Wydał wojnę Czarzastemu, grożąc, w ramach retorsji, iż już go nie zaprosi na kawę w ambasadzie ani na przyjęcie w rezydencji na Idzikowskiego. Aż dziw, iż nie nałożył nań 600 proc. cła! Nie wolno bowiem, zaperzał się na portalu X Rose, obelżywie traktować prezydenta Stanów Zjednoczonych, a tak ony zrozumiał niezgodę Czarzastego na poparcie Trumpa w Komitecie Pokojowej Nagrody Nobla. Tu dodam, iż na służalczy apel republikanów i izraelskiej prawicy odpowiedziało – podobnie jak Polak – bardzo wielu polityków, w tym Włosi, Hiszpanie czy Francuzi, nie mówiąc o jakże obelżywej sytuacji w parlamencie duńskim, gdzie posłowie w sali obrad dosłownie zlali się ze śmiechu, słysząc o amerykańskim apelu o Pokojowym Noblu dla Trumpa.
Czasy są parszywe, parszywieje też dyplomacja. Nie ma już ekscytującego francuskiego charme’u ani angielskiego chłodu, każącego dyplomacie trzy razy pomyśleć i nic nie powiedzieć. Nie ma rosyjskiej rubaszności. Jest wyłącznie prostacki łomot, który poniewczasie okazuje się kompromitujący. Tak stało się w przypadku Toma Rose’a, przeciętnego przedstawiciela imperium, który przybył do Polski nie jako poseł pełnomocny, ale prokurent spółki z o.o., w jaką Stany Zjednoczone przekształca ich 47. prezydent.

2 godzin temu











