Prezydent Karol Nawrocki 3 listopada, podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego w Warszawie, obarczył premiera Donalda Tuska odpowiedzialnością za działania wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zapowiedział użycie swoich prerogatyw do obrony porządku konstytucyjnego. Stawką jest granica władzy rządu oraz pewność Polaków, iż państwo działa na podstawie prawa, a nie politycznej siły.
Prezydent wskazał odpowiedzialnego za kryzys
Karol Nawrocki rozpoczął wtorkowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego od twardego wystąpienia skierowanego do Donalda Tuska. Prezydent stwierdził, iż premier ponosi odpowiedzialność za działania, które głowa państwa uznaje za nielegalne: zawieszenie sędziów, wydawanie zarządzeń i wejście do siedziby Trybunału Konstytucyjnego od strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Były to zarzuty polityczne przedstawione przez prezydenta, a nie prawomocne ustalenia sądu.
Nawrocki powiedział Tuskowi, iż ten "już wie, iż popełnił błąd". Ocenił również, iż szefowi rządu zabrakło wcześniejszych sojuszników i pozostała mu przemoc. Tak mocne słowa padły bezpośrednio przy premierze, na forum konstytucyjnego organu doradzającego prezydentowi w sprawach bezpieczeństwa państwa. Posiedzenie RBN zwołano na 3 listopada o godz. 15.00.
Zapowiedź użycia prezydenckich prerogatyw
Prezydent zapowiedział, iż nie przejdzie do porządku dziennego nad sytuacją w TK. Zadeklarował wykorzystanie swoich prerogatyw i mandatu otrzymanego od wyborców, aby powstrzymać próbę wywrócenia porządku konstytucyjnego. Wezwał też premiera do wycofania się z działań podejmowanych w budynku Trybunału przed Świętem Niepodległości.
To istotna zmiana tonu. Jeszcze niedawno Karol Nawrocki wzywał rząd do zakończenia wojny politycznej. Teraz prezydent mówi wprost o odpowiedzialności premiera i zapowiada użycie narzędzi urzędu. Konflikt przestał być kolejną wymianą zdań między ośrodkami władzy. Dotyczy tego, kto i na jakiej podstawie może kierować instytucją stojącą na straży konstytucji.
Spór o władzę nad Trybunałem
Sednem kryzysu pozostaje spór o legalność władz TK i status osób wybranych przez obecną większość sejmową. Oficjalna strona Trybunału wskazuje Bogdana Święczkowskiego jako prezesa TK. Obóz rządzący kwestionuje część dotychczasowych rozstrzygnięć personalnych i prawnych związanych z Trybunałem. Każda ze stron przedstawia swoje działania jako obronę praworządności.
Właśnie tu przebiega granica, której państwo nie może przekroczyć. Sporu o konstytucję nie wolno rozstrzygać metodą faktów dokonanych, policyjnej przewagi ani administracyjnego podporządkowania instytucji jednej stronie. Władza wykonawcza podlega ograniczeniom choćby wtedy, gdy uważa własny cel za słuszny. To istota ustroju, a nie formalny dodatek.
Dziennik Narodowy opisywał już, jak rząd pozostawił Trybunał Konstytucyjny bez budżetu na 2027 rok. Obecny konflikt pokazuje, iż presja finansowa i prawna przerodziła się w otwartą walkę o kontrolę nad organem państwa.
Stawką jest ciągłość państwa
Dla Polaków nie jest to akademicki spór prawników. o ile rząd może samodzielnie wyznaczać granice legalności instytucji, które mają go kontrolować, obywatel traci gwarancję, iż jutro ta sama metoda nie zostanie użyta w innej sprawie. Państwo prawa wymaga procedur, wzajemnej kontroli i cierpliwości wobec rozstrzygnięć, które są politycznie niewygodne.
Prezydent słusznie postawił pytanie o odpowiedzialność premiera. Teraz potrzebne są działania zgodne z konstytucją, pełna jawność podstaw prawnych i wycofanie siły z roli politycznego argumentu. Polska potrzebuje silnego państwa, ale siła państwa wyrasta z prawa i zaufania obywateli. Bez nich zostaje tylko przewaga aparatu nad człowiekiem.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP, wystąpienie prezydenta podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego z 3 listopada 2026 r.; relacje Onetu, Rzeczpospolitej i Euronews.
Źródło: Kancelaria Prezydenta RP












