Czy Jarosław Kaczyński właśnie przekroczył granicę absurdu? Zamiast komentować realne problemy kraju, zająć się kwestią bezpieczeństwa Polski, reformą wymiaru sprawiedliwości (której przecież sam nieudolnie doglądał) czy chociażby odpowiedzieć na pytania o afery z czasów rządów PiS, prezes zdecydował się… wrzucić mema. Tak, dobrze czytacie – = mem.
Na oficjalnym profilu pojawił się żenujący obrazek, który z założenia miał chyba rozbawić elektorat, a w rzeczywistości rozbawił co najwyżej całą Polskę – z wyjątkiem członków jego własnej partii, którzy chyba już dawno przestali się śmiać, bo wstyd mają zakodowany na stałe.
Chcesz czytać więcej wewnętrznych informacji ze świata polityki i mediów? Prosimy o obserwowanie naszego profilu na Facebooku oraz na Twitterze. Proszę o lajkowanie i podawanie dalej naszych wpisów - w ten sposób możemy zrobić dla Ciebie więcej. |
Nie wiadomo, co dokładnie autor tego „dzieła” miał na myśli – czy to autoironia, czy desperacka próba ocalenia wizerunku, czy może po prostu kolejny odcinek w serialu „Oderwany od rzeczywistości”. Jedno jest pewne: obrazek pokazuje, jak karłowatego formatu jest ten polityk. Dosłownie i w przenośni.
W czasie, gdy Europa dyskutuje o wspólnej polityce bezpieczeństwa, Polska modernizuje armię, a rząd walczy o unijne pieniądze, Kaczyński serwuje memy jakby był nie liderem partii politycznej, tylko adminem memicznej grupki na Facebooku. Co dalej? TikToki z kotem? Reelsy z konferencji Macierewicza?
Nie tak dawno PiS krzyczał o godności urzędu, o powadze władzy, o „trosce o państwo”. Dziś ich prezes zajmuje się memami. Oto nowy wymiar polityki wg Jarosława Kaczyńskiego – śmiesznie, żałośnie, groteskowo. Wyborcy PiS mogą się pocieszać, iż przynajmniej mem nie był animowany. Ale kto wie – może to dopiero początek kampanii opartej na rysunkach, bo argumenty i liczby już dawno przestały działać. Zostały tylko memy.
I ten jeden żałosny polityk, który naprawdę chyba uwierzył, iż internetowy obrazek to poważny głos w debacie publicznej.