Jarosław Kaczyński rozważa rokowania dotyczące wyjścia z Unii jako sposób wymuszenia jej reformy. Andrzej Buła proponuje mieszkańcom Opolszczyzny inne ćwiczenie: pokazać w 90 sekund, co dzięki obecności Polski w UE zmieniło się w ich miejscowości. Konkurs „Wspólnota dla wspólnoty” trudno było wymyślić na lepszy moment.
Jeżeli nie podoba ci się administracja budynku, zacznij negocjować wyprowadzkę. Wprawdzie mieszkanie jest twoje, sąsiedzi kupują od ciebie towary, a wspólnie wyremontowaliście dach, ale przecież trzeba im pokazać, kto tutaj potrafi trzasnąć drzwiami. Najwyżej później będziesz szukać kluczy.
Mniej więcej tak wygląda polityczna zaradność Jarosława Kaczyńskiego, który podczas Krynica Forum dopuścił
rozpoczęcie rokowań dotyczących wyjścia z Unii Europejskiej, gdyby inne sposoby doprowadzenia do jej przebudowy zawiodły. Nazwał tę metodę twardą i ryzykowną. Z drugim przymiotnikiem trudno polemizować.
Żeby było uczciwie: prezes PiS nie ogłosił daty polexitu ani nie przedstawił decyzji o opuszczeniu Wspólnoty. Zaproponował jednak, żeby możliwość wyjścia położyć na negocjacyjnym stole. I właśnie dlatego jego słowa zasługują na coś więcej niż wzruszenie ramionami. Bo to szczególna odmiana patriotycznej brawury. Polityk wymyśla ryzyko, obywatele mają je ponosić. Gdyby eksperyment się nie udał, rolnik, przedsiębiorca czy młody człowiek planujący pracę za granicą prawdopodobnie usłyszeliby, iż intencje były szlachetne, tylko Europa znowu nie dorosła do prezesa.
Unia oczywiście wymaga krytyki. Jej przepisy można poprawiać, decyzje kwestionować, z biurokracją walczyć. Ale pomysł, żeby swoją pozycję we wspólnocie wzmacniać rozpoczęciem rozmów o jej opuszczeniu, przypomina leczenie bólu kolana groźbą amputacji. Lekarz może się przestraszy. Pacjent powinien pierwszy.
I w tym momencie pojawia się Andrzej Buła z konkursem, który każe oderwać wzrok od politycznej mównicy i skierować telefon na własną miejscowość.
„Wspólnota dla wspólnoty” polega na przygotowaniu filmu lub rolki trwającej najwyżej półtorej minuty. Tematem ma być projekt, inicjatywa albo działanie pokazujące, co obecność Polski w Unii Europejskiej dała lokalnej społeczności. Organizator wskazuje choćby świetlicę, ścieżkę rowerową, przedsięwzięcie kulturalne czy aktywizację seniorów.
To bardzo niewygodny pomysł dla producentów opowieści o Europie, która wyłącznie zabiera, zakazuje i czyha. Bo z wielką, złowrogą Brukselą można walczyć przez całe wystąpienie. Trudniej przekonać sąsiadkę, iż miejsce, w którym spotyka się z innymi seniorami, jest elementem wymierzonego w nią spisku.
– To Państwo najlepiej wiedzą, co zmieniło się w najbliższym otoczeniu, jakie przedsięwzięcia okazały się potrzebne i dlaczego warto o nich opowiedzieć – podkreśla Andrzej Buła, poseł do Parlamentu Europejskiego, w liście zapraszającym do konkursu.
Szczególnie warto pokazać te historie młodym. Dzisiejsi osiemnastolatkowie urodzili się już w Polsce należącej do Unii. Nie mają obowiązku pamiętać wcześniejszej rzeczywistości, podobnie jak nie muszą pamiętać telefonu na korbkę, żeby korzystać ze telefona. Mają natomiast prawo wiedzieć, iż otaczające ich możliwości nie powstały samoczynnie. Że za konkretną zmianą stały pieniądze, współpraca, czyjaś decyzja i czyjaś praca. Europejski fundusz sam nie wyremontował budynku. Ale samo lokalne zaangażowanie też nie zawsze wystarczyłoby do zapłacenia rachunku.
Najlepszy film konkursowy nie musi więc wyglądać jak uroczyste otwarcie inwestycji, podczas którego pięciu
panów trzyma jedne nożyczki. Wystarczy człowiek, który powie, z czego korzysta. Ktoś, kto pamięta, jak było wcześniej. Miejsce, które przestało straszyć pustką. Konkret jest ciekawszy od przemówienia, choćby jeżeli przemówienie wygłasza ktoś bardzo zadowolony z własnej historycznej misji.
Takie opowieści pomagają też zrozumieć stawkę politycznych pogróżek. Wyjście z Unii nie oznaczałoby, iż następnego ranka ktoś zwinie asfalt i zabierze wybudowany budynek. Rozstrzygałaby się natomiast przyszłość warunków, w których pracujemy, handlujemy, inwestujemy i planujemy następne przedsięwzięcia. Dokładne skutki zależałyby od wynegocjowanych zasad. I właśnie ta niepewność jest częścią problemu.
Łatwo powiedzieć „zaczniemy rokowania”. Znacznie trudniej odpowiedzieć ludziom, co będzie z ich planami, gdy polityczna demonstracja zacznie przynosić całkiem rzeczywiste konsekwencje. Prezes ma mikrofon. Oni mają kredyty, firmy, gospodarstwa i dzieci na studiach.
Dlatego konkurs Buły ma dziś sens wykraczający poza promocję lokalnych projektów. Może pomóc przypomnieć, o czym adekwatnie rozmawiamy, kiedy ktoś zaczyna wymachiwać polexitem. O codziennym życiu, które kiepsko nadaje się na rekwizyt do partyjnej licytacji.
„Wspólnota dla wspólnoty” – jak wziąć udział?
Przygotuj film lub rolkę do 90 sekund o lokalnej zmianie związanej z obecnością Polski w UE. Konkurs jest skierowany do pełnoletnich mieszkańców, grup mieszkańców i organizacji z województwa opolskiego. Zgłoszenia są przyjmowane do 30 listopada 2026 roku. Szczegóły, regulamin i formularz znajdują się na stronie konkursowej Andrzeja Buły.
Autorzy sześciu najlepszych prac otrzymają zaproszenie na wyjazd studyjny do Parlamentu Europejskiego; każda zwycięska grupa będzie mogła wydelegować maksymalnie cztery osoby. Konkurs odbywa się pod honorowym patronatem marszałka województwa opolskiego Szymona Ogłazy.
Warto wyjąć telefon i nagrać te półtorej minuty. Zwłaszcza jeżeli ktoś uważa, iż w jego miejscowości „nic się nie zmieniło”. Niech sprawdzi. Prezesowi do wymyślenia ryzykownego pomysłu wystarczyła mównica. Mieszkańcom do sprawdzenia jego sensu może wystarczyć spacer.











