Kaczyński i PiS. Wielkie słowa, żadnych rozwiązań

6 dni temu

Jarosław Kaczyński pojawił się w Bydgoszczy, by po raz kolejny powtórzyć narrację o „nieudolnym rządzie Tuska” i „silnym prezydencie Nawrockim”. Problem w tym, iż taka retoryka nie ma już wiele wspólnego z rzeczywistością. To próba przykrycia bilansu ośmiu lat nieudolnych rządów PiS i odwrócenia uwagi od faktu, iż dziś partia Kaczyńskiego nie ma nic nowego do zaproponowania.

Jarosław Kaczyński, dziś już tylko lider opozycyjnego PiS, odwiedził Bydgoszcz, by spotkać się z mieszkańcami. W swoim wystąpieniu starał się dowodzić, iż rząd Donalda Tuska „do niczego się nie nadaje”. Tego rodzaju oskarżenia mogą brzmieć znajomo – przez osiem lat podobnych argumentów używał wobec poprzedników, kiedy sam sprawował władzę. Dziś jednak ta narracja jest szczególnie wymowna: zamiast refleksji nad bilansem własnych rządów, które skończyły się w 2023 roku porażką wyborczą, Kaczyński woli powtarzać frazy o „nieudolności” nowej ekipy. W ten sposób próbuje odwrócić uwagę od faktu, iż to właśnie jego partia przez osiem lat nie potrafiła rozwiązać problemów, które teraz sam z oburzeniem wylicza.

Kaczyński w Bydgoszczy mówił także o prezydencie Karolu Nawrockim, którego określił mianem „niebywale silnego”. Według prezesa PiS zwycięstwo wyborcze Nawrockiego było efektem „ogromnego wysiłku wielu ludzi” i dowodem na to, iż można wygrać mimo „ogromnej przewagi” przeciwników. To charakterystyczny zabieg retoryczny Kaczyńskiego: budowanie mitu walki Dawida z Goliatem, w której PiS zawsze jawi się jako jedyna siła broniąca „zwykłych Polaków” przed wszechpotężnym establishmentem. Problem w tym, iż ta narracja ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością.

Bo przecież PiS przez osiem lat rządził niemal wszystkimi instytucjami państwa, podporządkował sobie media publiczne, obsadził sądy i trybunały swoimi ludźmi. jeżeli dziś Kaczyński opowiada o „ograniczonym dostępie do mediów” i „nierównej walce”, to brzmi to jak kpina z obywateli pamiętających propagandę TVP czy naciski na instytucje publiczne. Retoryka o „sile przeciwników” nie jest więc niczym innym jak próbą usprawiedliwienia porażki w 2023 roku i odwrócenia uwagi od własnych błędów.

W tym kontekście rola Nawrockiego jawi się jako symbol politycznego stylu PiS. Prezydent, przedstawiany przez Kaczyńskiego jako „silny człowiek”, nie proponuje realnych rozwiązań, ale stawia na konfrontację. Już dziś jego decyzje, weto i polityczne gesty pokazują, iż nie zamierza szukać porozumienia z rządem, tylko konsekwentnie odgrywać rolę bastionu PiS w państwie. To nie jest wizja prezydentury, która miałaby łączyć naród po trudnych latach, ale dalsze podsycanie konfliktu.

Po ośmiu latach rządów PiS Polska została z długą listą problemów: od osłabionych instytucji i konfliktów z Unią Europejską, po inflację i chaos w ochronie zdrowia. Wiele z tych kryzysów pogłębiła właśnie polityka partii Kaczyńskiego, której celem było utrzymanie władzy za wszelką cenę. Owszem, wprowadzono programy socjalne, które poprawiły sytuację wielu rodzin, ale odbyło się to kosztem stabilności finansów publicznych i jakości państwa.

Dziś, gdy Kaczyński z opozycyjnych ław krzyczy o „nieudolności Tuska”, trudno nie zauważyć, iż to PiS zostawił kraj w stanie wymagającym mozolnej odbudowy. Zamiast uczciwego rachunku sumienia, mamy kolejne wiece, na których prezes i jego współpracownicy opowiadają o „oblężonej twierdzy” i „silnych liderach”. Tyle iż obywatele wiedzą już, jak wyglądała codzienność za rządów PiS – i coraz mniej wierzą w tę mitologię.

Warto więc postawić sprawę jasno: ani Kaczyński, ani Nawrocki nie proponują dziś odpowiedzi na realne problemy Polski. Jeden próbuje bronić własnego dorobku, chowając się za retoryką walki, drugi buduje swoją prezydenturę na konflikcie i demonstracji siły. Ale państwo nie potrzebuje ani mitów, ani pokazów muskułów – potrzebuje odpowiedzialności, sprawnych instytucji i polityki opartej na faktach. A tego przez osiem lat władzy PiS zabrakło najbardziej.

Idź do oryginalnego materiału