Informacja o tym, iż Janusz Kowalski opuścił PiS, pojawiła się 30 kwietnia, już po sejmowych głosowaniach nad wotum nieufności wobec minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy oraz minister środowiska i klimatu Pauliny Hennig-Kloski.
„Serdecznie dziękuję Koleżankom i Kolegom z PiS za lata świetnej współpracy. Pozostanę posłem niezrzeszonym, skupionym na pracy dla Polski” – napisał Janusz Kowalski w mediach społecznościowych, ogłaszając odejście z klubu parlamentarnego.
Rafał Bochenek, rzecznik PiS, potwierdził rezygnację i zaznaczył, iż opuszczenie klubu jest równoznaczne z wystąpieniem z partii.
Było to drugie głośne odejście w krótkim czasie. Dzień wcześniej z klubu usunięto posła Łukasza Mejzę, który – znany z licznych mandatów i punktów karnych – ogłosił gotowość udziału w patogalach sportów walki. W komentarzach internauci żartowali, czy Kowalski nie odszedł po to, by móc zmierzyć się z Mejzą w klatce.
Europoseł PiS Adam Bielan stwierdził w TVN24, iż odejścia obu posłów „były dyskutowane od wielu tygodni”.
„Albo ja, albo układ biłgorajski. Przegrałem”
Kowalski nie podał powodów rezygnacji w pierwszym oświadczeniu. Wyjaśnił je dopiero 1 maja w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Choć kojarzony jest z Opolem, od jesieni ubiegłego roku nie ma już formalnych związków z regionem. Po zdobyciu mandatu przeniósł działalność do województwa lubelskiego i otworzył biuro poselskie w Zamościu. To właśnie konflikty z tamtejszymi działaczami wskazał jako główny powód odejścia.
– Wszystko ma swoje granice – powiedział, podkreślając, iż chciał budować silny PiS i odbudować zaufanie wyborców w okręgu nr 7.
– Ale jest jedna zasada: nie można tolerować tego, co doprowadziło do naszej klęski w 2023 roku – stwierdził. – Nie można akceptować lokalnych układów. jeżeli mieszkańcy Biłgoraja widzą, iż politycy PiS zapisują do partii ludzi Janusza Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują rady nadzorcze i spółki, to – przepraszam uprzejmie – ja wysiadam.
Według Kowalskiego, „człowiekiem Palikota” ma być Bartłomiej Świtała, etatowy członek zarządu powiatu biłgorajskiego i radny PiS.
„Postawiłem sprawę zero-jedynkowo: albo ja, albo układ biłgorajski. Przegrałem i honorowo odszedłem” – napisał na portalu X, dołączając zdjęcie Palikota sprzed lat, na którym widać również Świtałę.
W rozmowie z portalem wPolityce.pl Świtała zaprzeczył jakimkolwiek związkom z Ruchem Palikota. Stwierdził, iż nie pamięta, dlaczego 20 lat temu znalazł się pod urzędem miasta w Biłgoraju. Zapowiedział też możliwość skierowania sprawy do sądu.
– Niech sobie nie robi jaj. Amnezja stołkowa – komentował Kowalski. – Łaził za Palikotem, był w zarządzie biłgorajskiej PO w 2013 roku, niedawno zapisał się do PiS, został etatowym członkiem zarządu powiatu i nagle o wszystkim zapomniał.
Janusz Kowalski tropi „tłuste koty” w PiS
Po majówce były poseł ponownie zabrał głos, tym razem w TV Republika. Rozwinął tam wcześniejsze zarzuty.
– Przegraliśmy wybory w 2023 roku, bo było wśród nas wielu ludzi traktujących politykę jako trampolinę do własnych karier – powiedział.
Dodał, iż nie można tolerować „tłustych kotów” oraz „partyjniaków, którzy na poziomie powiatów i gmin dogadują się z komunistami, Palikotami, SLD czy PO”.
W opolskim PiS nikt nie chciał komentować jego słów pod nazwiskiem. Poseł Kamil Bortniczuk nie odpowiedział na nasze pytania.
– Dla nas Janusz to zamknięty temat – mówi jeden z wieloletnich działaczy.
Nie oznacza to jednak, iż w partii nie rozmawia się o jego odejściu.
– To, iż zrezygnował, było pewnym zaskoczeniem. Ale iż popadł w konflikt z lokalną strukturą – żadnym – mówi opolski polityk PiS. – Przeniósł się na Lubelszczyznę z zamiarem startu stamtąd. Ale jak to Janusz – chciał działać za gwałtownie i za szeroko. I pewnie dlatego doszło do konfliktu.
Stołki dla swoich
W partii przypomina się, jak przed laty próbował szachować posłankę Violettę Porowską, ówczesną szefową PiS na Opolszczyźnie. Najpierw na przełomie 2019 i 2020 roku do Solidarnej Polski przeszła grupa polityków PiS, w tym radnych Opola i sejmiku województwa. Następnie radni związani z ugrupowaniem Zbigniewa Ziobry usunęli z klubu PiS dwoje radnych, którzy nie podpisali się pod wnioskiem o odwołanie marszałka Andrzeja Buły, lidera PO w regionie.
Mało wiarygodnie brzmi też jego oburzenie na obsadzanie stanowisk „swoimi ludźmi”, ponieważ sam stosował podobne praktyki. To jego człowiekiem w roli wicedyrektora Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Opolu od 2020 roku był Przemysław Tetłak, skarbnik opolskich struktur Solidarnej Polski.
Kolejną osobą z zaplecza posła był Krzysztof Kurowski, który we wrześniu 2023 roku został wicedyrektorem Opolskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Łosiowie. Na prawicy żartowano wówczas, iż w kierownictwie jednostki każdy ma już „swojego człowieka”. Dyrektorem był Mariusz Litwinowicz (kojarzony z Violettą Porowską), a drugim wicedyrektorem Robert Woźniak (związany z posłanką Katarzyną Czocharą).
Prawdziwą karuzelę kadrową przechodziło również Gospodarstwo Rybackie Niemodlin, podległe Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, gdzie za rządów Zjednoczonej Prawicy wpływy mieli politycy Solidarnej Polski. Gospodarstwem kierowali m.in. Przemysław Kubów i Jacek Chwalenia, obaj kojarzeni z Januszem Kowalskim. Żaden z nich nie zagrzał tam długo miejsca.
Równie mało przekonująco brzmi jego oburzenie na współpracę polityków PiS z przedstawicielami innych formacji w imię utrzymania władzy. Wystarczy spojrzeć na starostwo w Krapkowicach, gdzie etatowym członkiem zarządu jest Marko Markowski z PiS, a funkcję wicestarosty pełni Sabina Gorzkulla – aktywnie wspierająca w mediach społecznościowych Rafała Trzaskowskiego podczas jego kampanii prezydenckiej, chwaląca się udziałem w wydarzeniach Kampusu Polska i utrzymująca relacje z przedstawicielami opolskiej KO. Markowski jest we władzach powiatu od wiosny 2024 roku. Jakoś tej współpracy obecny poseł niezrzeszony nie krytykował tak ostro.
Janusz Kowalski opuścił PiS po raz drugi
Można powiedzieć, iż konflikty są stałym elementem jego kariery politycznej. Kilka dni temu Janusz Kowalski opuścił PiS po raz drugi. Do partii należał już w latach 2002–2005, wstępując do niej po rozwiązaniu Przymierza Prawicy. niedługo jednak doszło do tarć ze Sławomirem Kłosowskim – w tej chwili radnym sejmiku, a wówczas bliskim współpracownikiem regionalnego lidera Andrzeja Diakonowa.
Diakonow ostatecznie wysłał do opolskich mediów faks, w którym informował o cofnięciu Kowalskiemu partyjnych pełnomocnictw i zapowiadał dążenie do jego wyrzucenia z partii.
Ówczesny prezes PiS Lech Kaczyński komentował te napięcia słowami: – Mamy jednego zdolnego młodego człowieka, ale o niezwykle impulsywnym, konfliktowym charakterze. Mamy też w Opolu ludzi w szacowniejszym wieku, dlatego bardzo byśmy chcieli, żeby pan Kowalski się opanował. Chcielibyśmy, żeby to była partia ludzi w miarę kulturalnych.
Ostatecznie opolska struktura PiS została rozwiązana. Sam Kowalski nie pozostał długo bezpartyjny – w 2005 roku wstąpił do Platformy Obywatelskiej. Pozostał w niej do 2006 roku, kiedy popadł w konflikt z posłem Leszkiem Korzeniowskim, lokalnym baronem PO.
Z tego okresu pochodzi słynne zdjęcie, na którym uśmiechnięty Kowalski siedzi przed Donaldem Tuskiem. Ponieważ dziś jest jednym z najbardziej zajadłych krytyków lidera PO, nie przepada za przypominaniem tej fotografii. Twierdził nawet, iż kwiaty widoczne na zdjęciu Tusk przyniósł dla niego.
Kolejnym etapem jego politycznej drogi była najpierw Solidarna Polska, a następnie Suwerenna Polska Zbigniewa Ziobry, do której dołączył przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku. Ugrupowanie opuścił w czerwcu 2024 roku. Kilka miesięcy później, w październiku 2024 roku, wrócił do PiS. Jak widać, tym razem wytrwał w partii półtora roku.
Janusz Kowalski i frukty ze spółek za rządów PiS
Polityk z Opola potrafi też wbijać szpilki kolegom ze swojej strony sceny politycznej. Już po odejściu z Suwerennej Polski, a jeszcze przed wstąpieniem do PiS, Janusz Kowalski nie szczędził uszczypliwości europosłowi Patrykowi Jakiemu. Sugerował, iż ten nie radzi sobie z kierowaniem partią pod nieobecność chorującego Zbigniewa Ziobry. Kąśliwie nazwał go również „najlepszym polskim influencerem”.
– Ja bardzo lubię oglądać jego filmiki nagrywane w Brukseli. Ale polityka to także przywództwo faktyczne – mówił Kowalski, przekonując, iż Patryk Jaki powinien był „rzucić wszystko i bronić całego środowiska”.
Znamienne jest to o tyle, iż to właśnie dzięki współpracy z Patrykiem Jakim na rzecz zwycięstwa byłego działacza PO Arkadiusza Wiśniewskiego w wyborach na prezydenta Opola doszło do politycznej reaktywacji Janusza Kowalskiego. Pod koniec 2014 roku został jednym z wiceprezydentów miasta.
Funkcję pełnił przez rok. Krótko po zwycięstwie PiS w wyborach Kowalski opuścił ratusz, by wejść do władz PGNiG – najpierw jako prokurent, później jako członek zarządu. W latach 2018–2019 zasiadał w zarządzie Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Był też członkiem rad nadzorczych: ponad dwa lata w KGHM (czerwiec 2017 – październik 2019) oraz przez pół roku w Poczcie Polskiej (listopad 2018 – maj 2019).
Wyliczamy te stanowiska nieprzypadkowo. Zarzucając lokalnym działaczom PiS bycie „tłustymi kotami” i obsadzanie się na stołkach, Kowalski zdaje się zapominać, iż sam przed laty czerpał niemałe korzyści z politycznych nominacji. Jak wyliczyli dziennikarze money.pl, zasiadając w zarządach i radach spółek Skarbu Państwa zarobił co najmniej 2,5 mln zł. Portal wskazał, iż tylko w PGNiG „wypłacono mu 2,178 mln zł (z tego 516 tys. zł już po odejściu z pracy)”.
Kontrowersje
Kowalski porzucił spółki, by kandydować do Sejmu w 2019 roku. Startował jako reprezentant Solidarnej Polski z opolskiej listy PiS. Mandat obronił w 2023 roku, również z list PiS, już jako lokalny lider Suwerennej Polski.
W drugiej kadencji Zjednoczonej Prawicy u władzy (2019–2023) pełnił funkcję wiceministra aktywów państwowych, a następnie wiceministra rolnictwa.
To właśnie z tym drugim stanowiskiem wiążą się kontrowersje dotyczące gruntów po spółce Top Farms w Głubczycach. Chodzi o nagranie, na którym Tomasz Ognisty – wówczas asystent społeczny posła (obecnie doradca prezydenta Karola Nawrockiego) – opowiadał o podziale ziemi, z której tylko część miała trafić do rolników indywidualnych.
Nazwisko Kowalskiego pojawia się również w sprawie podziału pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Według relacji europosła Stanisława Tyszki, podczas spotkania z udziałem jego, Pawła Kukiza, Zbigniewa Ziobry i Janusza Kowalskiego, ten ostatni miał proponować sięgnięcie po pieniądze z funduszu. Kowalski zapowiadał pozew przeciw Tyszce, ale Paweł Kukiz stwierdził, iż „Tyszka nie konfabuluje”.
Niedawno pojawiły się kolejne wątpliwości. 30 kwietnia wieczorem, kilka godzin po ogłoszeniu przez Kowalskiego odejścia z PiS, Wirtualna Polska opublikowała artykuł sugerujący jego powiązania z upadającą giełdą kryptowalut Zondacrypto. To giełda, która wcześniej hojnie płaciła TV Republika za reklamy, została sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego i Olimpijskiej Reprezentacji Polski, a następnie wstrzymała wypłaty, pozostawiając tysiące klientów bez dostępu do środków.
Gdy wybuchła afera, Kowalski przekonywał, iż to „afera rządu Donalda Tuska”, twierdząc, iż państwo nie dopilnowało bezpieczeństwa klientów giełdy – mimo, iż prezydent Karol Nawrocki dwukrotnie zawetował regulacje, które mogły im pomóc.
Dziennikarze WP informowali, iż Kowalskiego „pogrążył anonim, który trafił na Nowogrodzką i opisywał powiązania posła z giełdą”.
Dopiero 1 maja polityk szerzej skomentował powody odejścia z PiS. Zapewnił, iż doniesienia WP są nieprawdziwe, „wyssane z palca” i zapowiedział pozwanie autorów publikacji.
Janusz Kowalski opuścił PiS. Gdzie będzie dalej? „Bogowie niech mają w opiece”
W TV Republika Kowalski został zapytany, czy wystartuje z list Konfederacji. Nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył.
– Na pewno jestem przeciwnikiem atakowania Konfederacji. Bezwzględnie – stwierdził.
Wyjaśniał, iż najważniejszy jest powrót do modelu kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego z 2025 roku, kiedy – jego zdaniem – obóz prawicy był zjednoczony i miał jednego jasno określonego przeciwnika: Donalda Tuska.
– Błędem jest mówienie, iż PiS jest formacją „dwóch płuc” – oceniał. – Nie zgadzam się z tą koncepcją. PiS ma być formacją dla Polski i Polaków. Wolałbym, żeby posłowie zamiast zakładać nowe stowarzyszenia, zwrócili uwagę na te, które już istnieją, jak Ruch Obrony Granic czy kluby „Gazety Polskiej”.
Między wierszami skrytykował więc inicjatywę Mateusza Morawieckiego, który niedawno powołał stowarzyszenie Rozwój Plus. W atakowaniu byłego premiera pozostał konsekwentny – robił to również jako wiceminister aktywów państwowych, co ostatecznie miało kosztować go stanowisko sekretarza stanu.
Choć deklaruje, iż pozostanie posłem niezrzeszonym, w kuluarach już spekuluje się, iż może zasilić szeregi innej formacji.
Najczęściej wskazuje się Ruch Narodowy, część Konfederacji kierowanej przez Krzysztofa Bosaka.
Ze swoją antyunijną retoryką, krytyką środowisk LGBT i niechęcią do WOŚP Kowalski mógłby też odnaleźć się w Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
„Gdzie by nie był… Nie zazdroszczę temu ugrupowaniu, do którego trafi. To człowiek tak konfliktowy, z takim ego i nieumiejący współpracować, iż niech Bogowie mają w opiece tych, którzy go przyjmą” – skomentował na Facebooku Arkadiusz Szymański, przez lata prominentny działacz opolskiego PiS, którego karierę przerwały wykroczenia drogowe.
Przygotowując artykuł, zwracaliśmy się do posła Kowalskiego z prośbą o kontakt. Do czasu zamknięcia wydania nie oddzwonił ani nie odpisał na wiadomości SMS.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

2 godzin temu

![Prawie milion złotych na drogę w Ziomku. Umowa z wykonawcą już podpisana [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/ziomek_00.jpeg)







