Kaczyński na kolanach. Prezes PiS broni Trumpa, zapominając o polskich żołnierzach

12 godzin temu
Zdjęcie: Kaczyński


Jarosław Kaczyński od lat buduje swój polityczny wizerunek na haśle suwerenności i „wstawania z kolan”. Polska miała być pod jego rządami państwem dumnym, asertywnym i niebojącym się silniejszych partnerów. Tymczasem w sprawie Donalda Trumpa prezes PiS pokazuje coś dokładnie odwrotnego: gotowość do usprawiedliwiania wszystkiego, byle tylko nie narazić się amerykańskiemu przywódcy. choćby kosztem prawdy i pamięci o polskich żołnierzach.

Kaczyński nie tylko poparł pomysł przystąpienia Polski do zainicjowanej przez Trumpa Rady Pokoju, ale zrobił to z entuzjazmem graniczącym z serwilizmem. „Rząd musi wyasygnować ten miliard dolarów, bo nie ma sensu, żeby Polska tam wchodziła jako państwo biedne” – stwierdził. Dodał też: „Dzisiaj musimy być w jak najlepszych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi i tym bardziej powinniśmy tam być”.

Miliard dolarów za stałe członkostwo w organizacji, której dożywotnim prezesem ma być Trump z „niemal nieograniczonymi uprawnieniami”? Dla Kaczyńskiego to nie problem. Dla państwa, które ma dziurawy system ochrony zdrowia, niedofinansowaną armię rezerwową i chroniczne braki w edukacji – to wydatek absurdalny. Ale prezes PiS nie pyta „czy nas na to stać”, tylko „jak gwałtownie zapłacić”.

Jeszcze bardziej kompromitująco Kaczyński wypada jednak w obronie słów Trumpa o NATO i Afganistanie. Przypomnijmy: amerykański prezydent stwierdził, iż „nigdy nie potrzebowaliśmy sojuszników”, a żołnierze NATO „trzymali się trochę z tyłu”. To jawne lekceważenie tysięcy żołnierzy z Europy, Kanady i Australii – w tym ponad 33 tysięcy Polaków, z których 43 zginęło na misji.

Jak reaguje Kaczyński? Najpierw przyznaje, iż to niesprawiedliwe, ale zaraz dodaje najważniejsze „ale”: „Słowa Trumpa są niesprawiedliwe wobec Polaków. Bo z różnymi innymi bywało różnie”. Innymi słowy: my byliśmy w porządku, inni może nie, więc adekwatnie Trump ma trochę racji. A na koniec klasyczne rozgrzeszenie: „Trump język ma taki rozpędzony”.

To już nie jest dyplomacja, to psychologia usprawiedliwiania. Prezes PiS zachowuje się jak ktoś, kto tłumaczy niegrzeczne zachowanie potężnego znajomego: „on już taki jest, trzeba zrozumieć”. Tyle iż stawką nie jest towarzyska wpadka, tylko honor polskich żołnierzy i sens istnienia NATO jako wspólnoty obronnej.

Jeszcze niedawno Kaczyński straszył Polaków „dyktatem Brukseli” i „niemiecką dominacją”. Dziś bez mrugnięcia okiem akceptuje model, w którym jeden człowiek – Donald Trump – tworzy międzynarodową organizację na własnych zasadach, sprzedaje do niej wejściówki i dożywotnio zachowuje władzę. A Polska ma się cieszyć, iż może zapłacić i usiąść przy stole.

Paradoks polega na tym, iż Kaczyński w swojej gorliwości przebił choćby oficjalne stanowisko prezydenta Karola Nawrockiego, który co najmniej zachował formalny dystans, podkreślając konieczność procedur konstytucyjnych. Prezes PiS nie widzi potrzeby procedur, debaty, refleksji. Jest tylko jedno kryterium: „jak najlepsze stosunki z USA”, choćby jeżeli oznaczają one milczenie wobec upokorzeń.

Polityk, który przez lata mówił o „polskiej godności”, dziś sprowadza ją do zdolności wystawienia czeku na miliard dolarów i uprzejmego uśmiechu, gdy ktoś deprecjonuje naszych sojuszników. To już nie jest realizm, to rezygnacja z podmiotowości. Kaczyński robi wszystko, by bronić Trumpa – choćby wtedy, gdy powinien bronić Polski. I w tym sensie jego „wstawanie z kolan” okazało się tylko sloganem: głośnym, ale pustym.

Idź do oryginalnego materiału