Jeśli zapomnimy o nich…

myslpolska.info 4 godzin temu

Czym jest założona przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos Rada Pokoju, już wiadomo. Wiadomo także, kto ją podpisał w szwajcarskim kurorcie i kto został do niej jeszcze zaproszony.

Niejasne jednak pozostają przez cały czas jej cele, co budzi poważne kontrowersje na poziomie geopolitycznym, podobnie jak jednostronny charakter jej powołania – przez amerykańskiego prezydenta. W tej jednej informacji kryją się dwie przesłanki dla oczywistej konkluzji. Powołanie Rady przez jednego prezydenta i stojące za nim jedno państwo, a także poddanie jej kontroli przez tego jednego prezydenta i to jedno państwo pozwala z pełnym przekonaniem stwierdzić, iż będzie ona służyć interesom Waszyngtonu i ewentualnie jego wybranym sojusznikom. Którym – już wiadomo.

Pokusa złej sławy

W kontekście zaproszenia do jej składu, jakie otrzymał od Donalda Trumpa prezydent Nawrocki, musimy zapytać, czy wejście do Rady będzie służyć interesom Polski. Zdania polityków są w tej sprawie podzielone i choć głosowanie nad nią w sejmie nie jest choćby zapowiedziane, z góry możemy przypuszczać, iż większość – formalnie bądź nieformalnie, symbolicznie – zgodzi się na udział Polski w tej Radzie. Amerykanofilia, na którą zapadły po 1989 roku nie tylko środowiska polityczne, ale również ogół Polaków, jest bowiem chorobą skomplikowaną, trudną do wyleczenia poprzez zwykłą terapię patriotyczną. Polska amerykanofilia wyrosła bowiem nie tylko na fałszywym micie Ameryki jako imperium dobra i na iluzji naszego bezpieczeństwa w wasalnym sojuszu z Waszyngtonem, ale również na rusofobii, która przybrała kształt rasistowskiej nienawiści do Rosji i Rosjan. To nie tylko program polityczny, fenomen psychologiczno-socjologiczny, ale również postawa moralna.

Ci, którzy zachłysnęli się z zachwytu nad zaproszeniem polskiego prezydenta do Rady, są odporni na argumenty logiczne i odwołania do nowego porządku globalnego – klubu mocarstw, wśród których USA nie mają już hegemonicznego znaczenia. Również ci, którym przeszkadza w Radzie jedynie obecność prezydentów: Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki – tkwią mentalnie w epoce zimnej wojny i nie są w stanie zauważyć, iż Polska nie ma możliwości, aby izolować ich na arenie międzynarodowej. I jedni i drudzy odrywają polską politykę od nowej rzeczywistości geopolitycznej i nowego porządku globalnego. Jeszcze nie przyjęli do wiadomości, iż podział na dwa antagonistyczne światy Wschód-Zachód został zastąpiony przez klub mocarstw, w którym uwielbiana przez nich Ameryka jest tylko jednym z członków, a hegemonem pozostaje tylko w zniewolonym umyśle Polaków. Z uporem maniaka podtrzymują sztucznie ten mit Ameryki i nie wyciągają żadnych wniosków z podporządkowania naszych interesów jej interesom.

Nie podsumowaliśmy jeszcze strat, wynikłych z naszego uczestnictwa w prewencyjnych wojnach USA w Afganistanie i na Bliskim Wschodzie, jeszcze nikt w Warszawie choćby nie myśli o wystawieniu Kijowowi i Waszyngtonowie polskiego rachunku za nasz udział w wojnie na Ukrainie, a już wielu widzi nas w Trumpowskiej Radzie. Wielu też – z J. Kaczyńskim na czele – nie pytając o zdanie polskich podatników, gotowych jest zainwestować osławiony miliard dolarów za uczestnictwo w jej gronie. Jednym słowem: straciliśmy przy Ameryce, tracimy i tracić będziemy. Nie tylko politycznie i finansowo, ale również moralnie i kulturowo-cywilizacyjnie.

Te ostatnie straty są szczególnie bolesne, bo zapisywane na niechlubnych kartach historii i w sumieniu ducha narodu, które podpowiada nawrócenie i zadośćuczynienie. Uczestnictwo w Radzie obciąży nas jeszcze bardziej. Aby tego uniknąć wystarczy, iż uświadomimy sobie jej stosunek do Strefy Gazy oraz do Palestyńczyków, a także dotychczasową wobec nich politykę D. Trumpa.

Po pierwsze: naród palestyński

Zarówno ojciec-założyciel Rady, jak i stojący za jego plecami premier Izraela B. Netanjahu robią wszystko, aby świat zapomniał o tragedii prawowitych właścicieli Strefy Gazy – o narodzie palestyńskim. Robią wszystko, abyśmy już nie pamiętali o ludobójstwie dokonanym i dokonywanym przez cały czas na tym narodzie przez Izrael, o wywłaszczeniach i przesiedleniach jego ludności przez izraelską armię, o wyburzeniach palestyńskich osiedli i miast, o ucieczce ich mieszkańców przed armią najeźdźców, o zmuszeniu do życia w namiotach – również w zimie – przez kolejne lata, o odcięciu od pomocy humanitarnej i skazaniu na śmierć głodową, która dotknęła tysięcy mieszkańców tej palestyńskiej enklawy. Program Rady Pokoju nic nie mówi o tych męczennikach XXI wieku – ofiarach amerykańsko-izraelskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Wiele natomiast mówi o przekształceniu wybrzeża Strefy Gazy w nowoczesną „Riwierę Bliskiego Wschodu”, na której kształt i powstanie Palestyńczycy nie mają żadnego wpływu. Gotową jej wizję, nie konsultowaną ze stroną palestyńską, przedstawił w Davos zięć Trumpa Jared Kuschner.

Czy wizja tego drugiego Dubaju ma przesłonić światu obraz piekła, jakie zgotowała Palestyńczykom amerykańsko-izraelska polityka w ich ojczyźnie? Czy przekształcenie Strefy Gazy – współczesnego palestyńskiego getta – w kurort ma w ostateczności wywłaszczyć ich z prawa do własnej ziemi i zapewnić krociowe dochody ze zbudowanych apartamentów amerykańskim i izraelskim firmom deweloperskim?. Kto zasiedli tych 180 luksusowych wieżowców pokazywanych w Davos?

Takie pytania rodzi w odbiorcy komunikatów politycznych przymus aksjologiczny, nade wszystko moralny, który budzi w człowieku szczególną więź solidarności z narodem eksterminowanym, szykanowanym, poniżanym. To jest ten przymus moralny, który nie pozwala uśpić naszych sumień. Genialnie wyraził go Adam Mickiewicz w scenie pierwszej trzeciej części Dziadów w wystąpieniu Jana Sobolewskiego, który przedstawia swoim więziennym towarzyszom widzianą w czasie powrotu z przesłuchania wywózkę na Sybir polskich studentów. „Jeśli zapomnę o Nich, Ty Boże na Niebie, Zapomnij o mnie!”. To ponadwiekowe i ponadkulturowe świadectwo solidarności z ofiarami polityki unicestwiania słabszych, biedniejszych, niewinnych – w imię uzurpowanej władzy nad nimi i resztą świata, egoistycznych, nieetycznych interesów oraz rodzących je mocy zła. To ponadczasowy apel i zarazem mistyczno-metafizyczna suplikacja dotycząca współcześnie eksterminowanych Palestyńczyków i naszego do nich stosunku.

Po drugie: państwo palestyńskie

25 stycznia b.r. przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie miała miejsce manifestacja pod hasłem „Nigdy więcej dla nikogo” – dedykowana nie tylko prezydentowi Nawrockiemu, ale również wszystkim Polakom; niestety, przemilczana przez media głównego nurtu. Jej organizatorzy – na czele z działającą w Polsce propalestyńską organizacją Global Movement To Gaza – domagali się respektowana prawa międzynarodowego i ukarania sprawców ludobójstwa dokonanego na mieszkańcach Strefy Gazy. W tym celu przypomnieli tragiczną śmierć sześcioletniej Palestynki Hind Rajab – jednego z 20 tysięcy dzieci zabitych w Strefie – i pokazali replikę samochodu, w którym zginęła wraz ze swoją całą rodziną. Nawiązano zarazem do nominowanego do Oscara filmu Głos Hind Rajab przedstawiającego los tej małej męczennicy palestyńskiej jako świadectwo ludobójstwa naszych czasów, dokonywanego przy pomocy najnowszych technologii, pod osłoną kultury eksterminacji utworzonej – jak to przedstawia Paweł Mościcki w swojej książce Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji – przez kolektywny Zachód dla amerykańsko-izraelskich interesów. Przypomnijmy: Hind Rajab zginęła – uwięziona z zabitymi członkami swej rodziny w ostrzelanym przez izraelskich żołnierzy aucie – błagając przez 3 godziny o pomoc. Pomoc nie nadeszła, ponieważ zabici zostali również ratownicy, którzy mogli to dziecko uratować.

Czy polscy politycy, promujący uczestnictwo polskiego prezydenta w Trumpowskiej Radzie Pokoju odrzucają Mickiewiczowski apel o solidarność z ofiarami nieludzkiej polityki? Czy wybierają solidarność z katami tych ofiar i popierają ich eksterminacyjną politykę? jeżeli tak, to nie mają prawa powoływać się na polską rację stanu. Polska racja stanu nigdy bowiem nie była niemoralna.

Tymczasem sytuacja w palestyńskiej enklawie jest wciąż tragiczna. Opublikowany 29 stycznia b.r. na stronie msn.com/pl [i] reportaż przebywającego w niej Łukasza Dynowskiego może budzić jedynie oburzenie z powodu trwającego przez cały czas ludobójstwa, ostrzałów ludności cywilnej, bombardowań resztek zabudowań, przesuwania przez izraelską armię żółtej linii. „Plan pokojowy – pisze reporter – ogłoszony w październiku 2025 przez amerykańskiego prezydenta, nie zatamował rozlewu krwi, sprawił tylko, iż konflikt gotuje się na wolnym ogniu”. I uzupełnia to spostrzeżenie konkretnymi danymi, przemilczanymi w mediach głównego nurtu, również katolickich. Przypomina, iż amerykańsko-izraelski plan pokojowy podzielił Strefę Gazy na dwie nierówne części, uwidocznione przez tzw. żółtą linię. Mniejszą (47 proc. terytorium) wyznaczono dla Palestyńczyków, większą (53 proc.) – dla wojsk Izraela. Ta druga wciąż jest poszerzana. Z reportażu dowiadujemy się, że: „Wojsko miało się stopniowo wycofywać i oddawać okupowane tereny Palestyńczykom. Póki co jednak ruch odbywa się w kierunku odwrotnym – żółta linia jest przesuwana w głąb enklawy, w niektórych miejscach choćby o kilkaset metrów”.

Jeszcze bardziej porażające dane dotyczą kolejnych ofiar trwającego ludobójstwa. „Odkąd – czytamy – 10 października weszło w życie zawieszenie broni, zginęło 500 Palestyńczyków, a ponad 1,3 tys. zostało rannych (w sumie od początku wojny śmierć poniosło co najmniej 71 tys. osób, w tym 20 tys. dzieci)”. Promowana przez USA izraelska eksterminacja narodu palestyńskiego trwa, pomimo powołanej 22 stycznia b.r. przez amerykańskiego prezydenta Rady Pokoju. Jej tragiczne żniwo powiększają ofiary zimy, spędzanej przez wielu mieszkańców enklawy w namiotach. Gdy temperatura spada do ok. 5 stopni Celsjusza, a ponadto pojawiają się ulewy i silny wiatr – ludzie umierają z wychłodzenia.

„W ubiegłym tygodniu – notuje reporter – z wychłodzenia zmarła 3-miesięczna dziewczynka – już dziesiąte dziecko, którego śmierć spowodowała hipotermia”. Ponadto mieszkańców tego nowego typu getta dotyka ciągle głód. Mówią o tym koczownicy z namiotów: „Tysiące ludzi dalej cierpią z powodu braku bezpieczeństwa żywnościowego. Pomoc nie dociera do wszystkich. Poza tym mieszkańców nie stać na zakup jedzenia. Infrastruktura została zniszczona, ludzie stracili źródło dochodu – relacjonuje Al-Sabbah. Abusalama dodaje, iż ceny jedzenia są bardzo wysokie i większość ludzi nie ma wystarczających środków, aby zaspokoić swoje potrzeby. – Ceny powoli spadają, ale to Izrael ciągle kontroluje ilość, jakość i rodzaj żywności, która dociera do Gazy –stwierdził”.

Czy doradcy prezydenta Nawrockiego wiedzą coś na ten temat? Czy też słuchają i czytają jedynie polskich amerykanofilów spod znaku Trumpa – pracujących na złą sławę Polski?

Jeszcze jeden głos

Przytoczne świadectwa i relacje ze Strefy Gazy mówią jedno: od ubiegłorocznego zawieszenia broni oraz od zaistnienia Rady Pokoju sytuacja narodu palestyńskiego nie tylko się nie poprawiła, ale przeciwnie – pogorszyła. Wymienione wydarzenia nie odjęły Palestyńczykom cierpień, ale je powiększyły. Ponadto odebrały szansę nas zaistnienie własnego państwa – z mocno zarysowanymi na geopolitycznej mapie granicami, z własnymi władzami. Żadne inne państwo i żadna rada nie poprawi bowiem ich losu.

Głusi i ślepi na tę prawdę trumpiści znad Wisły chcieliby znieczulić do końca nasze sumienia i wracają do archaicznych w nowym porządku świata transatlantyckich haseł – o roli USA w zapewnieniu Polsce bezpieczeństwa wobec „rosyjskiego zagrożenia”. Warto więc postawić im pytanie: jakie bezpieczeństwo zapewniła Ameryka nie tylko Palestyńczykom, ale również innym narodom na kontrolowanym przez Waszyngton Bliskim Wschodzie – Irakijczykom, Libańczykom, Libijczykom, Syryjczykom? Jakie bezpieczeństwo zapewniła Ukraińcom, chcąc wciągnąć ich kraj do NATO i przejąć kontrolę nad ich metalami ziem rzadkich?

Polskim amerykanofilom, którzy jeszcze do niedawna usiłowali wbić Polakom do głowy absurdalną tezę o istnieniu nieistniejącej cywilizacji judeochrześcijańskiej, warto dedykować jeszcze jeden głos ze Strefy Gazy. To błaganie palestyńskich chrześcijan o ratunek przed „terroryzmem izraelskich osadników”. Problem przedstawił na początku lutego b.r. nczasinfo.pl [ii] – powołując się na materiał lifesitenews.com. Jest to bardzo ważne wypełnienie wielkiej luki w wiedzy Polaków na temat barbarzyńskiego rugowania chrześcijaństwa nie tylko z obszaru Bliskiego Wschodu, ale również z samej Ziemi Świętej. <Palestyńscy przywódcy chrześcijańscy – czytamy – wystosowali apel do chrześcijan na całym świecie, by „wypełnili swoją moralną, duchową i etyczną odpowiedzialność” i udzielili natychmiastowej pomocy chrześcijanom w Palestynie z powodu „narastającej kampanii ataków terrorystycznych izraelskich osadników na ich starożytne społeczności”.

Wyższy Prezydencki Komitet ds. Kościołów w Palestynie prosi o „stałą presję międzynarodową w celu zapewnienia skutecznej ochrony palestyńskiej ludności cywilnej, w tym chrześcijanom”>. Przytoczony fragment publikacji nie wymaga żadnego komentarza, podobnie jak zawarte w niej dane tamtejszego Komitetu Kościelnego, według których „nielegalni terroryści-osadnicy przeprowadzili ponad 4723 ataki tylko w 2025 roku, a także 720 dodatkowych ataków z bezpośrednim udziałem (izraelskich) sił okupacyjnych’”. To – jak podkreślają chrześcijanie z Ziemi Świętej – polityka nie tylko eksterminacji, ale również „wymazywanie dawnej obecności Palestyńczyków na ich uznanych przez społeczność międzynarodową terytoriach”.

Dlaczego Polska

Dlaczego Trump zaproponował polskiemu prezydentowi i zarazem Polsce członkostwo w Radzie Pokoju? Wiemy wszyscy jedno: na pewno nie dlatego, iż jesteśmy silnym podmiotem na arenie międzynarodowej – bo nim nie jesteśmy. Możemy natomiast zaryzykować tezę, iż dlatego, iż polski prezydent jest katolikiem, a Polska katolickim krajem. Jesteśmy widziani w Radzie Pokoju jako ci, którzy mieliby legitymizować w przestrzeni katolickiego uniwersum zaprezentowany w Davos „projekt inwestycyjny” dla Strefy Gazy. Protestanckich syjonistów – o ich roli w amerykańskiej polityce wiele razy pisał redaktor Paweł Lisicki – reprezentuje sam prezydent Trump. Potrzebni są mu jeszcze do kompletu katoliccy syjoniści.

[i] https://www.msn.com/pl-pl/wiadomości/other/rosnący-strach, 3.02.2026.

[ii] Palestyńscy chrześcijanie błagają o pomoc „przeciwko terroryzmowi” żydowskich osadników – lifesitenews.cpm/nczas.info; 3.02.2026.

Prof. Anna Raźny

fot. wikipedia

Myśl Polska, nr 7-8 (15-22.02.2026)

Idź do oryginalnego materiału