Polska polityka znalazła się w punkcie przesilenia. Spadające poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości, wewnętrzne napięcia i próby redefinicji strategii wyborczej zbiegają się z globalnymi zmianami, które mogą całkowicie przestawić reguły gry.
Prof. Radosław Markowski w "Rozmowie naTemat" ocenia, iż sytuacja jest "wielce rozwojowa" dla podkreślenia złożoności polskiego krajobrazu politycznego:
PiS między radykalizacją a centrum
Prawo i Sprawiedliwość, które jeszcze niedawno miało niemal 35 proc. poparcia, dziś szuka sposobu na odzyskanie wyborców. I stoi przed klasycznym dylematem.
– jeżeli partia traci kilkanaście punktów procentowych, to znaczy, iż coś poszło nie tak. Jedni proponują radykalizację i odbieranie wyborców innym ugrupowaniom prawicowym. Drudzy – powrót do centrum. Problem w tym, iż w Polsce takie podbieranie elektoratu rzadko działa, bo ogromny potencjał leży wśród niegłosujących – tłumaczy prof. Radosław Markowski.
I dodaje, iż politologiczna zasada jest niezmienna. Wybory wygrywa się w centrum, bo tam znajduje się największa grupa wyborców. A pomysł tworzenia nowych bytów politycznych wokół PiS, jak inicjatywa Mateusza Morawieckiego, może okazać się mieczem obosiecznym.
– Może się zdarzyć, iż kilka prawicowych partii zdobędzie łącznie więcej głosów, ale mniej mandatów niż jedna skonsolidowana siła. To ogromne ryzyko. Dlatego zapewnienia o jedności nie są przypadkowe. W polskich realiach podział często oznacza przegraną – podkreśla profesor.
Demokracja pod presją
Zdaniem prof. Radosława Markowskiego najważniejsze będą jednak czynniki międzynarodowe. Wybory w USA, sytuacja na Węgrzech czy zmiany geopolityczne mogą wpłynąć na nastroje także w Polsce.
– Żyjemy w momencie, w którym globalny kontekst będzie miał ogromne znaczenie. Trumpizm może osłabnąć, pojawiają się nowe modele polityczne, a demokracje liberalne są pod presją. Partie w Polsce będą musiały odpowiedzieć na pytanie: w jakim świecie chcą funkcjonować – mówi.
Profesor nie ukrywa też obaw o kondycję samego systemu. Wskazuje na rosnącą pokusę upraszczania demokracji kosztem jej mechanizmów kontrolnych.
– Demokracja z natury spowalnia decyzje – po to, żeby były przemyślane. Dziś wielu ludzi zaczyna postrzegać to jako słabość i oczekuje szybkiej, scentralizowanej władzy. To bardzo niebezpieczny kierunek, który w historii już prowadził do katastrof – ostrzega.
Mniejszość wybiera rząd większości
Na koniec prof. Markowski przypomina, iż wybory rzadko są triumfem większości.
– W praktyce rządy w demokracjach mają realne poparcie 25–30 proc. uprawnionych. Reszta jest rozczarowana lub bierna. Dlatego ludzie często głosują nie za kimś, ale przeciwko czemuś gorszemu. I tak będzie również w 2027 roku – podsumowuje.
Polityczna układanka w Polsce dopiero się zaczyna. Wewnętrzne napięcia, globalne trendy i rosnące oczekiwania wyborców tworzą mieszankę, której finał pozostaje nieprzewidywalny. Jedno jest pewne – jak sugeruje prof. Markowski, nadchodzące miesiące będą testem nie tylko dla partii, ale dla całego systemu demokratycznego.
Zachęcamy do obejrzenia całego odcinka "Rozmowy naTemat" z prof. Radosławem Markowskim na naszym kanale YouTube.

9 godzin temu







