Czytam sobotnią Gazetę Wyborczą.
Marcin Matczak nie chce krytykować 10 milionów wyborców Nawrockiego, tylko chciałby się dowiedzieć, jakie są przyczyny, iż tak głosują, a nie inaczej. Ani słowa o nauczaniu przedmiotów ścisłych.
Karolina Słowik opisuje działalność Barbary Nowackiej jako Ministry Edukacji. Chwali za zmniejszenie lekcji religii, gani Tuska, Trzaskowskiego i Kosiniaka za słabą skuteczność wprowadzania edukacji zdrowotnej. Ani słowa o nauczaniu przedmiotów ścisłych.
Kamil Fajfer martwi się o kondycję młodych mężczyzn z małych miejscowości. Gorzej wykształceni niż kobiety, mieszkają z rodzicami, sfrustrowani i głosują na Konfederację. Ani słowa o nauczaniu przedmiotów ścisłych.
Czy naprawdę, do k…y nędzy, tak trudno pojąć, iż niemal wszystkie nieszczęścia w Polsce biorą się z tego, iż matematyka/fizyka/chemia/biologia/geografia nie są osią nauczania, tylko jego marginesem.
Dyskutujemy o nauczaniu religii, o kanonie lektur, a młody człowiek nie rozumie, jak działa tranzystor, nie wie jak działa silnik na wodór, nie potrafi lutować, nie potrafi frezować, ani uszczelnić kranu.
Czytam w googlach: „W 2025 roku, według danych z raportu RAD-on, studentki stanowiły 33% ogółu studentów na publicznych uczelniach technicznych w Polsce, podczas gdy ogólny odsetek studentek na wszystkich uczelniach w Polsce wynosił 58%”.
Widać, iż problemem nie jest zbyt wysokie wykształcenie kobiet, tylko zbyt duża ilość ludzi studiujących przedmioty nie techniczne.
Tak na mój ogląd, Polsce potrzeba 80% ludzi z wykształceniem ścisłym. Niekoniecznie wyższym, ale także i średnim. Potrzeba ludzi, co potrafią coś pożytecznego zrobić.
Michał Leszczyński