Wojna z Iranem i kryzys wokół cieśniny Ormuz wywołały globalny szok energetyczny. Paradoksalnie jednak sytuacja ta może przyspieszyć odejście świata od ropy i gazu.
Rosnące ceny paliw oraz obawy o bezpieczeństwo dostaw sprawiają, iż kolejne państwa zaczynają traktować zieloną transformację nie tylko jako element walki z kryzysem klimatycznym, ale przede wszystkim jako kwestię bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego. Na chaosie wywołanym konfliktem najbardziej mogą skorzystać Chiny – światowy lider produkcji paneli słonecznych, baterii i tanich aut elektrycznych.
Jak na razie na wielkich słowach prezydenta Trumpa się skończyło. Operacja „Epic Fury” jak dotąd nie zrealizowała żadnego z zakładanych celów. Wywołała za to chaos na światowym rynku, wzrost cen ropy oraz perspektywę wyższej inflacji. Do tego sytuacja na Bliskim Wschodzie odwróciła uwagę świata od wojny Putina z Ukrainą. Zagrożona jest także spójność sojuszu NATO po tym, jak Hiszpania i Włochy odmówiły pomocy wojskom USA w tej operacji.
Jest jednak w tym wszystkim coś pozytywnego. Działania Donalda Trumpa mogą znacząco przyspieszyć globalną transformację w kierunku czystej energii, do której republikański prezydent ma jednoznacznie negatywny stosunek. Ostatnie tygodnie jego działań wobec Iranu to ostra wymiana zdań oraz zapewnienia, iż konflikt dobiega końca, Iran się w zasadzie poddał i chce rozejmu. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, by sytuacja w cieśninie Ormuz miała wrócić do stanu sprzed wojny.
Światowy kryzys u bram
Wzrost cen ropy na światowym rynku przynosi już pierwsze konsekwencje. Od tygodni widzimy to także na naszych stacjach benzynowych, choć chroni nas rządowy parasol w postaci regulowanych cen (choć to raczej sprytny zabieg polityczny, bo ostatecznie płacimy za niego wszyscy około 1,7 mld zł miesięcznie).
Wskaźnik kryzysu energetycznego Międzynarodowej Agencji Energetycznej obejmuje już ponad 40 państw. Na tej liście nie ma jeszcze Polski.
Tymczasem w krajach takich jak Francja wdrożono działania mające na celu odejście od paliw płynnych. Tamtejszy premier, Sébastien Lecornu, wezwał do szybkiej elektryfikacji gospodarki w odpowiedzi na wzrost cen ropy. Przedstawił tym samym działania mające pomóc w osiągnięciu tego celu.
– Dopóki jesteśmy zależni od ropy i gazu, będziemy przez cały czas płacić za cudze wojny – powiedział w ubiegłym miesiącu, prezentując plan elektryfikacji, nad którym rząd pracował jeszcze przed kryzysem związanym z Iranem.
Lecornu poinformował, iż Francja podwoi swoje roczne wydatki na elektryfikację — z 5,5 mld euro do 10 mld.
Państwa bardziej zależne od cieśniny Ormuz wprowadzają jeszcze bardziej zdecydowane środki zaradcze. Władze Laosu skróciły lekcje w szkołach. W Nepalu apeluje się do obywateli, by oszczędzali gaz. choćby dla bogatych krajów, takich jak Wielka Brytania, skutki będą bolesne, co pokazały najnowsze prognozy Banku Anglii.
Pod koniec kwietnia tamtejszy bank centralny, w obawie przed rosnącą inflacją, ostrzegł przed „gwałtownymi” podwyżkami stóp procentowych. Podobnie jak w przypadku Polski, brytyjski bank był na etapie obniżania stóp procentowych po uwolnieniu się od inflacji związanej z wcześniejszymi kryzysami – pandemią oraz inwazją Rosji na Ukrainę. Teraz dalsze obniżki stóp zostały wstrzymane, a szef Banku Anglii ostrzegł przed „bardzo dużym szokiem energetycznym”.
Nie będzie powtórki z kryzysu lat 70. XX wieku?
W latach 70. XX wieku również miały miejsce konflikty na Bliskim Wschodzie – wojna Jom Kipur, a następnie rewolucja w Iranie i wojna irańsko-iracka. Dla zachodnich gospodarek był to ogromny szok. Skutkiem była tzw. stagflacja – połączenie wysokiej inflacji, wynikającej z cen energii, oraz stagnacji gospodarczej i bezrobocia.
Zachód po tych kryzysach starał się ograniczać swoją zależność od ropy.
Oznaczało to między innymi wprowadzenie norm efektywności paliwowej samochodów oraz rozwój energetyki jądrowej w Japonii i we Francji – jak pisała Kate Mackenzie w niedawnym artykule w magazynie „Break-down”. 50 lat później tanie i czyste alternatywy dla wielu zastosowań paliw kopalnych są znacznie łatwiej i taniej dostępne.
– Około 45 proc. ropy naftowej zużywanej na świecie trafia do transportu drogowego, który coraz taniej można elektryfikować – zauważa Mackenzie.
Świat idzie w innym kierunku niż Donald Trump
Donald Trump wycofał wsparcie dla czystej energii i chętnie wygłasza tyrady o wspaniałości węgla (słynny „piękny, czysty węgiel”) oraz o „brzydocie wiatraków”. Ale świat idzie w innym kierunku.
Producenci samochodów informują o gwałtownym wzroście popytu na pojazdy elektryczne w obliczu wojny z Iranem. Szef brytyjskiego oddziału Renault nazwał to „sejsmiczną zmianą”. W całej Europie kontynentalnej popyt w marcu był o 51 proc. wyższy niż rok wcześniej.
– Marcowy wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych to jeden z największych ostatnio kroków Europy w kierunku poprawy bezpieczeństwa energetycznego, w miesiącu, w którym zależność od ropy stała się realną słabością – powiedział dla dziennika The Guardian, Chris Heron, sekretarz generalny organizacji E-Mobility Europe.
Organizacja wyliczyła, iż przejście na elektromobilność tylko w tym roku już zmniejszyło roczne zapotrzebowanie na paliwo na stacjach benzynowych o równowartość 2 mln baryłek ropy rocznie.
Przykładów działań jest wiele i nie sposób ich wszystkich wymienić. Jak niedawno powiedział prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung: – Sytuacja jest tak poważna, iż choćby ja nie mogę spać. Korea Południowa musi gwałtownie przejść na odnawialne źródła energii. jeżeli będziemy polegać na paliwach kopalnych, przyszłość stanie się skrajnie ryzykowna.
Chiny korzystają na wojnie Trumpa
Energia słoneczna odpowiadała w ubiegłym roku za 9 proc. produkcji energii elektrycznej w Indiach, podczas gdy dekadę wcześniej było to zaledwie 0,5 proc. Jednocześnie indyjscy konsumenci są największymi na świecie nabywcami elektrycznych trójkołowców. Państwo cały czas buduje też nowe farmy słoneczne.
– Tania energia słoneczna i baterie pozwalają Indiom rozwijać się bez konieczności przechodzenia długiej drogi opartej na paliwach kopalnych, przez którą przeszły kraje Zachodu i Chiny – podkreśla Ember.
Beneficjentem kryzysu, do jakiego niezamierzenie doprowadziła administracja Trumpa, są Chiny – główny rywal USA.
Po pierwsze, Chiny przez cały czas bazują na węglu, który stanowi ponad połowę miksu energetycznego. W 2025 roku krajowe wydobycie węgla w Chinach osiągnęło rekordowy poziom 4,83 mld ton.
Po drugie, Chiny mocno inwestują w OZE i atom. W 2025 roku energia ze źródeł odnawialnych i jądrowych przekroczyła 20 proc. Stawiają też na elektryfikację transportu. W ubiegłym roku pojazdy NEV (kategoria obejmująca auta elektryczne i hybrydy typu plug-in) stanowiły niemal 48 proc. całkowitej sprzedaży nowych samochodów w Chinach.
Źródło: Ember.Amerykanie coraz gorzej oceniają prezydenta
Po trzecie, Chiny stawiają na inwestycje zagraniczne. Tym samym mogą stać się głównym dostawcą infrastruktury nowego systemu energetycznego. I to już się dzieje, o czym pisaliśmy jakiś czas temu.
A tymczasem działania Trumpa spotykają się z coraz większym niezadowoleniem społecznym. Jak informuje New York Times notowania prezydenta, które przez kilka miesięcy utrzymywały się na poziomie około 40 proc., po raz pierwszy w tej kadencji spadły poniżej tej granicy.

Gdy średnia krajowa cena benzyny przekroczyła 4 dolary za galon (ok. 1 dolar za litr), to sondaż Pew Research przeprowadzony w połowie marca pokazał, iż 60 proc. Amerykanów źle ocenia działania prezydenta wobec Iranu – w tym 30 proc. wyborców Republikanów. Ocena Trumpa w obszarze gospodarki również osiągnęła rekordowo niski poziom 31 proc., spadając w zaledwie dwa miesiące o osiem punktów procentowych – wynika z sondażu CNN z końca marca.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Rawpixel.com

1 godzina temu












