Jantar Unity. Skąd wziął się spór i kto ma rację
Prom Jantar Unity stał się symbolem politycznego sporu o to, kto ma prawo przypisać sobie sukces dużej inwestycji morskiej. W rzeczywistości nie jest to historia czarno biała, ale klasyczny przykład projektu realizowanego przez państwo na przestrzeni dwóch różnych rządów.
Proces rozpoczął się w listopadzie 2021 roku, gdy za czasów rządu PiS podpisano umowę na budowę trzech nowoczesnych promów typu ro pax. Decyzja ta zapadła, gdy za gospodarkę morską odpowiadał Marek Gróbarczyk. To wtedy uruchomiono program budowy promów i rozpoczęto prace w Gdańska Stocznia Remontowa. Bez tego etapu Jantar Unity nigdy by nie powstał.
Kluczowe znaczenie miał jednak kolejny etap, który przypadł na rządy Donalda Tuska. W 2024 i 2025 roku inwestycja została realnie domknięta, a spółka Polskie Promy otrzymała istotne dokapitalizowanie z budżetu państwa. Prom przeszedł próby morskie, został formalnie ukończony i w grudniu 2025 roku przekazany armatorowi, czyli Polska Żegluga Morska. Ten etap był nadzorowany przez Arkadiusz Marchewka.
Kulminacją projektu jest chrzest jednostki zaplanowany na 17 stycznia 2026 roku w Szczecinie. To moment medialny i symboliczny, który naturalnie wykorzystuje obecna władza. Jednocześnie nie zmienia to faktu, iż bez decyzji podjętych kilka lat wcześniej nie byłoby czego chrzcić.
Wniosek jest prosty. Jantar Unity to inwestycja, którą PiS rozpoczął, a KO doprowadziła do etapu operacyjnego. Obie strony mówią część prawdy, pomijając to, co dla nich niewygodne.
Dlaczego nikt nie kłamie wprost, ale nikt nie mówi całej prawdy
Spór o Jantar Unity pokazuje mechanizm często spotykany przy dużych inwestycjach publicznych. Politycy chętnie opowiadają o starcie projektu, bo to moment decyzji i podpisów. Równie chętnie mówią o finale, bo to moment zdjęć, uroczystości i realnego efektu. Najmniej mówi się o środku, czyli o finansowaniu, ryzykach, opóźnieniach i konieczności dokładania pieniędzy.
Dla obywatela nie ma znaczenia, kto pierwszy wymyślił nazwę promu. Znaczenie ma to, iż jednostka pływa, wozi pasażerów i towary oraz wzmacnia polską żeglugę na Bałtyku. Z tego punktu widzenia Jantar Unity jest przykładem ciągłości państwa, a nie wyłącznej zasługi jednej partii.
Terminal kontenerowy w Świnoujściu. Ta sama historia w większej skali
Podobny mechanizm widać przy projekcie terminala kontenerowego w Świnoujściu, nazywanego czasem wizjonersko Przylądkiem Pomerania. To inwestycja o wartości sięgającej około 10 miliardów złotych, obejmująca nie tylko sam terminal, ale także drogi, kolej i infrastrukturę morską.
Koncepcja lokalizacji i pierwsze decyzje zapadły w poprzednich latach, gdy za gospodarkę morską odpowiadało środowisko PiS. To wtedy projekt pojawił się w dokumentach strategicznych i planach rozwoju portów.
Realne przyspieszenie nastąpiło jednak w latach 2024 i 2025. Uzyskano najważniejsze decyzje środowiskowe, ruszyły prace przygotowawcze przy infrastrukturze dostępowej, a inwestycja weszła w fazę, którą da się mierzyć harmonogramem i wydatkami. To etap, który politycznie przypada obecnemu rządowi.
Tak jak w przypadku Jantar Unity, obie strony mają argumenty. Jedni mówią o autorstwie pomysłu i przygotowaniach, drudzy o realizacji i finansowaniu. I znów prawda leży pośrodku.
Co naprawdę jest stawką dla państwa i regionu
W sporach o promy i porty ginie często to, co najważniejsze. Te inwestycje nie są po to, by budować polityczne CV, ale by wzmacniać polską gospodarkę morską, bezpieczeństwo transportowe i pozycję portów na Bałtyku.
Jantar Unity to realne wzmocnienie floty promowej i sygnał, iż polskie stocznie potrafią budować nowoczesne jednostki. Terminal kontenerowy w Świnoujściu to szansa na wejście do pierwszej ligi portów regionu i przyciągnięcie globalnych łańcuchów dostaw.
Z punktu widzenia mieszkańców i przedsiębiorców liczy się jedno. Czy projekty zostaną doprowadzone do końca w rozsądnym czasie i koszcie oraz czy przyniosą trwałe korzyści. Polityczne spory przeminą, a infrastruktura zostanie na dekady.
Podsumowanie
Jantar Unity jest dzieckiem dwóch rządów i dwóch politycznych epok. Terminal kontenerowy w Świnoujściu będzie rozliczany jeszcze przez wiele lat i prawdopodobnie przez kolejne ekipy. W obu przypadkach najuczciwsze podejście to uznanie ciągłości państwa, a nie próba zawłaszczenia całej historii przez jedną stronę.
Państwo działa najlepiej wtedy, gdy projekty są kontynuowane niezależnie od tego, kto akurat rządzi. I to jest jedyna lekcja, która naprawdę powinna wybrzmieć z tego sporu.

2 godzin temu



