Gdy niemiecka przewaga odcięła powstańcze dzielnice od siebie, jedyną drogą łączności i ratunku stały się warszawskie kanały ściekowe. To nimi we wrześniu 1944 roku ewakuowano tysiące żołnierzy Armii Krajowej ze Starego Miasta, Mokotowa i Żoliborza. Wielogodzinna wędrówka w ciemności, ciasnocie i nieczystościach — często pod wrzucanymi przez Niemców granatami — stała się jednym z najbardziej dramatycznych symboli Powstania.
Podziemne miasto
Warszawa dysponowała rozbudowaną, jeszcze XIX-wieczną siecią kanałów, zaprojektowaną przez inżyniera Williama Lindleya. W czasie powstania ta podziemna sieć zyskała znaczenie strategiczne. Od pierwszych dni zryw wykorzystywał ją do utrzymania łączności między odizolowanymi dzielnicami: kanałami przemieszczali się łącznicy i łączniczki, przenosząc meldunki, rozkazy, a niekiedy broń i zaopatrzenie.
Poruszanie się pod ziemią wymagało hartu i odwagi. Trasy bywały niskie, zmuszające do wielogodzinnego marszu w pochyleniu lub na klęczkach, w wodzie i ściekach, w całkowitej ciemności i przy braku powietrza. Kluczową rolę odgrywali przewodnicy i przewodniczki, którzy znali plątaninę korytarzy na pamięć.
W kanałach obowiązywały żelazne reguły przetrwania. Marsz odbywał się w ciszy i gęsiego, z ręką na ramieniu poprzednika, często godzinami. Zakazane było palenie światła i głośne rozmowy, bo zdradzały pozycję. Kanały dzieliły się na przełazowe — wysokie, którymi dało się iść wyprostowanym — oraz burzowce i ciasne kolektory, w których trzeba było brnąć zgięty wpół w cuchnącej mazi. Zmęczenie, wyziewy i ciemność łamały choćby zaprawionych w boju żołnierzy; zdarzało się, iż ludzie tracili orientację, słabli lub wpadali w panikę. Przejście liczącej kilka kilometrów trasy potrafiło zająć całą noc.
Ewakuacja Starego Miasta
Najsłynniejszą operacją kanałową była ewakuacja Starego Miasta. Po miesiącu zaciętej obrony, wobec beznadziejnego położenia, dowództwo zdecydowało o wyprowadzeniu obrońców Starówki podziemiem. W nocy z 1 na 2 września 1944 roku włazem w rejonie placu Krasińskich do kanałów zeszły tysiące żołnierzy i cywilów.
Kilkugodzinna wędrówka wyprowadzała ich głównym kolektorem do Śródmieścia, gdzie wychodzili włazami w rejonie ulicy Wareckiej i Nowego Światu, a inną trasą także na Żoliborz. Marsz odbywał się w napięciu i ciszy — Niemcy, świadomi wykorzystania kanałów, wrzucali do włazów granaty i materiały drażniące, budowali podziemne zapory i kraty. Mimo to ewakuacja objęła kilka tysięcy osób i ocaliła trzon obrońców Starego Miasta, który mógł dalej walczyć w Śródmieściu. Ranni, których nie zdołano zabrać, pozostali na Starówce na łasce wroga — wielu z nich Niemcy dobili. Ta cena sprawiła, iż powodzenie ewakuacji miało gorzki smak.
Dramat Mokotowa i Żoliborza
Pod koniec września podobne operacje przeprowadzono na Mokotowie i Żoliborzu, ale towarzyszył im tragizm. Podczas ewakuacji Mokotowa 27 września część oddziałów zabłądziła w labiryncie korytarzy, a Niemcy wpuszczali do kanałów gazy i wrzucali granaty. Grupa powstańców, którzy wyszli włazem przy ulicy Dworkowej, dostała się w ręce nieprzyjaciela i została na miejscu rozstrzelana. Wielu innych utknęło pod ziemią bez wyjścia. Te wydarzenia pokazały, jak cienka była granica między ocaleniem a śmiercią na podziemnym szlaku — ta sama trasa, która dla jednych oznaczała ratunek, dla innych stawała się grobem.
Kobiety pod ziemią
Historia kanałów to w znacznej mierze historia kobiet. Łączniczki i przewodniczki wielokrotnie pokonywały podziemne trasy, przenosząc rozkazy i prowadząc oddziały. Ich odwaga, spokój i znajomość terenu przesądzały nieraz o powodzeniu całych operacji. Bez nich utrzymanie łączności i przeprowadzenie ewakuacji byłoby niemożliwe.
Symbol, który przetrwał
Kanały na trwałe weszły do pamięci o Powstaniu jako symbol jego dramatu i determinacji. Utrwalił go między innymi Andrzej Wajda w słynnym filmie „Kanał" z 1957 roku — jednym z pierwszych dzieł kina o powstańczym zrywie, który wstrząsnął widzami obrazem ludzi ginących w podziemnych korytarzach na progu wolności. Dziś zachowane włazy i tablice w Warszawie przypominają o tych, dla których droga ku ratunkowi wiodła w dół, pod ziemię.












