Kaczyński wraca do Smoleńska. Oskarża Rosję i uderza w Tuska

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Kaczyński wraca do Smoleńska. Oskarża Rosję i uderza w Tuska


Jarosław Kaczyński podczas warszawskiej miesięcznicy smoleńskiej ponownie postawił najcięższe zarzuty wobec Rosji i ostro zaatakował Donalda Tuska. Spór o Smoleńsk nie jest dla prawicy tylko sprawą pamięci. To pytanie o powagę państwa, jego ciągłość i zdolność dochodzenia prawdy tam, gdzie w grę wchodzi polska racja stanu.

Miesięcznica na Placu Piłsudskiego

W poniedziałek 10 sierpnia 2026 roku politycy Prawa i Sprawiedliwości z Jarosławem Kaczyńskim na czele złożyli wieńce przed pomnikami prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku na Placu Piłsudskiego w Warszawie. RMF24 relacjonuje, iż wystąpieniu prezesa PiS towarzyszyły zakłócenia ze strony manifestujących, a porządku pilnowała policja, w tym funkcjonariusze zespołu antykonfliktowego.

Kaczyński mówił wprost o politycznej stawce. Według relacji RMF24 ocenił, iż radykalny brak poparcia dla Donalda Tuska i jego rządu zapowiada zmianę władzy. Zapowiedział też powołanie po tej zmianie instytucji, które mają zabezpieczyć polską praworządność i demokrację oraz uniemożliwić działania, które określił jako zajmowanie telewizji czy prokuratury. To język twardy, ale wpisany w realny konflikt o państwo, jaki trwa po 2023 roku.

Najcięższy zarzut wobec Rosji

Najmocniejszy fragment wystąpienia dotyczył samego Smoleńska. Kaczyński powiedział, iż w Smoleńsku doszło do zbrodni dokonanej przez rosyjskie władze, którym mogli pomagać polscy współpracownicy. Dodał, iż uważa taki scenariusz za bardzo prawdopodobny. Trzeba tu zachować precyzję: to stanowisko lidera PiS, a nie prawomocne rozstrzygnięcie sądu.

Ta precyzja nie osłabia jednak zasadniczej sprawy. Rosja od lat prowadzi politykę siły, kłamstwa i imperialnej pogardy wobec państw naszego regionu. Polskie państwo ma obowiązek badać każdy wątek katastrofy, zabezpieczać dokumenty i domagać się prawdy, zamiast zamykać sprawę polityczną etykietą niewygodnego tematu. Dla narodu, który zna Katyń, rosyjskie matactwo nie jest abstrakcją z podręcznika.

Tusk jako symbol politycznej odpowiedzialności

Atak Kaczyńskiego w stronę Tuska nie był przypadkowy. Dla znacznej części prawicy Smoleńsk stał się symbolem tego, jak państwo nie powinno zachowywać się po tragedii własnej elity: bez nadmiernego zaufania do Moskwy, bez abdykacji z podmiotowości, bez zgody na to, by obce państwo dyktowało rytm wyjaśniania śmierci polskiego prezydenta.

W tym sensie obecny spór o kondycję gabinetu Donalda Tuska ma także wymiar pamięci państwowej. Nie chodzi o tanią rytualną wojnę partyjną. Chodzi o pytanie, czy po każdej zmianie władzy można rozmontowywać instytucje, odwracać znaczenia i uznawać, iż sprawy niewygodne dla rządzących mają zniknąć z pola widzenia. Polska suwerenność wymaga ciągłości, także wtedy, gdy dotyczy to najbardziej bolesnych kart najnowszej historii.

Pamięć o 96 ofiarach

Katastrofa smoleńska pozostaje raną w polskiej pamięci. IPN przypomina, iż 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem zginęło 96 osób z polskiej delegacji lecącej na obchody 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią, ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski oraz przedstawiciele najwyższych instytucji państwa.

Dlatego miesięcznice smoleńskie nie są zwykłą partyjną ceremonią. Można spierać się o słowa, o hipotezy i o odpowiedzialność polityków. Nie wolno jednak pogodzić się z myślą, iż pamięć o śmierci prezydenta Rzeczypospolitej i tylu osób służących państwu ma zostać wyśmiana albo wypchnięta z życia publicznego. Państwo, które nie broni własnej pamięci, traci kręgosłup.

Spór, który wróci przy urnach

Kaczyński zapowiedział, iż uroczystości będą kontynuowane i mówił o dniu zwycięstwa, w którym winni zostaną ukarani. To słowa ostre. Wymagają odpowiedzialności dowodowej i politycznej, bo oskarżenia o współudział w zbrodni należą do najcięższych w życiu publicznym.

Ale jest też druga strona. Polska prawica nie może oddać Smoleńska obojętności, szyderstwu ani urzędowej amnezji. Prawda o tej tragedii, pamięć o ofiarach i rozliczenie błędów państwa to sprawy, które dotyczą bezpieczeństwa każdego Polaka. jeżeli państwo zawodzi przy śmierci własnego prezydenta, obywatel ma prawo pytać, gdzie jeszcze zawiedzie.

To jest prawdziwa stawka tego sporu. Nie emocja dla samej emocji, ale pytanie o państwo: czy Polska ma być wspólnotą pamięci i odpowiedzialności, czy tylko administracją zarządzaną od kryzysu do kryzysu.

Źródło: RMF24/PAP, IPN.

Źródło: RMF24

Idź do oryginalnego materiału