Jarosław Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości, od lat kreuje obraz Polski według własnej narracji – świata pełnego zagrożeń, dramatów i „absurdów”, które w jego oczach rzekomo zagrażają obywatelom. Tym razem podczas spotkania publicznego prezes skupił się na analizie działań politycznych Donalda Tuska, wskazując na rzekome „kłamstwa” i „tworzenie kontrrzeczywistości”.
Według Kaczyńskiego, Polska jest „pół na pół”, mimo iż – jak twierdzi – rzeczywistość wydaje się oczywista. „Przecież to nie była jakaś miażdżąca przewaga, tylko przewaga tam około 1 proc. A więc jest pół na pół, mimo iż rzeczywistość jest wydaje się, zupełnie oczywista, a mimo wszystko jest pół na pół. W jaki sposób oni do tego doprowadzili? Otóż doprowadzili tym, czym rzeczywiście potrafią się po mistrzowsku posługiwać, to znaczy kłamstwem” – stwierdził prezes PiS.
Już na tym etapie widać problem fundamentalny: Kaczyński mówi o czymś, o czym nie ma pełnej wiedzy ani zrozumienia. Ekonomia, statystyki wyborcze czy polityka makroekonomiczna wymagają precyzyjnych danych i znajomości mechanizmów państwa. Tymczasem prezes używa retoryki emocjonalnej, uproszczeń i generalizacji, które służą wyłącznie politycznej narracji.
Kaczyński nie poprzestał na wskazywaniu rzekomych kłamstw Tuska. Podkreślił, iż przeciwnicy potrafią tworzyć „kontrrzeczywistość – rzeczywistość, która z faktami nie ma kompletnie nic wspólnego, ale jednak ludzie w to wierzą”. W jego narracji Tusk manipuluje wskaźnikami wzrostu gospodarczego, pokazując Polskę w lepszym świetle niż za czasów rządów PiS. Prezes przywołuje dane o wzroście gospodarczym 3,75 proc., krytykując je jako efekt wysokiego deficytu finansów publicznych.
Problem w tym, iż Kaczyński zdaje się zupełnie ignorować kontekst globalny i wewnętrzny – zawirowania gospodarcze, inflację, pandemię, presję energetyczną czy skutki konfliktów międzynarodowych. Zamiast analizy proponuje uproszczenia: jeżeli wzrost jest niższy niż jego „wzorcowe” 6–7 proc., oznacza to, iż wina leży wyłącznie po stronie przeciwnika politycznego.
Retoryka Kaczyńskiego w tej wypowiedzi jest typowa dla jego stylu: wielkie słowa, dramatyczne określenia i próba kreowania obrazu rzeczywistości zgodnej z własną wizją polityczną. Twierdzi, iż Tusk „zapewnił naród, iż wszystko jest po prostu znakomicie, iż jest dużo lepiej niż za naszych czasów”, a sam przedstawia własne rządy jako złoty standard, do którego należy dążyć.
O ile jednak ocena dokonań poprzedników może być elementem dyskusji politycznej, o tyle forma, jaką wybiera prezes PiS, pokazuje oderwanie od faktów i brak kontaktu z rzeczywistością gospodarczą. Polityka nie polega na malowaniu świata według własnej wyobraźni – wymaga danych, kontekstu i odpowiedzialności za słowa.
Kaczyński przywołuje własne sukcesy, twierdząc, iż w latach 90. oraz w trakcie rządów PiS w 2005–2007 Polska osiągała wzrost 7 proc. To kolejny przykład polityka mówiącego o tym, o czym nie ma pełnej wiedzy – porównania z tamtym okresem są uproszczone i oderwane od kontekstu makroekonomicznego, globalnych kryzysów i zmian strukturalnych w gospodarce.
Prezes zdaje się myśleć, iż retrospektywne gloryfikowanie własnych rządów może zastąpić rzetelną ocenę teraźniejszości. To jednak iluzja. Społeczeństwo nie potrzebuje narracji o dawnych sukcesach – potrzebuje zrozumienia współczesnych wyzwań i odpowiedzialnych propozycji rozwiązań.
Wystąpienie Kaczyńskiego pokazuje lidera, który mówi o czymś, o czym nie ma pojęcia, kreując kontrrzeczywistość i manipulując emocjami. Polityka nie powinna być spektaklem ani narzędziem strachu – powinna opierać się na faktach, odpowiedzialności i realnych propozycjach dla obywateli.
Kiedy polityk zaczyna przedstawiać uproszczone porównania, dramatyczne oceny i retorykę emocjonalną zamiast faktów, społeczeństwo traci możliwość rzetelnej oceny sytuacji. I właśnie w tym tkwi największe niebezpieczeństwo: prezes PiS nie tylko tworzy własną narrację, ale wprowadza Polaków w świat, w którym rzeczywistość przestaje mieć znaczenie.