Są w polityce momenty, gdy jedno zdanie wystarcza, by obnażyć całą konstrukcję propagandy. Wystarczy fakt. I dokładnie to zrobił Radosław Sikorski, gdy Karol Nawrocki postanowił przypisać sobie cudzą pracę, cudze zasługi i cudzą pamięć.
Nawrocki napisał bowiem, iż „już załatwił bardzo istotną sprawę” – cmentarz polskich cywilów w Zimbabwe. Brzmiało to dumnie, patriotycznie, niemal jak kadr z broszury IPN-u: Polska wraca po swoje, państwo nabiera powagi, a prezes robi historię w Afryce. Problem polega na tym, iż to była narracja zbudowana na półprawdzie, a w istocie – na zwykłym zawłaszczeniu czyjegoś wysiłku. Sikorski nie wdawał się w moralizowanie. Nie pisał o wstydzie, nie używał wielkich słów. Po prostu podał daty. 2019–2020. Podał nazwiska instytucji. Harcerze. Ośrodek Dokumentacji Deportacji, Wypędzeń i Przesiedleń. Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie. I dodał fakt najważniejszy: IPN finansował te prace, zanim Karol Nawrocki został jego szefem. Reszta była już tylko formalnością.
Jedno zdanie – „więc bardziej przykleił się niż załatwił” – przeszło do kategorii politycznych nokautów. Bez emocji, bez agresji, z chirurgiczną precyzją. Tak właśnie obnaża się propagandę: pokazując, iż bohater pojawił się dopiero na zdjęciu końcowym, gdy robota była już zrobiona.
Styl uprawiania polityki przez ludzi obozu PiS znamy aż za dobrze: kłamać, przypisywać sobie cudze działania, podmieniać chronologię, liczyć na to, iż wyborca nie sprawdzi, nie zapamięta, nie zada pytania. A jeżeli zada – zagłuszyć to patosem i flagą w emoji. Radosław Sikorski nie okazał litości, bo litość w tym wypadku byłaby przyzwoleniem. Przyzwoleniem na fałszowanie rzeczywistości, na robienie z historii narzędzia autopromocji, na traktowanie pamięci ofiar jako dekoracji do politycznego selfie. I może właśnie dlatego ta riposta tak zabolała.
Bo pokazała, iż Karol Nawrocki nie „załatwił” niczego. On chciał Polaków okłamać. Nie wyszło.

11 godzin temu














