W poniedziałek Jarosław Kaczyński spotkał się z mieszkańcami Bydgoszczy, deklarując, iż rząd premiera Donalda Tuska „się do niczego nie nadaje”.
Te słowa, choć w ustach polityka PiS mogą brzmieć jak standardowy retoryczny atak, w rzeczywistości ukazują coś znacznie bardziej niepokojącego: oderwanie lidera największej partii opozycyjnej od jakiejkolwiek refleksji nad własnymi działaniami i realnym stanem państwa. Nie wystarczy bowiem powtarzać hasła o „niekompetencji opozycji”, gdy własna partia, wraz z jej aparatczykami, od lat prowadzi politykę pozorów, erozji instytucji państwowych i kontroli nad mediami.
Podczas spotkania w Bydgoszczy Kaczyński poświęcił sporo uwagi prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Mówił o nim w tonie niemal patetycznym: „jest po prostu niebywale silny, w takim bezpośrednim tego słowa znaczeniu”, dodając przy tym, iż sukces wyborczy Nawrockiego to efekt ogromnego wysiłku wielu ludzi. Już samo sformułowanie ujawnia sedno problemu: w narracji PiS władza jest niemal magicznym owocem siły, determinacji i formacji politycznej, podczas gdy rzeczywiste mechanizmy państwa – instytucje, procedury, społeczeństwo obywatelskie – zostają zepchnięte na dalszy plan. Sukces Nawrockiego nie jest tu oceniany przez pryzmat jego kompetencji, programów czy politycznych decyzji, ale przez narrację o „pokonaniu wroga”, „walce z systemem” i mobilizacji partyjnych struktur. To podejście nie tyle pokazuje skuteczność, co prymat propagandy nad odpowiedzialnością.
Trudno nie odnieść wrażenia, iż Kaczyński, gloryfikując Nawrockiego, sam jednocześnie ujawnia słabość swojego ugrupowania. Cała narracja opiera się na kontrze wobec opozycji i medialnej przewadze przeciwników, zamiast na ocenie rzeczywistych problemów państwa. W ten sposób PiS utrwala wizerunek „wojny politycznej” jako centralnego elementu funkcjonowania partii, przy jednoczesnym ignorowaniu kwestii, które dotykają obywateli: rosnące koszty życia, kryzys w służbie zdrowia, problemy edukacyjne czy lawinowo rosnące zadłużenie publiczne. Kaczyński i Nawrocki w tej narracji występują jak bohaterowie własnego spektaklu, a nie jako osoby odpowiedzialne za realne decyzje, które mają wpływ na życie milionów Polaków.
Nie można również pominąć faktu, iż sukces Nawrockiego przedstawiany jest jako niemal cudowny triumf „siły woli” i „mobilizacji ludzi”, podczas gdy brak jest jakiejkolwiek krytycznej analizy jego działań i kompetencji. Czy prezydent powinien być oceniany przez pryzmat tego, iż udało mu się wygrać wybory w trudnych okolicznościach, czy przez to, jak sprawuje urząd, jakie decyzje podejmuje i jakie realne efekty przynoszą te decyzje? PiS zdaje się konsekwentnie unikać tych pytań, zastępując je retoryką sukcesu i heroizacji własnych polityków.
Warto też zauważyć, iż narracja o „walce z systemem” i „ogromnym wysiłku wielu ludzi” pełni funkcję nie tylko propagandową, ale także politycznie defensywną. Kaczyński i Nawrocki poprzez gloryfikację własnych struktur i pracowników starają się zneutralizować krytykę skierowaną wobec PiS. W tym kontekście każde potknięcie partii, każdy kryzys sondażowy czy słabe notowania wśród społeczeństwa mogą zostać zepchnięte na margines, a w centrum pozostaje obraz bohaterów politycznych triumfujących mimo przeciwności.
Ostatecznie cała narracja PiS pokazuje, iż dla tej partii władza jest celem samym w sobie, a nie narzędziem służby publicznej. Kaczyński i Nawrocki symbolizują w tej konstrukcji politycznej politykę spektaklu: zamiast odpowiadać za realne problemy państwa, tworzą opowieść o sile, heroizmie i mobilizacji partyjnej. Czytelnik może odnieść wrażenie, iż to właśnie ta forma narracji, a nie realne działania, stanowi fundament władzy PiS.
Ten brak refleksji, ignorowanie krytyki i gloryfikacja własnych struktur to nie tylko problem retoryczny, ale istotne zagrożenie dla jakości rządzenia. Gdy partia polityczna skupia się na propagandzie sukcesu i heroizacji swoich liderów, zamiast na skuteczności polityki publicznej, cierpi na tym całe państwo. To właśnie dlatego narracja Kaczyńskiego i Nawrockiego powinna budzić poważny niepokój – nie tylko wśród politycznych przeciwników, ale przede wszystkim wśród obywateli, którzy oczekują realnych rezultatów, a nie spektaklu politycznego.