Przez większą część roku w Ślepiotce nie ma wody – mówi dr Jerzy Parusel, który tę niewielką, ośmiokilometrową rzekę, w całości leżącą w granicach Katowic, zna od dziecka. Od 2017 r. mierzy jej przepływy co dwa tygodnie, próbując udokumentować coś, co dla wielu wciąż jest tylko wrażeniem: iż rzeka bardziej znika, niż płynie. W tle są szkody górnicze, ucieczka wody do górotworu i decyzje administracyjne, a także cieplejsze zimy bez śniegu i coraz dłuższe okresy suszy. Historia Ślepiotki to studium rozpadu systemu, w którym człowiek, klimat i krajobraz przestają działać w równowadze. Rodzi się pytanie, czy potrafimy jeszcze zatrzymać proces, który na naszych oczach zamienia rzekę w archiwum pamięci.
Magdalena Gościniak Podziewska: Znasz Ślepiotkę od ponad siedemdziesięciu lat. Gdybyś miał opisać jedną, najważniejszą zmianę, jaka w niej zaszła w ciągu Twojego życia, co by to było?
Jerzy Parusel: Przez większą część roku nie ma w niej wody. Dla przykładu podam zestawienie dni pomiarowych, w których stwierdziłem brak przepływu, przepływ niemierzalny (to znaczy nie mogłem zastosować pływaka) lub po obliczeniu miał wartości poniżej przepływu nienaruszalnego. To podsumowanie lat 2017-2022. Dla wszystkich pięciu punktów pomiarowych takich dni było 75 (51,7 proc.), dla punktu 4. (górna granica rezerwatu w przekroju Ślepiotki) – 84 (57,9 proc.). A więc co drugiego dnia pomiarów wody nie było lub nie wystarczało jej do zapewnienia życia biologicznego w Ślepiotce i w rezerwacie. Dodam, iż w aktualnym planie gospodarowania wodami dorzecza Odry został wyznaczony dla rezerwatu przyrody Ochojec następujący cel środowiskowy: zachowanie łęgu jako biotopu liczydła górskiego (wymaga zachowania naturalnych warunków wodnych). Czy ten cel zostanie osiągnięty? Plan nie wyznacza żadnych działań prowadzących do jego realizacji.
M.G.P.: Badasz Ślepiotkę od dziewięciu lat?
J.P.: Tak. Dokładnie od 4 marca 2017 r. Prowadzę pomiary najprostszych parametrów, jakie może zbadać osoba bez zaplecza naukowo-badawczego. Mierzę elementy, które pozwalają później obliczyć średni przepływ: przekrój poprzeczny koryta – jego szerokość i głębokość – oraz prędkość maksymalną przepływu i sam przepływ.
Prędkość maksymalną przepływu badam metodą pływakową. W Polsce nie ma ustandaryzowanego pływaka do takich pomiarów, więc zrobiłem go sam z kawałka drewna. Wrzucam go do wody – jeżeli woda jest, oczywiście – i mierzę czas, w jakim pokonuje określoną odległość. Następnie wprowadzam dane do odpowiednich wzorów (wzoru Matakiewicza) i obliczam średni przepływ, wyrażony w m3/s.
To parametr najważniejszy dla oceny stanu rzeki, a zwłaszcza dla sprawdzenia, czy zachowany jest tak zwany przepływ nienaruszalny.
M.G.P.: Co to znaczy „przepływ nienaruszalny”?
J.P.: To minimalny przepływ wody niezbędny do utrzymania życia biologicznego w rzece. Parametr fundamentalny przy każdej inwestycji hydrotechnicznej, niezależnie od jej skali – od grobli po regulację dużej rzeki, np. Odry.
Dla Ślepiotki przepływ nienaruszalny został określony w tzw. operacie wodnoprawnym dla stawu Pizamraty, położonego w Nadleśnictwie Katowice i wynosi 6 l/s (0,006 m3/s). To sześć litrowych słoików wody przelewających się w ciągu jednej sekundy. A tej ilości wody dziś tu po prostu nie ma.
M.G.P.: Jak więc określiłbyś kondycję Ślepiotki? Co zmieniło się w niej nieodwracalnie?
J.P.: W 2009 r. wydaliśmy monografię rezerwatu Ochojec, przez który przepływa Ślepiotka. Jeden z rozdziałów, autorstwa dra Czesława Grenia, dotyczył chrząszczy wodnych. Na terenie rezerwatu stwierdzono 36 gatunków tych owadów, w tym gatunki podgórskie, reliktowe. Dziś ich nie widuję. Pewnie ich nie ma. Tak przypuszczam, bo nie były ponownie badane.
A nie ma ich dlatego, iż w lipcu, czyli w kluczowym momencie ich cyklu rozwojowego, nie ma też przepływu w Ślepiotce. Woda w tej rzeczce płynie tylko w okresach biologicznie nieaktywnych, wczesną wiosną i jesienią, kiedy cykle fizjologiczne roślin i biologiczne zwierząt i innych organizmów związanych z wodą, więc od niej zależne, są uśpione.
Brak wody w czasie wegetacji oznacza śmierć życia biologicznego.
Dodam jeszcze, iż rezerwat Ochojec utworzono m.in. dla ochrony liczydła górskiego – gatunku stricte górskiego, reliktu na niżu Polski. W całej dolinie występuje siedemnaście gatunków górskich. To nie jest przypadek. Warunki, które panowały nad Ślepiotką – wilgoć podłoża i niska temperatura – tworzyły mikroklimat przypominający środowisko górskie. Niewielka, czternastometrowa dolinka zapewniała chłód i wilgoć. To wystarczało.
Rzeka Ślepiotka; zdj. Magdalena Gościniak
PodziewskaM.G.P.: Mamy zatem sytuację, w której Ślepiotka bardziej znika niż płynie. Procesy, które do tego doprowadziły, są naturalne czy wynikają z działalności człowieka? Co zdestabilizowało tę rzekę? Gdzie sytuujesz granicę między suszą a utratą rzeki?
J.P.: Decydujące znaczenie miało oddziaływanie antropogeniczne, przede wszystkim górnictwo głębinowe. Ślepiotka leży na obszarze górniczym najstarszej kopalni głębinowej w Polsce – Murcki fedrowała pod ziemią od 1769 r.
W Dolinie Ślepiotki widać też dawne ślady górnictwa powierzchniowego, ponieważ kopano tu węgiel również metodą odkrywkową (od połowy XVII w). Natomiast decydująca dla obecnego reżimu hydrologicznego była działalność podziemna. Woda zaczęła uciekać do górotworu.
Wyniki badania Głównego Instytutu Górnictwa, opisane zresztą w monografii rezerwatu, wskazują, iż około 10 proc. opadu atmosferycznego z tej zlewni spływa bezpośrednio do kopalni.
M.G.P.: Tych opadów, które dziś i tak są mocno deficytowe…
J.P.: Dokładnie tak. Reżim wodny został tutaj całkowicie zaburzony. A to tylko część problemu. Powyżej rezerwatu występuje zjawisko poniku – woda, która jeszcze płynie w Ślepiotce, ucieka w głąb ziemi przez uszkodzone warstwy gruntu. Potrzebne byłyby ogromne ilości wody, by mogła pokonać tę dziurę.
M.G.P.: Dlatego, iż woda zawsze spływa do najniższego punktu.
J.P.: Tak. To dodatkowo dobiło Ślepiotkę. A kolejnym ciosem była decyzja Nadleśnictwa Katowice.
W 2015 r. przeprowadzono remont grobli Pizamratów, stawu zapadliskowego z 1910 r., powstałego w wyniku szkód górniczych. Jego nazwa jest tłumaczeniem niemieckiego słowa Bisamratte, czyli piżmak, ssak ziemno-wodny. Zamontowano tam mnich przelewowy, który zatrzymuje wodę. Problem w tym, iż zrobiono to bez pozwolenia wodnoprawnego.
Prezydent miasta wydał w 2015 r. decyzję określającą konieczność zachowania przepływu nienaruszalnego – 6 l/s. Ta wartość nigdy nie została utrzymana. Nigdy.
Ekspertyza zamówiona przez nadleśnictwo pominęła w bilansie wodnym istotny element, na co zwrócił uwagę dr Tadeusz Molenda. Nie uwzględniono parowania z powierzchni stawu, a przecież to prawie hektar lustra wody. W przedstawionym bilansie wyglądało to tak: co wpłynęło, to wypłynęło. Nie było miejsca na to, iż część wody po prostu wyparowuje, a dopiero reszta może odpłynąć. Opracowanie powstało w sposób bardzo nieprofesjonalny.
Od tamtego czasu walczyłem z nadleśnictwem o egzekwowanie przepływu nienaruszalnego. Po dwóch spotkaniach – w tym z udziałem przedstawicieli zlewni – wymusiłem kontrolę Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Niestety, również te kontrole były, mówiąc wprost, skandaliczne.
Podczas kontroli nie zmierzono choćby przepływu wody. W protokole znalazł się jedynie zapis – na wniosek leśników – iż woda znajduje się w korycie. W późniejszym protokole dopisano także, iż woda występuje w bocznych dopływach lub rowach, które w przeszłości powstały z naturalnych cieków w wyniku ich przekształcenia.
Dlatego zdecydowałem, iż nie da się rozmawiać bez twardych danych. W 2017 r. rozpocząłem systematyczne pomiary w pięciu punktach, z czego trzy znajdują się w tej chwili na terenie rezerwatu. Pomiary wykonuję co dwa tygodnie. To już ponad 200 wizyt w Dolinie Ślepiotki.
M.G.P.: Kiedy mówiłeś z jednej strony o wpływie kopalni, a z drugiej o parowaniu, to rzeczywiście zaczyna się rysować granica między suszą a trwałą utratą wody. Jedno oddziałuje na drugie.
J.P.: Dawniej reżim tej rzeki był roztopowy – zasilanie wodami roztopowymi stanowiło bardzo istotny element bilansu. Dziś nie mamy pokrywy śnieżnej, nie ma więc wiosennego zasilania i napełnienia koryta. I wtedy zostają tylko ulewne deszcze, które niestety są krótkotrwałe. Woda przepływa przez Ślepiotkę adekwatnie bez zatrzymania, niezagospodarowana, niezaabsorbowana przez organizmy żywe związane z rzeką. To daje jej chwilowe podwyższenie stanu – i tyle. A przez większość roku, choćby jeżeli popada, to w korycie zostają tylko kałuże: pojedyncze, małe oczka, które niczego nie podtrzymują, nie dają życia.
Na dalszą część wywiadu zapraszamy do wydania marcowego.
dr Jerzy Parusel – ekolog, botanik, fitosocjolog i leśnik, wieloletni działacz na rzecz ochrony przyrody na Górnym Śląsku. Przez lata dokumentował najcenniejsze przyrodniczo obszary województwa śląskiego. Członek Państwowej Rady Ochrony Przyrody (PROP), najważniejszego organu opiniodawczo-doradczego w zakresie ochrony przyrody w Polsce. Współtworzył i przez wiele lat kierował Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska (CDPGS), instytucją zajmującą się badaniami, dokumentacją i popularyzacją wiedzy o przyrodzie regionu. Autor niemal 600 publikacji naukowych i popularnonaukowych, inicjator utworzenia rezerwatu Ochojec. Od lat dokumentuje przemiany hydrologiczne doliny Ślepiotki.
Magdalena Gościniak Podziewska – specjalistka ds. komunikacji projektów środowiskowych, związana z Ogólnopolskim Towarzystwem Ochrony Ptaków (OTOP). Zajmuje się tematyką różnorodności biologicznej, torfowisk i retencji wody, łącząc doświadczenie w ochronie przyrody z wieloletnią praktyką medialną i PR. Mieszka na Górnym Śląsku.
zdj. główne: Jerzy Parusel

1 godzina temu

















