– Dziób był jedną wielką raną – mówią działacze prozwierzęcy. Dorosły bocian połknął kotwicę z żyłką pozostawioną przez człowieka. Chwilę później razem z trzema zaplątanymi pisklętami spadł na jezdnię niemal pod koła samochodu. Ptaka nie udało się uratować. Pułapek na te piękne zwierzęta czeka dużo więcej – alarmują naukowcy z UPP.
Po Polsce rozlewa się historia bocianiej rodziny. Wczoraj wieczorem do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt Jelonki zadzwonił mężczyzna z informacją, iż na drodze w powiecie elbląskim znalazł dorosłego bociana i trzy jego młode. Wszystkie były oplątane żyłką wędkarską.
– Szczerze? Mieliśmy nadzieję, iż to jakiś bardzo kiepski żart – relacjonują pracownicy.
Chwilę później w ośrodku pojawili się dwaj mężczyźni z całą czwórką bocianów. – Uwierzcie nam, iż wtedy już nikomu nie było do śmiechu – dodają działacze.
Bocian skonał w katuszach
Dorosły bocian połknął pozostawioną przez człowieka kotwicę wraz z żyłką. Następnie przyniósł ją do gniazda. Prawdopodobnie próbując zwymiotować pokarm, zaplątał w żyłkę swoje trzy pisklęta. Potem było już tylko gorzej. Doszło do dramatycznej sytuacji: bocian odleciał z gniazda razem z zaplątanymi maluchami. Ptaki spadły na jezdnię niemal wprost pod nadjeżdżający samochód.
– Mamy wrażenie, jakby ten bocian celowo spadł na drogę szukając pomocy – dodają działacze.
Dorosły osobnik walczył do końca. Szamotał się, przewrócił na plecy, nie miał siły wstać. W panice uderzał skrzydłami o ziemię i o własne pisklęta. Dwóch mężczyzn próbowało go ratować, przecinając żyłkę, która oplątała dziób, język i całe ciało. Nie udało się. Padł chwilę później. Pomocni mężczyźni gwałtownie odplątali młode, zabrali wszystkie ptaki do samochodu i przywieźli do ośrodka. Dorosły bocian stracił życie jeszcze w samochodzie.
– Dziób był jedną wielką raną. Język był biały, martwy, oplątany – mówi SmogLabowi Anna Kamińska, kierowniczka Ośrodka Jelonki. – Kiedy wyciągnęliśmy żyłkę z wola dorosłego bociana, znaleźliśmy szkielet ryby z haczykiem i kotwicą.
Ktoś zostawił po sobie śmiertelną pułapkę. Ryba zerwała się i konała w żyłce. To zwabiło bociana, który próbował ją zjeść i sam skazał na śmierć siebie, a o mały włos także swoje młode. Jedna porzucona żyłka wystarczyła, by zniszczyć bocianie życie. – Jeden pan go przytrzymywał, drugi odcinał – tak kierowniczka pytana przez SmogLab opisuje próby ratowania bocianiego życia. – Ta ryba też konała w okrutnych cierpieniach.
- Czytaj także: Bociani „big brother”. Naukowcy z Poznania zamontowali im kamery [ZDJĘCIA]
„Jak można zrobić coś tak okropnego?”
Jedno z młodych bardzo ucierpiało. Jest słabe, choć dziś w zdecydowanie lepszym stanie, niż wczoraj. – Główkę miało dociśniętą do tułowia. Odseparowaliśmy je od rodzeństwa, żeby go nie męczyło. Dwa pozostałe maluchy miały zdecydowanie więcej szczęścia. Ucierpiały w niewielkim stopniu i dziś mają się lepiej. Dziś jedzą, klekoczą i są wesołe.
– Jak można zrobić coś tak okropnego? – zastanawia się Kamińska. Wspomina, iż niedawno do ośrodka trafił puszczyk, który szponami złapał się sztucznych rybek z żyłką na patyku. Akcja skończyła się interwencją straży pożarnej i wyłączeniem przez elektrownię linii wysokiego napięcia.
– Panowie wędkarze… tak często bierzecie udział w dyskusjach o ptakach, „szkodnikach”, kormoranach czy czaplach. A co powiecie o największym szkodniku, jakim bywa człowiek? – czytamy w mediach społecznościowych ośrodka.
Nawiązują do osób, pozostawiających po sobie góry śmieci, żyłki i haczyki, przez które regularnie cierpią i giną zwierzęta. Specjaliści apelują o zabieranie żyłek znad wody, niezostawianie po sobie haczyków oraz o reagowanie, w razie zauważenia śmieci po wędkarzach. Dla człowieka to tylko odpad. Dla zwierzęcia – wyrok śmierci.
To nie koniec pułapek. Bocianom zagraża znacznie więcej
Niedawno prof. Piotr Tryjanowski z Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu w rozmowie ze SmogLabam wskazał szereg zagrożeń, które ludzie sprowadzają na bociany.
– Utrata żerowisk – osuszanie łąk, mokradeł i pastwisk, intensyfikacja rolnictwa (duże monokultury, wczesne koszenie łąk, które niszczy pisklęta i pozbawia pokarmu). Tutaj też szalenie istotny jest brak wypasu na zewnątrz – wyliczał badacz.
Bociany najefektywniej żerują na otwartych, niskich łąkach, gdzie łatwo dostrzec i złapać ofiary, takie jak: owady, dżdżownice, drobne kręgowce. Wypas bydła czy koni utrzymuje roślinność na odpowiednim poziomie, a dodatkowo zwierzęta spulchniają glebę i przyciągają owady. To tworzy dla bocianów idealne warunki.
Naukowiec wskazał też kolizje z infrastrukturą: – Szczególnie nieizolowane linie energetyczne średniego napięcia (bociany giną na słupach i przewodach). Duża część populacji gnieździ się właśnie na słupach energetycznych.
- Czytaj także: Co się dzieje z polskimi bocianami? „Przyczyn może być kilka”
–
Zdjęcie tytułowe: BBA Photography/Shutterstock

1 godzina temu













