórzył. Oświadczył, iż nie zejdzie do funkcjonariuszy i nie odbierze decyzji o odwołaniu z funkcji rektora-komendanta. Zapomniał niestety, iż zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego w przypadku odmowy przyjęcia pisma przez adresata uznaje się, iż zostało ono skutecznie doręczone. A posłużenie się przez ministra Żurka funkcjonariuszami SW było zgodne z prawem i przyjętą praktyką.
Bohaterska obrona stołka
Według moich informacji Sopiński, będąc jeszcze w Karpaczu, dał cynk propagandystom TV Republika, iż „koalicja 13 grudnia” szykuje na niego zamach. Partyzanci wolnego słowa Tomasza Sakiewicza udali się do siedziby akademii, by na miejscu relacjonować zbrodnicze działania. Dołączyła do nich posłanka PiS Maria Kurowska. Wybranka narodu niczym Rejtan własnym ciałem zabarykadowała drzwi do gabinetu rektora-komendanta uczelni, nie dopuszczając do pracy prof. Sławomira Cudaka, którego minister Żurek tymczasowo wyznaczył do kierowania AWS.
„5. dzień protestu w Akademii. Dostaję dużo pytań, co się dzieje i jak się czuję? Czuję się dobrze. Mam już tylko wodę z kranu. Nie pozwalają przekazać mi żywności i ubrań. Bronię Akademii przed bezprawnym przejęciem przez uzurpatora! Bronię praworządności! Proszę Was o modlitwę za Polskę!”, relacjonowała w poniedziałek 14 września na platformie X posłanka PiS.
Z odsieczą Kurowskiej pośpieszyła kilkunastoosobowa grupa sympatyków prawicy. Pod siedzibą AWS śpiewała patriotyczne i nabożne pieśni oraz odmawiała modlitwy. Przybyli też posłowie PiS, m.in. Antoni Macierewicz i Mariusz Gosek. Po przepychankach z policjantami nie zostali wpuszczeni na teren uczelni, ale wezwali do koleżanki pogotowie. Ta jednak odmówiła przyjęcia pomocy medycznej, bo – jak stwierdził Macierewicz – bała się, iż zostanie podstępnie zaatakowana. Kurowska odmówiła również przyjęcia jedzenia dostarczonego przez prof. Cudaka, z obawy, iż ten może ją otruć. Jak przypomniał poseł Dariusz Matecki, podejrzenia Kurowskiej były jak najbardziej uzasadnione, bo reżim Tuska specjalizuje się w mordowaniu niewinnych kobiet.
Tuskowi siepacze musieli chyba zahipnotyzować Kurowską, bo ta nie upilnowała drzwi rektorskiego gabinetu. 16 września posłanka zamieściła w mediach społecznościowych filmik, na którym widać prof. Sławomira Cudaka siedzącego przy rektorskim biurku. „Prawdopodobnie wybili przejście w ścianie”, ogłosiła pisowska wybranka narodu i zapowiedziała rozpoczęcie protestu głodowego. Jednak po kilku godzinach zmieniła zdanie, bo „wyłączono prąd w gniazdkach”. Prąd był jej potrzebny do prowadzenia relacji w internecie, a bez naładowanego telefonu komórkowego bój o praworządność „nie ma sensu”. Kurowska zakończyła okupację i wyszła przed budynek AWS w glorii i chwale, witana przez swoich stronników. „Zawsze wroga pokonamy, kiedy taką Marię mamy”, śpiewano na jej powitanie.
Tymczasem prof. Cudak gwałtownie zabrał się do pracy. Pierwszą decyzją było zwolnienie dyscyplinarne Sopińskiego i jego najbliższych współpracowników: Mariusza Kuryłowicza, Kamili Chmiel i Iwony Lewandowskiej-Pierzynki. Ciekawą postacią jest ta ostatnia. Lewandowska-Pierzynka
Post Klika Ziobry walczy o stołki pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

3 dni temu











