Jarosław Kaczyński zwariował, umieszcza memy na swoim profilu: Śmiesznie? Nie, żałośnie, groteskowo

19 godzin temu

Czy Jarosław Kaczyński właśnie przekroczył granicę absurdu? Zamiast komentować realne problemy kraju, zająć się kwestią bezpieczeństwa Polski, reformą wymiaru sprawiedliwości (której przecież sam nieudolnie doglądał) czy chociażby odpowiedzieć na pytania o afery z czasów rządów PiS, prezes zdecydował się… wrzucić mema. Tak, dobrze czytacie – = mem.

Na oficjalnym profilu pojawił się żenujący obrazek, który z założenia miał chyba rozbawić elektorat, a w rzeczywistości rozbawił co najwyżej całą Polskę – z wyjątkiem członków jego własnej partii, którzy chyba już dawno przestali się śmiać, bo wstyd mają zakodowany na stałe.



Chcesz czytać więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej.


Nie wiadomo, co dokładnie autor tego „dzieła” miał na myśli – czy to autoironia, czy desperacka próba ocalenia wizerunku, czy może po prostu kolejny odcinek w serialu „Oderwany od rzeczywistości”. Jedno jest pewne: obrazek pokazuje, jak karłowatego formatu jest ten polityk. Dosłownie i w przenośni.

W czasie, gdy Europa dyskutuje o wspólnej polityce bezpieczeństwa, Polska modernizuje armię, a rząd walczy o unijne pieniądze, Kaczyński serwuje memy jakby był nie liderem partii politycznej, tylko adminem memicznej grupki na Facebooku. Co dalej? TikToki z kotem? Reelsy z konferencji Macierewicza?

Nie tak dawno PiS krzyczał o godności urzędu, o powadze władzy, o „trosce o państwo”. Dziś ich prezes zajmuje się memami. Oto nowy wymiar polityki wg Jarosława Kaczyńskiego – śmiesznie, żałośnie, groteskowo. Wyborcy PiS mogą się pocieszać, iż przynajmniej mem nie był animowany. Ale kto wie – może to dopiero początek kampanii opartej na rysunkach, bo argumenty i liczby już dawno przestały działać. Zostały tylko memy.

I ten jeden żałosny polityk, który naprawdę chyba uwierzył, iż internetowy obrazek to poważny głos w debacie publicznej.

Idź do oryginalnego materiału