"Jesiotr drugiej świeżości". Zandberg o propozycjach minister

1 dzień temu

- To taki jesiotr drugiej świeżości, bo te propozycje już pani przedstawiała w zeszłym roku - mówił Adrian Zandberg o planie reform w ochronie zdrowia, przedstawionym w środę przez Jolantę Sobierańską-Grendę. Współprzewodniczący partii Razem w "Gościu Wydarzeń" ocenił, jakie kroki są niezbędne, aby rozwiązać problemy, z którymi borykają się pacjenci.

Polsat News
Adrian Zandberg krytykuje propozycje minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy dotyczące ochrony zdrowia

W ocenie Adriana Zandberga propozycje przedstawione przez Jolantę Sobierańską-Grendę nie są wystarczające, aby rozwiązać problemy, z którymi zmagają się polscy pacjenci.

- Jedna sprawa jest taka, iż te propozycje nie rozwiązują podstawowego problemu, z którym borykają się ludzie. Ten problem polega na tym, iż są coraz dłuższe kolejki do lekarzy, iż ludzie nie mogą się doczekać na to, żeby mieć zabieg na czas i iż po prostu są wypychani z publicznej ochrony zdrowia - powiedział współprzewodniczący partii Razem.

WIDEO: "Jesiotr drugiej świeżości". Zandberg o propozycjach minister

Polityk określił plan reform przedstawiony przez minister zdrowia mianem "jesiotra drugiej świeżości" oraz zasugerował, iż te same propozycje zostały już przedstawione w 2025 roku. Dopytywany przez Magdę Sakowską o to, czy w tym przypadku nie sprawdza się zasada "lepiej późno niż wcale", współprzewodniczący partii Razem odparł, iż "za siedem miesięcy pani minister przedstawi (te propozycje - red.) ponownie jako jesiotra trzeciej świeżości".

"Zadałem sobie prosty, matematyczny trud". Zandberg krytykuje plan reform w ochronie zdrowia

W "Gościu Wydarzeń" Zandberg zwrócił także uwagę na wydatki, z jakimi będzie się wiązała realizacja postulatów przedstawionych przez Sobierańską-Grendę. Minister zaproponowała m.in., aby lekarze nie zarabiali więcej niż 240 zł brutto za godzinę. Była to kwota maksymalna.

- o ile chodzi o te propozycje, nazwałbym je trochę ratunkowymi w związku z kryzysem wizerunkowym, który rząd ma, no to ja sobie zadałem taki prosty, matematyczny trud i policzyłem to, co padło na tej konferencji - powiedział Zandberg.

ZOBACZ: "Chcę wysłać jasny sygnał". Minister o szczegółach zmian w ochronie zdrowia

- Pani minister powiedziała, iż ograniczy obsceniczne, takie milionowe wynagrodzenia lekarzy, a jednocześnie powiedziała, iż twardych rozwiązań na liczbę godzin przepracowanych przez lekarzy nie ma, ale ona by może chciała, żeby to była równowartość czasowa dwóch etatów. No to 240 zł razy 320 godzin w miesiącu razy 12 miesięcy, proszę mnie poprawić (jeśli się mylę - red.), to jest w okolicach miliona złotych - kontynuował.

Plan na uzdrowienie ochrony zdrowia. "Polskie szpitale chorują na kontraktozę"

Polityk przedstawił jednocześnie własne pomysły na polepszenie sytuacji w ochronie zdrowia. Jak powiedział, "potrzebna jest zasada albo-albo", która nakazałaby lekarzom zadecydować, czy chcą wykonywać usługi prywatne, czy realizować świadczenia finansowane publicznie.

Drugim problemem w ocenie Zandberga jest zatrudnianie medyków na podstawie kontraktów. - Polskie szpitale chorują na kontraktozę. Kontrakty je niszczą. Kontrakty zostają. Pani minister jasno to powiedziała, iż będzie pudrowanie kontraktów, ale zamiast zdroworozsądkowej zasady, iż lekarz pracuje w normalnych godzinach określonych przez umowę w konkretnym szpitalu., to będzie dalej to samo, tylko troszeczkę inaczej - kontynuował Zandberg.

ZOBACZ: "Nie do biadolenia". Dziemianowicz-Bąk o reformie służby zdrowia

- Niektórzy podnoszą argument, iż żeby zmniejszyć te kolejki, to trzeba mieć lekarzy. A o ile pan ich wypchnie wszystkich na etat i na przykład zabroni kontraktów, to po prostu tych lekarzy będzie mniej - zauważyła Sakowska. Odpowiadając na tę uwagę, Zandberg powiedział, iż "to nie jest tak, iż w Polsce mamy dramatycznie mało lekarzy na 1000 mieszkańców".

"To jest kuriozum". Adrian Zandberg o wyzwaniach w ochronie zdrowia

Zandberg ocenił jednocześnie, iż bez wdrożenia odpowiednich reform "albo będziemy mieli publiczną ochronę zdrowia, która jest dla wszystkich, albo zdrowie już kompletnie stanie się tylko prawem i przywilejem tych, którzy mają głębokie portfele".

- O tym jest ta rozmowa. I tutaj systemowo pani minister nie przedstawiła dzisiaj nic. Nie przedstawiła też rozwiązania, w jaki sposób racjonalnie gospodarować tymi zasobami, które mamy. Nie przedstawiła mapy potrzeb. Nie przedstawiła tego, jak wygląda przyszłość systemu za pięć lat, w chwili, kiedy będziemy starszym społeczeństwem niż dzisiaj - wymieniał.

Polityk dodał także, iż bez odpowiednich zmian "będziemy mieli to, co dotąd, czyli spontaniczną, cichą prywatyzację połączoną z zawalaniem się systemu przez wydłużanie kolejek". Zwrócił on także uwagę na problem centralizacji. - To jest kuriozum, iż (...) mamy jakieś 10, no może przesadzam, iż 10, ale kilka szczebli podmiotów, które zarządzają szpitalami i za wspólne publiczne pieniądze między sobą konkurują, nie po to, żeby pokryć potrzeby zdrowotne mieszkańców, tylko po to, żeby zaspokoić np. potrzeby polityczne władz politycznych lokalnego powiatu - mówił w "Gościu Wydarzeń".

ZOBACZ: Zapytano Polaków o służbę zdrowia. Wynik sondażu mówi wiele

- Ten system, który mamy w tym momencie, chaotyczny, pseudorynkowy system, doprowadził nas do tego miejsca, w którym jeden cwaniak kasuje 300 tysięcy złotych za dniówkę, a z drugiej strony mamy miejsca w systemie, gdzie ludzie miesiącami, a czasem latami nie mogą się doczekać badania - opisywał.

- Należy myć i ręce i nogi, a nie pytanie czy należy myć ręce, czy należy myć nogi - zaapelował Zandberg. - Faktem jest, iż o ile chcemy skrócić kolejki, to potrzebujemy dostosować nasz system do tego, iż mamy coraz starsze społeczeństwo. I to po prostu kosztuje. I faktem jest, iż to złodziejstwo, które żeśmy widzieli w ostatnich tygodniach wszyscy, już naprawdę w ostentacyjny sposób, trzeba w końcu ukrócić. Tylko problem polega na tym, iż ani jednego, ani jednego ani drugiego realnie te propozycje ministerstwa nie załatwiają - podsumował Zandberg.

WIDEO: "Rosnący nacjonalizm". Minister o wzroście poparcia dla prezydenta
Idź do oryginalnego materiału