Każdy ma rację, nikt nie jedzie. Transport publiczny w Pleszewie w weekendy

4 godzin temu
Zdjęcie: Detailed view of gravel and steel railway tracks, showcasing transportation elements.


W tygodniu kolejka jedzie, autobus jedzie, przesiadka na pociąg regionalna — możliwa. W weekend? Godzina pieszo albo taksówka. Mieszkańcy Pleszewa, żeby dostać się do stacji PKP w Kowalewie w sobotę czy niedzielę, muszą się tam dostać na własną rękę. Posłanka Paulina Matysiak postanowiła zapytać kolejno władze miasta, zarządcę kolejki i urząd marszałkowski, dlaczego tak jest i kto za to odpowiada. Odpowiedzi przyszły, ale każda mówi mniej więcej to samo: to nie my.

Kolejka jest, połączeń nie ma

Linia wąskotorowa Pleszew Miasto–Kowalew ma swój urok i swoje praktyczne znaczenie — pozwala mieszkańcom przesiąść się z kolejki na pociąg regionalny albo dalekobieżny bez własnego samochodu. W dni robocze jakoś to funkcjonuje. Problem zaczyna się w piątek po południu i trwa do poniedziałku rano. Weekendowych kursów po prostu nie ma — ani autobusowych, ani kolejkowych.

Do biura posłanki zgłosił się mieszkaniec, który chciał w sobotę skorzystać z pociągu. Przed nim była godzina marszu. Albo taksówka. Albo rezygnacja. Matysiak najpierw napisała do władz Pleszewa. Odpowiedź była zwięzła: budżetu na weekendowe połączenia autobusowe nie ma. W sprawie kolejki — proszę pytać SKPL Cargo, bo to zarządca infrastruktury.

SKPL Cargo: pytajcie gminę

Pytanie trafiło następnie do SKPL Cargo. Spółka wyjaśniła, iż uruchomienie weekendowych kursów zależy od budżetu organizatora przewozów — czyli gminy. To ona finansuje przejazdy. Bez pieniędzy z samorządu nie ma rozkładu jazdy.

Spółka ujawniła przy okazji coś ważniejszego: sama próbowała przekonać Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego, żeby przejął organizację przewozów na tej linii i włączył je do systemu kolejowych przewozów wojewódzkich — niestety, bez efektu. W grudniu 2024 roku dostała podziękowanie za inicjatywę — i nic więcej. Prezes zarządu SKPL, Tomasz Strapagiel, skomentował to wprost: urząd marszałkowski aktywnie angażuje się w budowę Kalisko-Ostrowskiej Kolei Aglomeracyjnej i Poznańskiej Kolei Metropolitalnej — obie omijają Pleszew, choć leży między nimi. To, według spółki, „niewytłumaczalne nierówne traktowanie miast w dostępie do transportu publicznego”.

Urząd Marszałkowski: to sprawa gminy

Posłanka Matysiak skierowała interwencję do Marszałka Województwa Wielkopolskiego. Odpowiedź podpisał Wicemarszałek Wojciech Jankowiak. Dokument jest staranny, szczegółowy i prowadzi do jednego wniosku: Samorząd Województwa Wielkopolskiego nie planuje przejąć organizacji tych przewozów — ani teraz, ani w dającej się przewidzieć przyszłości.

Argumentuje to ograniczeniami prawnymi: linia Pleszew Miasto–Kowalew to według obowiązujących przepisów przewóz gminny, a nie wojewódzki. Organizatorem powinien być Burmistrz Miasta i Gminy Pleszew. Województwo może organizować tylko przewozy między co najmniej dwoma powiatami — a ta trasa mieści się w granicach jednej gminy.

Urząd powołał się też na analogiczne przypadki w regionie: stacja kolejowa Kórnik leży w Szczodrzykowie, stacja Kłodawa w Pomarzanach Fabrycznych, przystanek Rydzyna w Kłodzie. Wszędzie dowóz realizują gminy. Czemu Pleszew miałby być traktowany inaczej?

Wspólny bilet zamiast wspólnego wysiłku

Urząd marszałkowski zasygnalizował jednak jeden możliwy krok: integrację taryfową. Wspólny bilet dla pasażerów podróżujących pociągami regionalnymi i kolejką wąskotorową. W kwestii analiz kosztów weekendowych połączeń poinformował, iż takich dokumentów nie przygotowywano — bo nie planowano przejmować tych połączeń.

Wicemarszałek przypomniał, iż takie projekty jak PKM czy KOKA powstawały dzięki temu, iż gminy i powiaty aktywnie wspomagały województwo finansowo. I zasugerował, iż gmina Pleszew powinna sama rozważyć rozszerzenie kursów — bo skoro transport działa w dni robocze, „rozszerzenie terminów kursowania dla części priorytetowych połączeń nie powinno wiązać się z wyjątkowo dużymi kosztami”.

Kto weźmie odpowiedzialność?

Mieszkaniec idzie godzinę do stacji. Gmina mówi: brak budżetu. SKPL mówi: zorganizujcie, to pojedziemy. Urząd marszałkowski mówi: to nie nasza kompetencja, zajmijcie się tym sami. Każda z tych instytucji ma rację — przynajmniej w zakresie przepisów. Razem tworzą sytuację, w której nikt nie jest odpowiedzialny i nikt nic nie zrobi.

Idź do oryginalnego materiału