Kacprzak: Krytycznie o „Kłopocie z Zełenskim”

myslpolska.info 19 godzin temu

Puff! Wybuch kapiszona. Jestem po lekturze sporej części szeroko reklamowanej, „walącej prawdę w oczy” książki Zbigniewa Parafianowicza pt. „Kłopot z Zełenskim”.

Książkę nabyłem, bo pisały o niej (w sensie zachęcającym, ale chyba PRZED przeczytaniem) osoby, do których mam szacunek. Podskórnie spodziewałem się treści taka jaka jest. A jest, szczerze powiedziawszy nędzna. Cała „kontrowersyjność” książki polega na tym, iż wali w Zełenskiego iż cham, bezczelny itp. A to akurat najmniejsze jego wady. Co więcej, w pewnych okolicznościach u polityka mogą być choćby zaletami (nazywane są wtedy po europejsku „asertywnością”).

Autor zbiera narzekania, słowa krytyki (względem tytularnego bohatera) od swoich zawsze anonimowych rozmówców. Kreuje się przy tym na takiego co to „wali kawę na ławę”. Tymczasem jest połączony ze swoimi anonimowymi rozmówcami ponadpartyjną, ponadnarodową religią rusofobii. W tym sensie nie wykracza ani na jotę poza mainstreamowy bełkot. Czasami „ekspercki”, czasami „filozoficzny”, ale zawsze bełkot.

Jego rozmówcy swoją anonimowością sami sobie (a nie Zełenskiemu) wystawiają świadectwo. Niby krytykują, niby „trzeźwo oceniają”, ale uczestniczą w tym, nie mają odwagi wystąpić pod nazwiskiem. Poza tym rzuca się w oczy ich (nie umiem znaleźć innego słowa niż służalcza) mentalność. Np. w rozdziale I, dotyczącym słynnego pociągu do Kijowa w maju 2025 roku w którym jechało trio bryto- teutońsko- frankońskie, a do którego nie wpuszczono p. Tuska (ja myślałem, iż jechał w tym samym pociągu w wagonie pocztowym, ale okazuje się jechał w innym) ci krytyczni anonimowi rozmówcy (polscy) najbardziej ubolewają nad tym, iż strona polska nie „wcisnęła” Tuska siłą do tego pociągu, przechodząc do porządku nad tym iż szanujące się państwo nie musi się uciekać do wciskania swojej obecności, tylko wynika ona z jej potencjału. Tak samo w rozdziale o dronach nad Polską, autor i jego rozmówcy bez dyskusji przyjmują iż były to drony rosyjskie (przepraszam, ruskie). I tak dalej, i tak dalej.

Ostatnie uwaga związana z anonimowością rozmówców: można oprzeć na tym opowieść, ale muszą wystąpić dwie zasadnicze przesłanki: po pierwsze, rozmówcom musi grozić ciężka opresja (najczęściej śmierć lub ciężkie więzienie), po drugie- trzeba mieć zaufanie do autora. Tutaj ani pierwsza ani druga (przynajmniej u mnie) niestety nie zachodzi. Także co do mnie, nie rekomenduję. Szkoda pieniędzy.

Maciej Kacprzak

Idź do oryginalnego materiału