Kolega Ronald Lasecki odniósł się bardzo krytycznie do wywiadu, którego udzielił był premier Leszek Miller redaktor Agnieszce Wołk-Łaniewskiej w Tygodniku „NIE”. W swoim tekście kilkakrotnie odwołał się do mojego tekstu „Leszek Miller Superstar”. Pozwolę sobie dopowiedzieć jak ja to widzę.
Kolega Lasecki stwierdził, iż rozpływałem się wywiadem byłego premiera. Muszę się z tym zgodzić. Jestem rzeczywiście oczarowany postawą i aktualnie prezentowanymi poglądami Leszka Millera. Wynika to głównie z tego, iż jest on Leszkiem Millerem. Gdyby ktokolwiek inny przedstawiał taki zespół stanowisk, nie miałoby to większego znaczenia. Idzie więc głównie o to, kto to mówi, a nie co jest powiedziane.
To Leszek Miller jako pierwszy polityk tej rangi mówi publicznie o niezagojonej ranie, jaką jest sprawa ukraińskich mordów na polskiej ludności w latach 1939-1947. To Leszek Miller jako pierwszy polityk tej klasy w Polsce, jasno mówi o rozbieżnych interesach Polski i Ukrainy. To były SLD-owski premier jako jeden z nielicznych przeciwstawia się bezrozumnej rusofobii, która szkodzi naszemu narodowi. Miller wprost mówi, iż Ukraińcy nie biją się za Polskę i to nie Polska powinna finansować ich wojnę. I w końcu to Leszek Miller zwraca uwagę społeczeństwa na to, iż w polskiej polityce występują jawni lobbyści niepolskich interesów.
Rzeczywiście, uważam Leszka Millera za państwowca, i co ważniejsze za realistę. W 1999 roku organizowałem manifestacje przeciwko wejściu naszego kraju do NATO. Przed 2014 roku byłem mocno zaangażowany w projekt Nie dla UE. Do tego stopnia, iż zostałem pełnomocnikiem tego stowarzyszenia przed referendum dotyczącym wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Poświęciłem wtedy kawał życia, śpiąc w biurze, przemierzając setki kilometrów i zawalając liczne osobiste sprawy. Uważam, iż miałem wtedy rację co do długotrwałych skutków naszej obecności w Unii Europejskiej. Ale co z tego wynika? Racja moralna?
Polska była w takim układzie geopolitycznym i miała tak nastawione społeczeństwo, iż żadna realna alternatywa wobec UE nie istniała. A choćby jeżeli był cień szansy na odłożenie na późniejszy okres naszego wejścia do Unii Europejskiej, to dzięki postawie papieża Jana Pawła II i Episkopatu Polski zostało to zaprzepaszczone. Niezależnie od naszego – między innymi Kolegi i mojego – zaangażowania Polska tak czy siak znalazłaby się w Unii Europejskiej. Nie potrafiłem w tamtym czasie pogodzić wewnętrznej niezgody z realiami. Mimo tego, iż znałem już pisma Dmowskiego, Piaseckiego i Bocheńskiego siedział we mnie duch romantyzmu. Takiego endeckiego, ale jednak dalej romantyzmu. Z perspektywy czasu muszę przyznać rację tym, którzy mówili – trzeba było walczyć o lepsze warunki, a nie sprzeciwiać się nieuniknionemu.
Muszę się również zgodzić z Kolegą, iż Leszek Miller w sposobie postrzegania świata jest bliski temu jak widział to gen. Wojciech Jaruzelski. Moim zdaniem oboje nie byli szczerymi komunistami. Łączy te postacie patriotyzm i chęć działania, dla dobra swojego kraju niezależnie od okoliczności. Bez wątpienia łączy ich również realizm. Generał Jaruzelski w młodości był endekiem. Leszka Millera nic nie łączyło z tradycją endecką. Jednak to Leszek Miller jest dzisiaj bliższy wczesnej endecji, niż wielu polityków, którzy sami siebie tak określają. Nie oczekujmy od polityków innych orientacji politycznych, iż będą posługiwać się tym samym aparatem pojęciowym co nasze środowisko.
Wspomniane spotkanie generała Jaruzelskiego z Rockefellerem wynikło z procesów globalnych, i podobne procesy spowodowały spotkanie premiera Millera z Kuklińskim. Jestem głęboko przekonany, iż to Amerykanie naciskali by Miller spotkał się z Kuklińskim. Nie wierzę, iż marzeniem byłego premiera było wypicie kawy z człowiekiem, który zdradził Polskę.
Ja wiem, iż wielu radykalnych kolegów oczekiwało od ludzi Polski Ludowej, by poszli drogą przywódcy Rumunii Nicolae Ceaușescu. Popatrzmy jednak na dzisiejszą Rumunię. Czy poprzez niezłomną postawę ówczesnego przywódcy – Rumunia uniknęła złodziejstwa nazywanego prywatyzacją? Czy jest ona w innym układzie geopolitycznym niż Polska? Czy Rumunia jest poza NATO i Unią Europejską? Czy naprawdę tego co potrzebujemy to kolejny trup nadający się na sztandary?
Nie mogę się zgodzić z tezą kolegi, który umieszcza Leszka Millera w gronie bezkrytycznych stronników polityki Brukseli. Leszek Miller na dzień dzisiejszy wyraźnie akcentuje różnice interesów Polski i kasty rządzącej Unią Europejską. To on pierwszy z mainstreamu zwrócił uwagę na bezrozumne napinanie mięśni i zamienianie Brukseli na sztab wojenny nastawiony na konfrontację z Federacją Rosyjską. To także on wbrew swojemu środowisku potrafi wyszydzić odrealnione pomysły brukselczyków wyrażone między innymi w odrzuceniu poprawki mówiącej, iż „tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę i urodzić dziecko”.
Podtrzymuję również swoją tezę dotyczącą wyższości premiera Leszka Millera nad europosłem Grzegorzem Braunem. Zarówno Braun, jak i Miller mieli w przeszłości inny pogląd na wiele fundamentalnych spraw. Dzisiaj obaj politycy mówią o Ukrainie praktycznie to samo. Ja się zgadzam z tym co mówią. Chociaż mówią to samo, to jednak w zupełnie różny sposób.
Do „normalsa” trafić może tylko Leszek Miller. Bo zespół dosyć osobliwych poglądów pozaukraińskich Grzegorza Brauna jest nie do zaakceptowania przez przeciętnego Polaka. Musi budzi naprawdę zdziwienie wielu moich znajomych to, iż Grzegorz Braun uważa, iż nie ma wystarczających dowodów na to by mówić o komorach gazowych w byłym niemieckim obozie śmierci KL Auschwitz, a jednoczenie uważa, iż są liczne dowody na to, iż w Gietrzwałdzie w 1877 roku objawiała się matka Jezusa Chrystusa.
Przez lata media głównego nurtu sprawiły, iż Leszek Miller jest powszechnie uważany za poważnego analityka politycznego, komentatora i polityka. Nie ma kompromitujących czy uważanych powszechnie za szurskie przez duże media wypowiedzi Leszka Millera, które mogłyby go skompromitować przed oczami społeczeństwa. Tym samym Leszek Miller stał się niebezpieczny dla tych, którzy kreują naszą rzeczywistość. Premier Miller w odróżnieniu od posła do Parlamentu Europejskiego Brauna moim zdaniem dociera z przekazem do znacznie szerszego kręgu odbiorców.
Z czego wynika różne postrzeganie osoby premiera Leszka Millera między nami. Moim zdaniem wynika to z tego, ze kolega Ronald Lasecki określa siebie jako człowieka antysystemu, ja nie jestem antysystemowcem. Więcej, ja nie za bardzo rozumiem czym jest antysystem i jakie ma cele. jeżeli to ma być polski odpowiednik amerykańskiego ruchu QAnon, to ja nie chcę mieć z nim nic wspólnego. To zbór sprzeczności, których łączy tylko i wyłącznie bezkrytyczne przyjmowanie wszelakich teorii spiskowych.
Myśląc o takim ruchu przypominają mi się słowa Romana Dmowskiego: „Uważam to za rzecz bardzo pożyteczną zastanawiać się od czasu do czasu nad tym, co bym robił, gdybym był wrogiem Polski, gdyby odbudowanie Polski było mi niedogodne i gdyby mi chodziło o jej zniszczenie. Otóż przede wszystkim używałbym wszelkich wysiłków i nie żałowałbym żadnych ofiar na to, ażeby nie dopuścić do zapanowania w tym kraju zdrowego rozsądku, ażeby postępowaniem Polaków nie zaczęła kierować trzeźwa ocena stosunków i położenia ich państwa. Utrzymywałbym w Polsce na swój koszt legion ludzi, których zajęciem byłoby szerzenie zamętu pojęć, puszczanie w obieg najrozmaitszych fałszów, podsuwanie najbardziej wariackich pomysłów. Ilekroć bym zauważył, iż Polacy zaczynają widzieć jasno swe położenie i wchodzić na drogę do naprawy stosunków i do wzmocnienia państwa, natychmiast bym zrobił wszystko, żeby odwrócić ich uwagę w inną stronę, wysunąć im przed oczy jakieś nowe idee, nowe plany, wytworzyć jakiś nowy ruch, w którym by rodząca się myśl zdrowa utonęła.”
Ja też chcę zmian. Ale nie jestem antysystemowcem, narodowym-radykałem ani rewolucjonistą. Jestem endekiem. Uważam, iż zmiany choćby te daleko posunięte powinny przebiegać drogą ewolucyjną poprzez edukację i demokratyczną poprzez wybory. Wierzę w to, iż ludzie dawnego mainstreamu mogą sie okazać tymi, którzy są kołami ratunkowymi dla swojego narodu. Dobrym przykładem jest tutaj premier Węgier Viktor Orban. W przeszłości był on stypendystą zachodnich fundacji, a choćby w pewnym skrócie można stwierdzić, iż był człowiekiem Georga Sorosa. I co z tego? Dzisiaj jest tym, który zrozumie czas, miejsce i realnie blokuje wepchniecie Węgier, a co z a tym idzie innych państw regionu do wojny z Rosją. Można w wielkim skrócie powiedzieć, iż jest człowiekiem Donalda Trumpa.
Ja wiem, iż zaraz jedni krzykną – ale Ukraina, a drudzy – ale Palestyna. Warto w tym miejscu przypomnieć sobie słowa prymasa Stefana Wyszyńskiego z 1976 roku: „Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą (…) Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny (…) Naprzód umocnić musi swoją ojczyznę, a gdy to zrobi, pomyśli o innych, o sąsiadach. Niestety, u nas dzieje się trochę inaczej – zbawia się cały świat, kosztem Polski. To jest zakłócenie ładu społecznego, które musi być co tchu naprawione, o ile nasza Ojczyzna ma przetrwać w pokoju, w zgodnym współżyciu i współpracy, o ile ma osiągać upragniony ład gospodarczy. Nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej Ojczyzny.”
Kolega Ronald Lasecki napisał, iż jest w stanie sobie wyobrazić powrót Leszka Millera tylko w przypadku zajęcia Polski przez Rosję. Oczywistszością jest, iż Federacja Rosyjska nie ma zamiaru zajmować Polski. Były premier nie jest rusofobem, ale w najmniejszym stopniu nie jest człowiekiem Władimira Putina. To Leszek Miller zakotwiczył Polskę w układzie euroatlantyckim. Nie zgadzam się w tej ocenie. Leszek Miller mógłby wrócić jak najbardziej na polską scenę polityczną.
Leszek Miller mógłby być polskim Viktorem Orbanem. Były premier Polski. Suwerenista wywodzący się z partii głównego nurtu. Człowiek pozbawiony bezrozumnej rusofobii. Polityk akceptowalny dla większości społeczeństwa. I wreszcie polityk, który ze względu na swoją przeszłość mógłby się bezproblemowo dogadać z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Polska wersja trumpizmu byłaby dużo bardziej dla mnie strawna, gdyby miała twarz byłego premiera Millera i być może Mentzena, niż Tarczyńskiego, Jakiego i Mateckiego.
Łukasz Jastrzębski
Myśl Polska, nr 9-10 (1-8.03.2026)










