Kaczyński rozdaje podziękowania i obietnice. Rzeczywistość wymyka mu się z rąk

1 dzień temu
Zdjęcie: Kaczyński


Jarosław Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości, po raz kolejny ruszył w trasę po Polsce. Tym razem odwiedził Olsztyn, gdzie spotkał się z mieszkańcami, dziękując im za wsparcie i obecność. Słowa, które tam padły, są charakterystyczne dla ostatnich wystąpień prezesa PiS – pełne patosu, wiary w swoją formację, ale jednocześnie coraz bardziej oderwane od realiów, w jakich żyje dziś Polska.

Kaczyński zaczął od podziękowań. „Bardzo serdecznie dziękuję Państwu, bo bez Waszego zaangażowania, bez wsparcia, bez tego wszystkiego, co się działo i co się dzieje, sukces nie byłby możliwy” – mówił do zgromadzonych. Samo w sobie to zdanie nie dziwi – politycy zawsze dziękują swoim sympatykom. Problem w tym, iż lider PiS zaczyna postrzegać te spotkania jako dowód swojej niezmiennej siły politycznej, a nie jako echo przywiązania wąskiej grupy wiernych wyborców.

„A takich spotkań w sierpniu jakie są teraz i to bez kampanii wyborczej, to ja w ciągu tych trzydziestu paru lat swojej podróży po Polsce, nigdy nie widziałem” – stwierdził Kaczyński. Tyle iż rzeczywistość wygląda inaczej. Polska nie żyje dziś spotkaniami prezesa, a polityczne centrum przesunęło się w stronę sporu o bezpieczeństwo, gospodarkę i przyszłość kraju w Europie. Narracja Kaczyńskiego sprowadza się do przekonywania własnych wyborców, iż jego formacja wciąż wyznacza kierunek politycznej ofensywy. W istocie jednak PiS coraz bardziej zamyka się we własnej bańce.

W Olsztynie prezes PiS odniósł się do wyboru Karola Nawrockiego na urząd prezydenta. „Pierwszy etap był piekielnie trudny, tamci byli przekonani przeciwnicy, iż wygrają, iż mają to w kieszeni. Nasz kandydat, pełen energii, niebywałej siły, ale przecież był człowiekiem nie tak bardzo znanym… Okazało się, iż to ten, który może wygrać” – mówił Kaczyński. To znamienne – lider partii, która przez osiem lat rządziła Polską, widzi sukces w osobistym zwycięstwie kandydata, a nie w realnych odpowiedziach na problemy obywateli.

Kaczyński buduje narrację, w której „pierwszy etap” został zakończony, a teraz czas na „drugi etap” – ofensywę całego obozu. „Ofensywa to nie może być tylko ofensywa jednego człowieka, choćby o ile to jest prezydent RP. To musi być ofensywa całej naszej formacji, całego obozu patriotycznego” – podkreślił. Ale tu tkwi pułapka. W oczach prezesa PiS nie ma już obywateli o różnych poglądach, są jedynie ci, którzy należą do „obozu patriotycznego”, i ci, którzy stoją po drugiej stronie barykady.

Polska tymczasem potrzebuje czegoś innego – wspólnoty, współpracy, umiejętności szukania porozumienia ponad partyjnymi podziałami. Kaczyński tymczasem nie tylko nie szuka dialogu, ale wręcz go odrzuca. „Musimy zabiegać także o głosy tych, którzy głosowali na nich. Pewnej części się na pewno nie da przekonać, bo ta nienawiść, która została przez nich zaszczepiona, można powiedzieć, jest tak mocna, iż trzeba będzie lat i spokojnego działania, żeby to jakoś odkręcić” – stwierdził. To zdanie odsłania całą mentalność prezesa PiS: przeciwnik nie jest dla niego partnerem, ale nośnikiem „nienawiści”, kimś, kogo trzeba „odkręcić”.

Taka narracja zdradza głębokie oderwanie od rzeczywistości. Polacy nie żyją w rytmie politycznych spotkań Jarosława Kaczyńskiego. Żyją problemami codzienności – inflacją, ratami kredytów, służbą zdrowia, edukacją dzieci. Zamiast odpowiedzi na te bolączki, otrzymują kolejne wezwania do walki w imię „obozu patriotycznego”.

Kaczyński przez lata był mistrzem w utrzymywaniu żelaznej dyscypliny partyjnej i mobilizowaniu swojego elektoratu. Ale dziś widać, iż zaczyna tracić grunt pod nogami. Wystąpienia, które kiedyś mogły elektryzować jego zwolenników, coraz częściej brzmią jak powtarzane w kółko formułki, pozbawione świeżości i realnego odniesienia do sytuacji kraju.

Paradoks polega na tym, iż sam Kaczyński wydaje się wierzyć w swoją nieustającą siłę. W rzeczywistości PiS coraz bardziej przegrywa z czasem i rzeczywistością. Polska potrzebuje nowego języka polityki – opartego na odpowiedzialności, współpracy i prawdzie. Tymczasem prezes PiS wciąż mówi językiem konfrontacji, podziałów i wyimaginowanych „etapów walki”.

Historia zna wiele przykładów przywódców, którzy w pewnym momencie stracili kontakt z rzeczywistością, a wokół siebie widzieli już tylko wiernych wyznawców. Jarosław Kaczyński zaczyna coraz bardziej przypominać właśnie takiego lidera – zapatrzonego w siebie, niezdolnego do zmiany, odklejonego od realnych potrzeb Polaków.

Idź do oryginalnego materiału