Spośród 60 państw (jest ich na świecie blisko 200) na zaproszenie Trumpa pozytywnie odpowiedziało 19. Wszystkie znaczące kraje Europy odwróciły się od pomysłu plecami, zaś Nawrocki, zaszczycony imiennym zaproszeniem, stanął w ulubionej przez siebie bramkarskiej pozycji, czyli w szerokim rozkroku. Sercem przylgnął do Rady Pokoju, ale rozum został obezwładniony przez rząd – potrzebne jest bowiem wpisowe! Miliard dolarów musi (?) Nawrockiemu wyasygnować Tusk, wcześniej procedując marzenie prezydenta w Radzie Ministrów, potem w Sejmie. Kancelaria Nawrockiego (nieodpowiadająca za nic, a zawsze najedzona – jak potocznie mówi się o sołtysach), zachwycona zaproszeniem, przedreptuje z przejęcia, czekając na zielone światło z rządu i zwyczajowo ignoruje ministra Sikorskiego, który tnie bacikiem po pęcinach: Szkoda, iż pan prezydent nie docenia, iż rząd umożliwił mu – bez strat w stosunkach PL – USA – uniknięcie wpadki.
Pomysł Trumpa jest rodem bowiem z tych, które śnią kretyni. Rada Pokoju (Board of Peace, czy brzmi to jak: Zarząd Pokoju) to twór mający tworzyć politykę międzynarodową, choć ponoć idzie tylko o budowę 180 luksusowych wieżowców w Strefie Gazy. W statucie Rady, co dostrzegli dziennikarze „Times of Israel”, nie ma jednak żadnej informacji o Strefie Gazy. Więc o co idzie?

3 godzin temu









