Dzielnicowy radny, Krzysztof Kwarciak interweniuje w sprawie krakowskich defibrylatorów AED. – Bardzo dobrze, iż miasto inwestuje w kolejne defibrylatory AED, ale o ile nie zostaną dopracowane szczegóły to urządzenia staną się tylko dekoracjami, które zamiast ratować życie, poprawiają jedynie samopoczucie – twierdzi radny, kierując petycję do prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Krzysztof Kwarciak w swoim wpisie w mediach społecznościowych zwraca uwagę, iż na oficjalnej mapie Krakowa nie zaznaczono wielu automatów należących do miasta. Brakuje m.in. defibrylatora w Urzędzie Miasta przy ulicy Stachowicza, w siedzibie Miejskich Wodociągów przy Senatorskiej czy urządzeń przy kluczowych przystankach MPK, którymi samorząd kiedyś chętnie się chwalił. W praktyce oznacza to, iż w sytuacji kryzysowej trzeba wertować stare komunikaty prasowe zamiast gwałtownie sprawdzić lokalizację w telefonie.
– W przypadku prawie wszystkich siedzib Urzędu Miasta Krakowa na zewnątrz budynków nie ma żadnych oznaczeń informujących, iż w środku znajduje się automat AED, co dotyczy choćby Placu Wszystkich Świętych. Część wydziałów mieści się w zabytkowych gmachach, ale to nie przeszkadza w wywieszaniu dużych tabliczek z logiem firmy ochroniarskiej czy powiadomieniami o monitoringu. Wydaje się, iż mogąca komuś uratować życie wywieszka informująca o defibrylatorze nie godziłaby jakoś w historyczną przestrzeń. Tylko w paru miejscach jest naklejony znaczek z logiem AED, który nie zbyt rzuca się w oczy przez bardzo mały rozmiar. W efekcie, o ile ktoś zasłabnie na ulicy, to osoby udzielające pomocy mogą nie mieć świadomości, iż w okolicy znajduje się urządzenie – twierdzi prezes stowarzyszenia Ulepszamy Kraków!
Dodatkowy problem ma dotyczyć personelu. W opinii Krzysztofa Kwarciaka, wielu pracowników magistratu i miejskich jednostek nie wie, gdzie dokładnie stoi AED ani jak należy postępować w razie nagłego zdarzenia. – Zapytałem się również portierów w paru budynkach magistratu i miejskich jednostek, czy mają jakieś wytyczne, co mają robić, gdy będzie potrzeba użycia urządzenia. Pracownicy nie specjalnie byli zorientowani w sytuacji, a z rozmów wynikało, iż nie mieli jakiegoś sensownego instruktażu. W niektórych lokalizacjach obsługą miejskich instytucji zajmują się zewnętrzne firmy ochroniarskie, co potencjalnie może powodować jakąś rotację pracowników, którzy nie zawsze dobrze znają swoje miejsce pracy. interesujące czy, żeby skorzystać w nagłym wypadku z defibrylatora trzeba złożyć podanie, jak to w urzędzie zwykle załatwia się sprawy? – pyta ironicznie radny dzielnicy VII Zwierzyniec.
Krzysztof Kwarciak wraz ze stowarzyszeniem Ulepszamy Kraków zdecydował się złożyć oficjalną petycję do prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Domaga się w niej trzech kluczowych zmian: umieszczenia wszystkich miejskich defibrylatorów na oficjalnej mapie oraz w popularnych aplikacjach mobilnych, zainstalowania dużych, czytelnych oznaczeń zewnętrznych na budynkach i w ich otoczeniu oraz obowiązkowych szkoleń dla pracowników urzędu, jednostek organizacyjnych i spółek miejskich oraz wprowadzenia jasnych procedur postępowania w sytuacjach nagłych.
– Cieszy fakt, iż Kraków konsekwentnie zwiększa liczbę defibrylatorów – to ważna inwestycja w bezpieczeństwo mieszkańców. Jednak bez dopracowania detali urządzenia te mogą pozostać tylko symbolicznymi gadżetami, które wyglądają dobrze w sprawozdaniach, ale w praktyce nie pomagają – podkreśla radny.
(PT)

4 godzin temu













