Zapewnienia o „konsolidacji jak nigdy” brzmią dziś w ustach polityków Prawa i Sprawiedliwości jak mantra, którą powtarza się nie po to, by opisać rzeczywistość, ale by ją zakląć. Wypowiedzi Przemysława Czarnka po środowych spotkaniach przy Nowogrodzkiej i na wyjazdowym posiedzeniu klubu parlamentarnego są tego najlepszym przykładem. To retoryka dobrze znana z historii tej formacji: im głośniej mówi się o jedności, tym więcej powodów, by w nią wątpić.
Czarnek przekonuje, iż „PiS jest skonsolidowany, jak nigdy”, a wystąpienie Kaczyńskiego miało być „dyscyplinujące, ale jednocześnie wiele tłumaczące i wyjaśniające”. W tym samym wywodzie pada zapewnienie, iż „nie było głosów przeciwnych panu prezesowi”, co rzekomo ma dowodzić „niepodważalnego przywództwa pana prezesa”. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż nie jest to opis zdrowej, pluralistycznej debaty w partii, ale raczej demonstracja hierarchii, w której brak sprzeciwu bywa efektem presji, a nie autentycznej zgody.
W centrum tej narracji stoi oczywiście Jarosław Kaczyński – lider, którego autorytet ma być niekwestionowany. Ale w demokracji partyjnej brak „głosów przeciwnych” nie zawsze jest zaletą. Często bywa symptomem strachu przed konsekwencjami, a nie dowodem jedności. Historia PiS pełna jest momentów, w których chwilowa cisza poprzedzała otwarte konflikty, odejścia i rozłamy. Dzisiejsze zapewnienia brzmią więc całkowicie niewiarygodnie, zwłaszcza gdy wypowiada je polityk znany z twardej, ideologicznej retoryki.
Sam Przemysław Czarnek mówi o „bogactwie partii”, na które mają się składać różne frakcje i skrzydła. „To, iż Prawo i Sprawiedliwość jest szerokim ugrupowaniem, wielkim okrętem, na którym są różne stronnictwa, frakcje i są skrzydła, krótko mówiąc, to jest bogactwo naszej partii” – przekonuje. Problem w tym, iż to „bogactwo” regularnie bywało przez kierownictwo tłumione, a nie pielęgnowane. Gdy różnice poglądów wychodziły poza gabinety i zamknięte posiedzenia, natychmiast uznawano je za zagrożenie dla wizerunku partii.
Symboliczne jest również to, w jaki sposób Czarnek relacjonuje „dyscyplinowanie” polityków. Chodziło o korzystanie z mediów społecznościowych w sposób „zbyt prowokacyjny dla mediów”. Innymi słowy: problemem nie jest treść ani agresywny język, ale to, iż może on źle wyglądać na zewnątrz. To logika czysto wizerunkowa, nie etyczna ani programowa. W tej perspektywie jedność oznacza raczej kontrolę przekazu niż realną zgodę co do kierunku politycznego.
Zaprzeczanie istnieniu napięć między frakcjami, w tym tych związanych z byłym premierem Mateusz Morawiecki, również nie brzmi przekonująco. Gdy Czarnek mówi, iż „nigdy wcześniej nie podzielałem poglądów gdzieś w mediach wyczytanych”, a plotki o nowej partii nazywa „absurdalną tezą”, trudno zapomnieć, iż podobne dementi wielokrotnie poprzedzały polityczne trzęsienia ziemi.
W tygodniku opinii nie sposób przejść obojętnie obok faktu, iż PiS od lat opiera swoją siłę na silnym przywództwie i dyscyplinie. Problem polega na tym, iż te same mechanizmy coraz częściej prowadzą do erozji zaufania – zarówno wewnątrz partii, jak i w oczach wyborców. Gdy jedność staje się celem samym w sobie, a krytyka jest traktowana jak zdrada, zapewnienia o „pełnym zrozumieniu” i „pogodzonych frakcjach” przestają kogokolwiek przekonywać. To nie obraz konsolidacji, ale próba przykrycia pęknięć gładkimi słowami.

22 godzin temu








![NOWY WIŚNICZ- BOCHNIA. Ostatnie pożegnanie śp. Marii Serafińskiej-Domańskiej [ZDJĘCIA]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/01/IMG-20260109-WA0004-1.jpg)

