Artykuły Mussoliniego zwiastowały politykę prowadzoną dzięki tweetów
Populizm jest terminem niejasnym i ogólnikowym, często używanym nieprecyzyjnie, czasem wręcz mylnie. To wyraz amulet, po który się sięga za każdym razem w obliczu rzeczywistości niepokojącej, nieuchwytnej i groźnej, jakby służył do lingwistycznych egzorcyzmów. Obnosimy go wszędzie tak samo, jak niegdyś nosiło się w procesjach figury świętych patronów, by zażegnać kataklizm lub głód, podczas gdy należałoby posługiwać się nim ostrożnie i oszczędnie.
Jeśli o mnie chodzi, to starając się od wielu lat zrozumieć fenomen Mussoliniego i patrząc na niego z punktu widzenia pisarza XXI w., dysponując zatem podwójnym obrazem, jakbym miał dwuogniskowe soczewki i widział jednocześnie przeszłość i teraźniejszość, dostrzegłem w nim cechy charakterystyczne dla politycznej fizjonomii populizmu, zwłaszcza w sposobie sprawowania przywództwa. adekwatnie bardziej niż „cechy” są to reguły, normy działania. Zidentyfikowałem procedury i techniki polityczne, które 100 lat temu pozwoliły przywódcy faszyzmu uwieść Italię po tym, jak ją zgwałcił (albo choćby równocześnie), posługując się swymi paramilitarnymi bojówkami.
Personalizacja autorytarna
„Ja jestem narodem”. To pierwsza reguła populizmu Mussoliniego. Mussolini populista – i po nim wszyscy inni populistyczni przywódcy aż do naszych dni – zaczyna się od tego stwierdzenia. Jest aroganckie, pretensjonalne i nielogiczne, ale Duce na nim nie poprzestaje. Nie przejmując się tym, iż popada w logiczno-gramatyczną sprzeczność, formułuje także stwierdzenie odwrotne: „Naród jest mną”. O ile w pierwszej konstatacji zapędza się w przesadzoną synekdochę, o tyle w drugiej, redukując wielość do pojedynczej figury charyzmatycznego lidera, dokonuje zabiegu jeszcze bardziej niebezpiecznego. Termin „populista” jest jednym z tych wyrazów, które same w sobie wyjaśniają wszystko. Wszystko i nic. Utożsamienie jednostki ze zbiorowością jest tym samym co zredukowanie „wszystkiego” do „prawie niczego” pojedynczego bytu. Ja jestem narodem, naród jest mną. Zachłanne „ja” populisty poprzedza każdą myśl, argumentację czy każdy program, nadaje silne personalistyczne piętno wszystkim propozycjom politycznym.
W przypadku Benita Mussoliniego wejście do polityki tego „wszechżernego ja” zapowiedziała rewolucja w jego języku dziennikarskim. Widać ją w jego artykułach prasowych – błyskotliwych i skutecznych, na swój sposób doskonałych, które miały kilka wspólnego z ówczesnym stylem dziennikarskim, zwłaszcza zaś z dominującymi na początku XX w. tekstami pozostającymi jeszcze pod wpływem XIX-wiecznej kultury literackiej. Benito Mussolini nigdy nie zapomniał, iż zaczynał jako dziennikarz (przez 20 lat swojej dyktatury zachował prawo własności i – za pośrednictwem osób trzecich – kierownictwo założonej przez siebie gazety). Nam też nie wolno o tym zapominać.
Agitator z Predappio zadebiutował w życiu publicznym jako dziennikarz. Zanim założył „Il Popolo d’Italia”, wezwano go w 1912 r. z prowincji do Mediolanu, do kierowania organem prasowym socjalistów, dziennikiem „Avanti!”, tym samym, którego siedzibę w kwietniu 1919 r. pierwsi faszyści, zdemobilizowani ardyci, doszczętnie zdemolowali i podpalili.
Przyszły Duce zasłużył sobie na powierzenie mu tej funkcji sensacyjnym wystąpieniem na krajowym kongresie socjalistycznym w Reggio Emilia, gdzie brutalnie zaatakował paru sędziwych przedstawicieli umiarkowanego skrzydła partii za to, iż złożyli wizytę rannemu w zamachu królowi. Zmusił ich publicznie do przyznania się do sprzeczności, obrażał ich, a choćby znieważał. Wpadł w ekstazę retoryczną i podkreślał jeszcze ten swój stan przesadną gestykulacją. Wrzeszczał i złorzeczył, walił pięściami w trybunę i przeklinał. Publiczność się podzieliła. Niektórzy uznali go za szaleńca (…). Inni widzieli w nim przyszłość (…).
Tak czy owak, Mussoliniego powołano do kierowania gazetą socjalistów. I z pewnością nie było przypadkiem, iż siedem lat później pierwszym znaczącym aktem przemocy faszystowskich squadrystów zjednoczonych z nacjonalistami, ardytami i futurystami, przy biernym
Fragmenty książki Antonia Scuratiego Faszyzm i populizm. Mussolini dzisiaj, przeł. Alina Pawłowska-Zampino, Post Factum/Sonia Draga, Katowice 2025
Post Jak Duce uwiódł Włochy pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

5 dni temu














