Jeżeli prezydent Miszalski zostanie odwołany, to otworzymy puszkę Pandory

2 godzin temu

W cyklu „Referendum ZA/Referendum PRZECIW” rozmawiamy z osobami zaangażowanymi w politykę Krakowa o rządach prezydenta Miszalskiego i trwającej akcji referendalnej. Poniżej prezentujemy wywiad z Łukaszem Wantuchem, byłym radnym miasta, który należy do przeciwników inicjatywy. Dlaczego planowane referendum jest niezasadne? Jakimi sprawami powinny zająć się obecne władze? Czy Aleksander Miszalski popełnił rażące błędy? Te i wiele innych krakowskich tematów poruszyliśmy w naszej rozmowie. Zapraszamy do lektury.

Małgorzata Armada, KRKNews: Dlaczego Pan uważa, iż prezydent Miszalski zasługuje na dokończenie kadencji, którą rozpoczął w 2024 r.?

Łukasz Wantuch: Przede wszystkim polityka nie rozlicza się na początku kadencji, ale na jej końcu. Osobiście uważam, iż część z tych postulatów, które są zawarte pod wnioskiem referendalnym, jest prawdziwa. Na przykład ten, iż polityka medialna prezydenta, zwłaszcza ta rolka na dachu, jest absolutnie niedopuszczalna. Doradcy prezydenta w tej kwestii wykonują bardzo złą robotę. Widzę też problem w stopniu wypełnienia obietnic wyborczych, z tym iż na to prezydent Miszalski ma pięć lat. Referendum nie jest trzecią turą wyborów prezydenckich. To nie jest tak, iż jakiś kandydat przegrywa drugą turę, więc robi referendum, bo jest bardzo niezadowolony z wyniku, a tak to wygląda w Krakowie

Czyli sugeruje Pan, iż referendum jest inicjowane przez kontrkandydata prezydenta Miszalskiego w poprzednich wyborach – Łukasza Gibałę?

– Oczywiście, to wszyscy wiedzą. To jest tajemnica Poliszynela. 2 + 2 zawsze się równa 4. Te banery czy billboardy same się nie drukują, ktoś musi za nie zapłacić. W dotychczasową akcję referendalną zostały władowane ogromne pieniądze. Jest to rzeczą oczywistą, iż kampania jest finansowana przez Łukasza Gibałę. Wróćmy do referendum: kolejnym zarzutem, który uważam za absolutnie słuszny, jest kwestia Rady Miasta Krakowa. Jako były radny patrzę z ogromnym smutkiem na to, co się teraz dzieje. Rada Miasta Krakowa była wcześniej instytucją co najmniej równoważną prezydentowi, a choćby miała jakieś funkcje kontrolne. Teraz po prostu jest karłem, zmarginalizowana, nie ma kompletnie znaczenia. choćby jej sesje zostały zredukowane z dwóch do jednej w miesiącu.

Referendum dotyczy też Rady Miasta Krakowa, więc może pomysł jego zorganizowania jest jednak adekwatny?

– jeżeli chodzi o Radę Miasta Krakowa, to też jest pięcioletni okres rozliczania. Może zdarzy się cud i rada się obudzi, zmieni. Jak to powiedział kiedyś Leszek Miller, prawdziwą radę i prezydenta poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Referendum odwoławcze jest zasadne wyłącznie w przypadku sytuacji nieprzewidywalnej. Tak jak kiedyś powiedział Bronisław Komorowski, o ile pijany Miszalski przejechałby zakonnicę w ciąży na pasach, to po to jest referendum odwoławcze. Czyli jakieś wydarzenie, które jest bez precedensu, które jest związane z siłą wyższą. Takiej sytuacji w Krakowie nie ma.

W takim razie podsumujmy dotychczasową prezydenturę Aleksandra Miszalskiego. Jakie najlepsze decyzje i największe błędy popełnił?

– Pozytywną rzeczą, którą widzę, jest zmiana dyrektora w ZDMK. Nowy dyrektor zrezygnował bowiem z przetargu na oprawy. To jest bardzo hermetyczny temat, ale mi bliski – chodzi o wymianę opraw oświetleniowych sodowych na ledowe. To taka rzecz, na której tracimy milion złotych miesięcznie, więc tę decyzję dobrze odbieram. Negatywnie odbieram natomiast nierozwiązaną kwestię Wesołej, bo to pół miliarda zamrożonych środków. Absurdalna jest też kwota siedmiu milionów przeznaczonych na zieleń na Rondzie Mogilskim. Kolejny problem to sytuacja przedszkoli i żłobków niesamorządowych, które niedługo wszystkie zbankrutują. Natomiast mam nadzieję, iż w tej kadencji prezydenta Miszalskiego dojdzie jeszcze do zmian i błędy zostaną naprawione.

Jakie musiałyby zaistnieć okoliczności, żeby chęć odwołania prezydenta miasta – w tym prezydenta Miszalskiego – uznał Pan za uzasadnioną?

– Musiałoby się wydarzyć coś natury osobistej związanej z prezydentem, popełniłby przestępstwo, np. spowodował wypadek samochodowy po pijaku. Albo bierze łapówkę w wysokości pół miliona złotych od jakiegoś dewelopera. Po to jest właśnie referendum odwoławcze, a nie w sytuacji, gdy komuś nie podoba się Strefa Czystego Transportu lub inne decyzje. Za pięć lat prezydent Miszalski zostanie rozliczony z tego, jakim był prezydentem, jakie składał obietnice wyborcze i jakie wypełnił. Ale nie po półtora roku, przecież niektóre inwestycje potrzebują wielu lat. Rozliczeniem obietnic jest po prostu karta wyborcza.

Wymienił Pan jednak sporo negatywów odnośnie prezydentury Aleksandra Miszalskiego. Może w takim razie referendum jest potrzebne, aby prezydent poczuł się zmobilizowany do zmian, których potrzebuje Kraków?

– Ja się nie nazywam Aleksander Miszalski, więc nie będę się wypowiadał, co prezydent powinien zrobić, a czego nie powinien zrobić. Ja sygnalizuję problemy, spośród których najważniejszym w tym momencie wydaje mi się uwolnienie od tego strupa w postaci pół miliarda złotych zamrożonych w Wesołą, na którą nie mamy żadnej koncepcji. Myślę, iż zakup Wesołej był największym błędem prezydenta Majchrowskiego. Jednak tak jak powiedziałem, prezydent Miszalski zrobi to, co uzna za słuszne, to jego sprawa. Moją sprawą jako mieszkańca Krakowa i wyborcy jest rozliczenie go po upływie pięcioletniej kadencji.

Jeżeli prezydent Miszalski zostanie odwołany teraz, to otworzymy puszkę Pandory, bo to sygnał dla innych miast w Polsce, iż o ile jesteś niezadowolony i masz pieniądze, możesz w każdej chwili wymienić władzę. To zniszczy całkowicie demokrację w kraju przez ambicje i aspiracje jednej osoby. Trzeba bowiem sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, iż cała ta akcja jest od początku koordynowana i opłacana przez Łukasza Gibałę. To żadna tajemnica i zresztą jego kolejne podejście, bo wobec prezydenta Majchrowskiego próbował zastosować dokładnie taką samą taktykę. Moim zdaniem ze względu na włączenie się do gry partii politycznych, podpisy zostaną zebrane i czeka nas referendum. Ale mam nadzieję, iż mieszkańcy Krakowa nie dadzą się oszukać i nie będzie frekwencji, bo to już nie chodzi o Miszalskiego. To chodzi po prostu o to, iż demokracji nie powinno dać się kupić.

Przyjmijmy, iż dochodzi do referendum i prezydent zostaje odwołany. Widzi Pan jakiegoś ewentualnego następcę prezydenta Miszalskiego?

W tym referendum nie chodzi o Miszalskiego i to jest najważniejsza dla mnie informacja, którą będę dzielił się z mieszkańcami Krakowa. Tu nie chodzi o to, czy jesteś zadowolony z jego rządów, czy nie. Chodzi o naszą demokrację, w tej chwili i tak kruchą, która po prostu się załamie. Bo to będzie sygnał dla innych gmin, iż można z demokracją robić się wszystko, na co tylko masz ochotę. Możesz robić referendum odwoławcze, choćby o ile nie ma ku temu powodu. Nie chcę dywagować, kto może być następcą Miszalskiego, bo mam nadzieję, iż mieszkańcy Krakowa wykażą się mądrością i po prostu nie pójdą do urny wyborczej.

Jeśli krakowianie mogą „wymienić” prezydenta dopiero po upływie pięciu lat kadencji, to jaka może być realna kontrola mieszkańców nad władzą miasta pomiędzy wyborami?

– Najlepszym i najsilniejszym narzędziem jest prawo inicjatywy uchwałodawczej przez trzystu mieszkańców Krakowa. Przykładowo: o ile mieszkańcy Krakowa są niezadowoleni ze Strefy Czystego Transportu, nie muszą dążyć do tego, żeby odwołać prezydenta Miszalskiego, ale mogą przygotować projekt uchwały, zebrać trzysta podpisów i skierować go pod obrady Rady Miasta Krakowa. Przy czym są pewne rzeczy zastrzeżone do wyłącznej gestii włodarza miasta np. budżet.

Jak Pan ocenia skalę niezadowolenia Krakowian w kontekście rządów prezydenta Miszalskiego? Już teraz mówimy o dziesiątkach tysięcy podpisów pod wnioskiem o referendum. Skąd ten gniew?

– Powodem jest na pewno Strefa Czystego Transportu, która dla mieszkańców Krakowa z terenów peryferyjnych może być faktycznie utrudnieniem. Za główną przyczynę podałbym jednak fatalną politykę medialną. Te jego słynne rolki, słynny film na dachu. Ja nie jestem starcem, wiem, jak działają media społecznościowe, ale ludzie wybrali prezydenta. Nie mówię tu, iż prezydent Miszalski miałby wzorem profesora Majchrowskiego występować z garniturem i cygarem, bo nikt tego nie oczekuje, ale prezydent musi mieć swego rodzaju dignitas. Ja sobie na przykład nie wyobrażam takiej sytuacji, iż profesor Jacek Majchrowski idzie na spotkanie ze studentami, a jacyś studenci krzyczą do niego „pokaż dupę” i prezydent Majchrowski to robi. Taka była sytuacja z prezydentem Miszalskim. Za dużo jest też tych rolek. Według mnie choćby to młodsze pokolenie oczekuje, iż prezydent będzie miał aurę prezydenta, a Aleksander Miszalski za bardzo chciał być „na luzie”, młodzieżowy, promediospołecznościowy.

Czy zgodziłby się Pan na referendum w innej sprawie lokalnej niż odwołanie obecnych władz Krakowa?

– Tak, uważam, iż jest potrzeba referendum. Przede wszystkim trzeba ponownie zadać pytanie dotyczące metra, kiedy mamy pełne dane finansowe. Osobiście twierdzę, iż lepszym rozwiązaniem jest budowa i rozbudowa linii tramwajowych. Przypomnę, iż koszty budowy metra są gigantyczne – mówimy o 25 miliardach złotych. Druga rzecz to kwestia wspomnianej Wesołej. Tym powinni się zająć prezydent i rada, ale skoro tego nie robią, warto zapytać mieszkańców Krakowa. Nie widzę problemu, żeby padło też pytanie o Strefę Czystego Transportu. Myślę, iż wbrew pozorom większość mieszkańców ją popiera, bo jest liberalna i w mojej opinii bardzo dobra.

To może warto zrobić za jednym razem referendum w sprawie odwołania prezydenta Miszalskiego, rady miasta i wszystkich kwestii, które według Pana są warte rozważenia?

– Tylko problem polega na tym, iż to referendum w sprawie odwołania Miszalskiego jest niszczeniem demokracji. Moim zdaniem decyzje dotyczące S7 czy metra powinny być podejmowane przez Radę Miasta Krakowa i prezydenta na podstawie opinii ekspertów, ale mamy impas, stąd warto zapytać mieszkańców. Gdyby jednak prezydentem miasta był Michał Drewnicki, Łukasz Maślona albo Łukasz Gibała i po upływie półtora roku pojawiała się inicjatywa w sprawie jego odwołania, to też bym protestował. Tutaj nie chodzi o Aleksandra Miszalskiego, ale o zasady demokracji. Referendum nie może być III turą wyborów prezydenckich, gdyż bez względu na jego wynik, wszyscy tracimy.

Rozmawiała Małgorzata Armada

Idź do oryginalnego materiału