Kiedy Pałac gubi proporcje. Prezydentura Nawrockiego oderwała się od rzeczywistości

22 godzin temu
Zdjęcie: Kiedy Pałac gubi proporcje. Prezydentura Nawrockiego oderwała się od rzeczywistości


W polskiej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa od lat obowiązuje zasada, którą wszyscy deklarują, ale nie wszyscy realizują: państwo powinno mówić jednym głosem. Dlatego zapowiadane na piątek spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z premierem Donald Tusk nie powinno być wydarzeniem sezonu, ale rutynowym elementem pracy najwyższych władz. Tymczasem obóz prezydencki zdaje się traktować je jak audiencję, a nie roboczą rozmowę o bezpieczeństwie państwa.

Zapowiedź rozmowy dotyczy kwestii fundamentalnych: roli Polski w systemie gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy po ewentualnym zawieszeniu broni oraz podziału kompetencji między rządem a prezydentem. To sprawy, które wymagają stałej koordynacji, a nie jednorazowych gestów. Słusznie więc rzecznik rządu podkreślał, iż „polityka bezpieczeństwa i polityka zagraniczna Polski musi być jedna i musi być ściśle koordynowana”. Problem w tym, iż z Pałacu Prezydenckiego częściej płyną sygnały o wyjątkowości własnej roli niż o gotowości do współpracy.

Ten rozdźwięk trafnie nazwał poseł Koalicji Obywatelskiej Paweł Kowal, komentując sprawę na antenie Radio Zet. „Trochę za dużo obóz prezydencki robi sensacji z rzeczy, którą powinien traktować jako codzienną pracę” – zauważył Kowal. I trudno się z nim nie zgodzić. Rozmowy z premierem, odbieranie telefonów, prezentowanie stanowiska rządu w sprawach bezpieczeństwa nie są aktem łaski ani dowodem wyjątkowej pozycji prezydenta. Są obowiązkiem wynikającym z konstytucyjnej roli.

Jeszcze mocniej wybrzmiało porównanie, które już stało się politycznym cytatem tygodnia: „Nie ma co robić sensacji ze spotkania prezydenta z premierem, jakby to było spotkanie z królem”. To nie jest tylko złośliwość. To diagnoza stylu uprawiania prezydentury przez Nawrockiego, w której forma coraz częściej dominuje nad treścią, a symbolika nad realnym wpływem.

Kowal zwrócił też uwagę na coś znacznie poważniejszego: niewykorzystany potencjał prezydenta w polityce bezpieczeństwa. „Prezydent ma karty, ale nimi nie gra” – ocenił. W kontekście wojny w Ukrainie i rosnącej roli Polski jako państwa frontowego to zarzut fundamentalny. Głowa państwa powinna „pokazywać nasze zaangażowanie w bezpieczeństwo, wkład w potencjał obronny”, budować zaufanie sojuszników i wzmacniać wspólne stanowisko Zachodu. Zamiast tego opinia publiczna od dni śledzi spekulacje, czy i kiedy prezydent zdecyduje się spotkać z premierem.

„Zaraz dojdziemy do absurdu” – mówił Kowal, zauważając, iż już „czwarty dzień analizujemy, czy prezydent zechce się spotkać premierem”. Ten absurd jest jednak realnym kosztem politycznym. Każdy dzień takiej jałowej dramaturgii osłabia przekaz Polski na zewnątrz i rodzi pytania o zdolność elit do współpracy w sprawach najważniejszych.

Nie chodzi o to, by odbierać prezydentowi znaczenie. Chodzi o to, by przestał on traktować swoją rolę jak tron, a zaczął jak narzędzie. W tym sensie głos Pawła Kowala jest głosem zdrowego rozsądku i politycznej dojrzałości. W czasach, gdy bezpieczeństwo Europy waży się na wschodniej granicy, Polska nie potrzebuje królewskich ceremonii. Potrzebuje sprawnej, skoordynowanej władzy, która potrafi grać kartami, jakie ma w ręku.

Idź do oryginalnego materiału