Kilka dni deszczu kilka zmieni. Czeka susza stulecia? „Suma opadów o 70 procent niższa od normy”

1 godzina temu

Od ponad dwóch miesięcy mamy do czynienia z sukcesywnie rozwijającą się w Polsce suszą. Jest ona kolejną odsłoną wieloletniego już procesu zmian wzorców opadowych w Polsce, za którymi stoi ocieplający się klimat. Problem zaczął się w 2015 roku i trwa do dziś. Nie wiemy, czy tegoroczna susza zasłuży na miano suszy stulecia, ale z pewnością okresu letniego nie przejdziemy spacerkiem.

Opady, które teraz przechodzą przez nasz kraj, nie będą game changerem. Kilka dni deszczu jedynie zamaskuje stan permanentnej suszy. Obecność kałuż na polnej drodze i brak kurzu w powietrzu nie będą oznaczały końca suszy. Aktualna sytuacja jest kalką tego, co działo się rok temu i we wcześniejszych latach.

– Potrzeba jeszcze więcej opadów. Rozłożonych w czasie, ale jednocześnie dość intensywnych – mówi prof. Bartłomiej Rzoca z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego pytany przez SmogLab.

Jak to jest z tą suszą?

Czy tegoroczna susza w Polsce jest poważna? Przede wszystkim musimy wiedzieć, jak definiować suszę.

– Susza jest zjawiskiem złożonym, obejmującym zarówno aspekty przyrodnicze, jak i społeczne. Nie istnieje jedna powszechnie przyjęta definicja suszy, ponieważ nie jest ona pojedynczym zdarzeniem, ale procesem rozwijającym się stopniowo pod wpływem wielu czynników – tłumaczy w rozmowie z redakcją prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), dr hab. inż. Tomasz Kałuża.

Jak tłumaczy profesor, trudne jest także jednoznaczne określenie jej początku i końca, gdyż krótkotrwałe opady w okresie suchym często nie wystarczają do uzupełnienia niedoborów wody.

A taką właśnie mamy teraz sytuację. Tak samo jak zimą. Wtedy wydawało się, iż susza zniknie, bo spadł śnieg. Okazało się jednak, iż mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju pogodową iluzją. Owszem, było zimno, spadł śnieg, ale ile tego śniegu było? Dane IMGW pokazują, iż niewiele, o czym jakiś czas temu pisaliśmy.

– Suszę można rozumieć jako wyraźne i długotrwałe odchylenie od warunków normalnych, przejawiające się niedoborem opadów, spadkiem wilgotności gleby, obniżeniem poziomu wód gruntowych oraz zmniejszeniem przepływów w rzekach – wyjaśnia poznański hydrolog. – W odróżnieniu od naturalnej suchości klimatu susza oznacza okresowy deficyt wody, który może powodować straty w środowisku, gospodarce oraz zagrożenia dla ludności – dodaje.

  • Czytaj także: Susza w Polsce. Polska po nietypowej zimie. Naukowcy mówią o ryzyku dla plonów

W stanie wieloletniej suszy

Tak więc susza to nie jest krótki epizod pogodowy, ale stan trwający dłuższy czas.

Od ponad 10 lat mamy do czynienia ze stanem suszy, a choćby można stwierdzić, iż od początku tego wieku. Pomiary pokazują, iż susza była tak naprawdę przerywana na 2–3 lata, a potem wracała.

– Jeszcze w połowie XX wieku w Polsce częstotliwość suszy oceniano jako zjawisko pojawiające się 2–3 razy w ciągu dekady – przypomina nasz rozmówca.

W tym stuleciu jest zupełnie inaczej.

– w tej chwili praktycznie każdego roku borykamy się w różnych rejonach kraju z suszą. W ostatnim okresie największe susze odnotowano w latach: 2003, 2011, 2015, 2018, 2019, 2024. Występowaniem suszy rolniczej zagrożone jest niemal 45 proc. powierzchni terenów rolnych i leśnych w Polsce. Dotyczy to najczęściej obszaru nizin w naszym kraju – zauważa prof. Kałuża.

Średnie roczne anomalie temperatur i opadów w Polsce w stosunku do średniej 1991-2020 w latach 1951-2025. Źródło: IMiGW.

Przyczyną tego stanu rzeczy jest ocieplający się klimat. Temperatury w Polsce rosną, co ilustruje powyższy wykres. W tym stuleciu średnia temperatura wzrosła już o 1 st. C. Wydaje się to niewiele, ale mówimy tu o średniej rocznej, a nie o temperaturze dla konkretnego dnia.

W 2025 roku średnia roczna temperatura wyniosła 9,5 st. C, to 0,8 stopnia więcej niż średnia wieloletnia. W parze z temperaturami nie idą jednak opady, które od wielu dekad pozostają niemal niezmienione. To powoduje zwiększone parowanie i ucieczkę wody z powrotem do atmosfery.

  • Czytaj także: Susza w Polsce. Ekspert: zdecydowanie lepiej, ale przez cały czas sucho

Czy tegoroczna susza będzie suszą stulecia?

W ostatnich latach coraz więcej mówi się o problemie braku opadów, a co za tym idzie – suszy. Ten rok nie jest wyjątkiem, bo wiosna zaczęła się naprawdę bardzo źle.

– Tegorocznej suszy trudno oczywiście już teraz nadać miano suszy stulecia. Wiadomo, iż w sezon wegetacyjny weszliśmy z dużymi deficytami zasobów wodnych – mówi prof. Kałuża.

Poziom wilgotności gleby w warstwie 7-28 cm od 12 kwietnia do 2 czerwca 2026 roku. Źródło: IMiGW.

Marzec i kwiecień były bardzo suche. Dwie pierwsze górne mapy pokazują, iż już wtedy gleba zaczęła tracić wodę, choć ze względu na niskie temperatury źle jeszcze nie było. Zmiany zaczęły uwydatniać się, kiedy temperatury przekroczyły 20 st. C. A tak się stało pod koniec kwietnia i w maju (trzecia mapa). Potem przyszła seria frontów z opadami, spadły też temperatury, więc susza nieco złagodniała, co ilustruje dolna środkowa mapa. Jednak ponowny zanik opadów w trzeciej dekadzie maja i skok do praktycznie już letnich temperatur doprowadziły do dramatycznej zmiany.

– Według Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej IUNG-PIB dla okresu 21 marca–20 maja 2026 r. stwierdzono zagrożenie suszą dla zbóż jarych, zbóż ozimych. Największy udział gmin zagrożonych suszą w zbożach jarych odnotowano m.in. w woj. kujawsko-pomorskim, mazowieckim, łódzkim, warmińsko-mazurskim, lubelskim i wielkopolskim – zauważa naukowiec. – IUNG-PIB podaje dodatkowo, iż ujemny klimatyczny bilans wodny występował w całym kraju, przy najgłębszych deficytach m.in. w woj. kujawsko-pomorskim, mazowieckim, lubelskim oraz północnych częściach województw łódzkiego i wielkopolskiego – dodaje.

Klimatyczny bilans wodny to jedna z miar suszy oznaczająca różnicę między sumą opadów a sumą ewapotranspiracji potencjalnej (parowania również z powierzchni roślin) w danym okresie. Miara ta uwzględnia nie tylko opad atmosferyczny, ale i temperaturę, co jest szczególnie istotne w okresach letnich.

  • Czytaj także: Susza i upały oznaczają brak komarów. Dlaczego nie powinniśmy się cieszyć?

Katastrofa nie jest przesądzona

Wiosna nie była ciepła, ale i tak susza się rozwinęła.

– Chociaż w kwietniu wg GUS średnia obszarowa temperatura powietrza wyniosła 7,6 st. C i była o 1,1 st. C niższa od średniej z lat 1991–2020, to uśredniona suma opadów ukształtowała się na poziomie 11,0 mm i była o ok. 70 proc. niższa od normy z wielolecia. Warunki agrometeorologiczne w kwietniu i maju bieżącego roku były więc na ogół niekorzystne dla rolnictwa i leśnictwa – mówi hydrolog.

Brak opadów przełożył się także na sezon pożarowy w Polsce, choć sama pogoda to nie jedyny winowajca.

– Pożary w lasach mają oczywiście związek z sytuacją suszy, w tym z bardzo niską wilgotnością ściółki i łatwością zaprószenia ognia. Kwestia rozprzestrzeniania się pożarów to dodatkowo udział wiatru. Jednak, jak podaje Państwowa Straż Pożarna, przyczyną zapłonu najczęściej pozostaje człowiek poprzez nieostrożność, niedopałki, ogniska w niedozwolonych miejscach, wypalanie traw lub wręcz celowe podpalenie – przypomina Kałuża.

Czy jednak obecna susza przerodzi się w katastrofę? W końcu lipiec dopiero przed nami.

– O tym, jak dalej rozwijać się będzie sytuacja związana z suszą, decydować będą oczywiście opady. Uwzględniając jednak, iż średnia roczna suma opadów kilka się zmieniła w ostatnich latach, obawiać się można jedynie gwałtownych opadów, które mogą prowadzić do powodzi i podtopień – uważa hydrolog.

Zdjęcie tytułowe: Hubert Bułgajewski

Idź do oryginalnego materiału