Jak Cyfrowy Lewiatan pożera narody

myslpolska.info 5 godzin temu

„I sprawia, iż wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło. I iż nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia” (Ap.13,16-17).

W nowym, wspaniałym świecie technologii tracą znaczenie i sens znane dotychczas sposoby rządzenia ludźmi w postaci historycznych rodów, plemion, państw, narodów i wreszcie cywilizacji. Urzeczywistnia się za to idea rządu światowego, realizowanego przez globalne korporacje. Wielokrotnie zresztą ogłaszana przez finansowe elity na przykład przez Jamesa Warburga, który w senacie amerykańskim w 1950 roku zapowiadał: „Będziemy mieli rząd światowy, czy nam się podoba, czy nie. Jedyną otwartą kwestią pozostaje to, czy taki rząd zostanie osiągnięty siłą, czy dobrowolnie”. Powstaje pytanie, czy mamy już z nim do czynienia, czy nie?

W przekazach medialnych oraz w naukach politologicznych dominuje mapa mentalna osadzona na westfalskim sposobie urządzenia świata, wprowadzonym w 1648 roku. Był on oparty o państwa narodowe, rządzone do czasu przez monarchów a od 1919 (nieprzypadkowo – o czym dalej) demokratycznie. Jednak jak pokazuje chociażby wojna na Ukrainie „poziom sprawczości państwowych aktorów wciąż maleje, chociaż manifestują oni dla publiczności coraz bardziej pozorną siłę, a sami bywają coraz bardziej groteskowi” (Jacek Janowski, „Wielki i głęboki reset. Od demokracji do technokracji”, 2025, str. 179). Okazuje się, iż państwa narodowe Europy wespół postanowiły popełnić kulturowe, demograficzne i gospodarcze samobójstwo. Ich polityka analizowana w tradycyjnych kategoriach racji stanu lub interesu narodowego staje się niezrozumiała. Dlaczego na przykład dominujące gospodarczo w Europie Niemcy miałyby zniszczyć swój przemysł? Czemu służy utrata tożsamości narodowych? Podobne pytania można mnożyć.

Jeżeli rozumowanie nie wyjaśnia obserwowanego stanu rzeczy to reguła metodologiczna nakazuje zmienić przesłanki rozumowania. Przesłanką systemu międzynarodowego jest anarchizm przyjmujący, iż państwa są autonomiczne czyli, iż nie ma nad nimi żadnej instancji politycznej. Odpowiada to pojęciu autonomu w rozumieniu polskiej szkoły cybernetyki. Systemem autonomicznym jest taki, który steruje się (tj. wpływa na siebie i otoczenie) sam i we własnym, samodzielnie określonym interesie. o ile założenie to prowadzi do fałszywych wniosków to na mocy prawa negowania implikacji, samo jest fałszywe. jeżeli założenie o autonomii państw osłabimy do ich samosterowności, czyli przyjmiemy, iż państwa sterują się same, ale cel tego sterowania nie jest przez nie same (tj. ich elity) określany, to otrzymamy zgodność ze stanem rzeczy, który bezskutecznie próbuje wyjaśnić politologia. Oznacza to, iż ponad państwami istnieje jakaś architektura władzy.

Globalny syndykat i jego przejawy

Zarówno polityka USA, jak i Chin jest niezrozumiała z punktu widzenia ich interesów narodowych. Jaki jest cel Ameryki w prowadzonych przez nią wojnach na całym świecie? Zgodnie z teorią realizmu ofensywnego Johna Mearsheimera nie da się osiągnąć hegemonii światowej ze względu na ograniczenie projekcji siły przez oceany (por. „Tragizm polityki mocarstw”, 2019, str. 52 i str. 140 i nast.). USA wyraźnie realizują jakiś inny, mocno osadzony cel. Nieudana próba jego zmiany na cel narodowy, jakim było poparcie ruchu MAGA dla Donalda Trumpa, spaliła na panewce. Polityczną bezradność narodu amerykańskiego, nominalnie rządzącego najsilniejszym do tej pory państwem świata, potwierdza wypowiedź szefa największego, szacowanego na 13,5 biliona dolarów funduszu inwestycyjnego BlackRock – Laurence’a Finka, który w 2023 roku oznajmił, iż z jego punktu widzenia nie ma znaczenia, który z kandydatów na prezydenta wygra, gdyż korporacje w jakich ma udziały finansują obydwie strony. Wspierane propagandą wyparcie przez masy wiedzy o tworzeniu się światowych struktur władzy i administracji umożliwia Finkowi otwarte ogłoszenie końca demokracji w Ameryce.

Podobnie trudno wyjaśnić po co wprowadzono ograniczenia pandemiczne w Chinach, które przejęły Światową Organizację Zdrowia po tym jak wycofały się z niej Stany Zjednoczone. „Wiele wskazuje na to, iż podzielane przez publicystów, polityków i naukowców przekonanie na temat opozycyjnego charakteru państw BRICS+ pod chińskim przewodnictwem wobec państw G7 pod amerykańską hegemonią nie odpowiada rzeczywistej sytuacji politycznej i ekonomicznej świata […] O biegu światowych spraw mniej decydują instytucje państwowe i międzypaństwowe, w tym również takie jak BRICS i G7, a więcej poza- i ponadnarodowe, takie jak Światowe Forum Ekonomiczne, Komisja Trójstronna, czy Grupa Bilderberg. Światową spójność obydwu poziomów (nominalnego i realnego) zapewniają m.in. formuły partnerstwa publiczno-prywatnego na rzecz światowych wyzwań, np. w ramach ID2021 czy GAVI, oraz umowy partnerskie, np. w celu prac nad CBDC zawarta między Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych i Chińską Republiką Ludową” (J. Jankowski, tamże, str. 180).

Spektakularnym przykładem uzależniania całych państw i ich populacji od kontroli globalnego establishmentu jest porozumienie z 28 czerwca 2019 roku między Unią Europejską a Argentyną, Brazylią, Paragwajem, Boliwią i Urugwajem. Byłby to kolejny, niewytłumaczalny w klasycznych kategoriach politycznych przykład sterowania się państw w celu utraty własnego bezpieczeństwa żywnościowego. Następnymi zaś mogą być destabilizujące polityki wewnętrzne, imigracyjne i wojenne. „Eskalowanie międzynarodowych konfliktów wkracza w tej chwili w najwyższy poziom strukturalnych sprzeczności skutkujących wciąganiem przez upadający Zachód w wojenny zamęt rozwijającego się chińsko-azjatyckiego Wschodu, aby na nowo – transbiegunowo urządzić świat. Miałby on być rządzony z wykorzystaniem: a) technologii identyfikacji cyfrowej i sztucznej inteligencji, b) ideologii zrównoważonego rozwoju i transformacji klimatycznej oraz c)ekonomii kapitalizmu inkluzywnego i cyfrowego pieniądza. […] Będzie to zapowiadana już od dawna globalna cywilizacja informacyjna jako zbudowana na centrach przetwarzania danych redefinicja, reorientacja i reorganizacja życia ludzkiego w kierunku życia cyfrowego. Cyfryzacja ze wszystkimi jej aktualnymi i potencjalnymi konsekwencjami w postaci morfizacji, automatyzacji, anonimizacji i anihilacji staje się wspólnym mianownikiem zachodnio-północnego G7 i wschodnio – południowego BRICS w ramach jednego – poszerzanego do niedawna G20, a w tej chwili wraz z Unią Afrykańską G21” (tamże, str. 180).

Nieprzypadkowo zatem znajdująca się na „wschodniej flance NATO” Polska jest championem informatyzacji a jednocześnie przoduje w dysfunkcjonalności swojego systemu prawnego. Niemożliwa do opanowania inflacja prawa stanowionego prowadzi w swojej konsekwencji do zastąpienia prawa automatycznymi systemami cyfrowymi. Widać to już w takich systemach jak Centralna Ewidencja Kierowców, czy Centralna Ewidencja Pojazdów, które mają zostać zintegrowane w jedną CEPIK, czy systemie KSEF, który po rozbudowie docelowo może zastąpić niezrozumiałe już dla nikogo prawo podatkowe. Prawo polskie jest systematycznie zastępowane regulacjami unijnymi, od których implementacji uzależnia się pozyskanie funduszy unijnych. Premierzy podpisują tajne umowy wojskowe bez asygnaty Sejmu, jednoosobowo (w tajemnicy przed kierowanym przez siebie rządem?) zgadzają się na transformację klimatyczną a prezydent odrzuca pomysł referendum w tej sprawie. Trudno nie odnieść wrażenia, iż władze w Warszawie nie decydują o polityce państwa, a ich funkcja polega na oszukiwaniu rządzonych. Taka interpretacja faktów każe stwierdzić, iż państwo polskie nie jest choćby systemem samosterownym, ale jedynie sterownym – niczym samochód, którym dowozi się personel do miejsca przeznaczenia.

Fikcja suwerenistycznego azylu

Oponenci globalizacji proponują strategię powrotu do państwa narodowego i demokracji, które uważają za rzeczywistą alternatywę dla postępującego globalizmu. W ich optyce elity globalistyczne wracają do myślenia dynastycznego i systemu feudalnego, odesłanego do lamusa wraz z rozwojem państw narodowych (vide: Michał, Kuź, „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze”, 2024, Magdalena Ziętek – Wielomska, Adam Wielomski „Państwo narodowe i jego wrogowie”, 2020). Wystarczy zatem przywrócić państwo narodowe. Kłopot w tym, iż z cybernetycznego i historycznego punktu widzenia jest to prezentystyczne nieporozumienie, bazujące na wyobrażaniu sobie ustroju feudalnego na podobieństwo scentralizowanych państw współczesnych a państw narodowych jako demokracji realizujących wolność od feudalnego ucisku.

Historyczne średniowiecze tworzyło rozproszony system polityczny oparty na prywatnych umowach i zasadzie „wasal mego wasala, nie jest moim wasalem” (vide np: Regine Pernoud, „Blask średniowiecza”, 2022). Był to ustrój bliższy współczesnym ideałom libertariańskim niż nowożytnemu centralizmowi, mylonemu z domniemanym feudalizmem (dla ilustracji błędu: gdyby Polska miała w tej chwili ustrój feudalny to wojewoda lubelski nie podlegałby rządowi w Warszawie). Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (I Rzesza) można w dużej mierze uznać za instytucjonalną i społeczną „skamielinę” porządku feudalnego. W epoce nowożytnej, gdy Europa Zachodnia dynamicznie budowała absolutystyczne, scentralizowane państwa narodowe, Cesarstwo zakonserwowało rozproszenie władzy, przekształcając średniowieczny feudalizm w unikalny, skomplikowany system prawno-ustrojowy.

Powstawanie państw narodowych, początkowo monarchicznych potem demokratycznych, zbiega się z procesem globalizacji nieprzypadkowo. Westfalski porządek po 1648 roku uskutecznił w ramach monarchii centralizację, która kreowała dług publiczny w miejsce wcześniejszego prywatnego długu monarchy. Już dług zaciągany przez Napoleona był długiem wszystkich Francuzów. Zniesienie systemów monarchicznych w 1919 roku umożliwiło sterowanie masami przez emisję długu wieczystego banków centralnych. Konferencja w Bretton Woods z 1944 roku ustanawiała system finansowy oparty o dolara. Konsensus waszyngtoński z 1989 roku narzucał światu demoliberalną globalizację ideową. Wielki Reset z 2020 roku zapowiadał technokrację eliminującą resztki państw narodowych i wprowadzenie omówionego wyżej bezpośredniego bata behawioralnego. W toku historycznej ewolucji elity finansowe tworzyły stopniowo nadsystem sterujący państwami. Państwa narodowe były im w tym procesie potrzebne do uzyskania skokowego przyrostu mocy swobodnej do poziomu wymaganego dla globalnego sterowania. w tej chwili państwa narodowe stały się zbędne i pozostaje pytanie na czym ma polegać ich przywrócenie?

Fikcja narodowej kasy

Państwo narodowe zwiększało dochody elit finansowych a tym samym ich wpływ na rzeczywistość, umożliwiając globalizację i tworzenie rządu światowego. Banksterzy od zawsze, tj. od starożytności zarabiali na obsłudze długu rządowego. Wielkość sektora rządowego oraz poziom jego długu jest obiektywną miarą eksploatacji społeczeństwa, tak samo jak poziom podatków i zadłużenia każdej rodziny jest miarą jej eksploatacji. Literacko przedstawił to Bolesław Prus w powieści „Faraon”. Dopóki rząd był prywatny (monarchiczny) nie był wstanie przejąć znaczącej części dochodu i tym samym zaciągać wielkich długów. Od XI do połowy XIX wieku kształtował się on na poziomie 5-10% PKB, przekraczając 15% tylko w przypadku Niemiec (Hans-Hermann Hoppe, „Demokracja – bóg, który zawiódł”, 2006, str. 97). „W trakcie centralizacji politycznej w XVI i XVII wieku pojawiły się nowe źródła dochodów rządu: cła, opłaty akcyzowe i podatek od ziemi. Mimo to do połowy XIX wieku wśród wszystkich państw Europy Zachodniej tylko w Wielkiej Brytanii obowiązywał podatek dochodowy (od 1843 roku). Francja po raz pierwszy wprowadziła rodzaj podatku dochodowego w 1783” (tamże, str. 98). Dla porównania udział publicznego sektora rządowego w PKB osiągnął 50% w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wzrost sektora rządowego wprost proporcjonalny do procesów globalizacji sugeruje przyczynowe powiązanie obu procesów, które potwierdzone jest wzrostem publicznego zadłużenia i mechanizmem transmisji zysków z jego obsługi.

Różnica wielkości między prywatnym a publicznym rządem jest doskonale widoczna w ich zadłużeniu. Dług monarchii brytyjskiej rósł w czasie wojen a malał w czasie pokoju. W 1748 roku wynosił 76 milionów funtów, w 1783 roku – 232 milionów funtów, w 1815 roku – 900 milionów funtów. „Tymczasem od nastania epoki demokratyczno – republikańskiej dług brytyjski cały czas rósł zarówno w okresach wojny, jak i pokoju. W 1920 roku wynosił 7,9 miliarda funtów, w 1938 roku – 8,3 miliarda, w 1945 roku – 22,4 miliarda, 1970 roku – 34 miliardy, a od tego momentu rósł gwałtownie, by w 1987 roku osiągnąć wartość ponad 190 miliardów funtów” (tamże, str. 103). Podobnie dług amerykańskiego rządu federalnego z 25 miliardów dolarów w 1919 roku wzrósł do 370 miliardów w 1971 roku a po 1971 roku, gdy zniesiono wymienialność dolara na złoto eksplodował do 6 bilionów dolarów w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i przez cały czas bezprzykładnie rośnie. Wzrost długu publicznego przekraczający wzrost sektora publicznego dowodzi, iż moc społeczna jest przekazywana poza państwo, dzięki mechanizmowi alimentacji (zasilania), jaki umożliwia demokracja.

Choć królowie robili co mogli, żeby wzbogacić się kosztem społeczeństwa, na przykład monopolizując bicie pieniądza, czy zmniejszając zawartość kruszcu w monetach, to nigdy nie udało im się wprowadzić pieniądza fiducjarnego bez pokrycia. Eksperymenty związane z bankiem Amsterdamu, Bankiem Anglii, Johnem Lawem i Banque Royal de France miały charakter lokalnych wybryków i kończyły się finansową katastrofą. „Nikomu, choćby królowi, nie ufano by, gdyby dysponował tak niezwykłym monopolem. Dopiero w warunkach demokratycznego republikanizmu – rządów anonimowych i odpersonalizowanych – udało się dokonać tego wyczynu” (tamże, str.100). W konsekwencji waluta ulega stałej inflacji i deprecjacji. Na przykład wskaźnik cen artykułów konsumpcyjnych w USA wzrósł z 40 w 1971 roku do 136 w 1991 roku; w Wielkiej Brytanii z 24 do 137 (ponad pięciokrotnie); we Francji z 56 do 116. Oznacza to, iż co 20 lat ceny towarów zwiększały się od 2,5 do 5 razy pomimo równoległego bezprecedensowego wzrostu wydajności pracy. Dla porównania ceny w Wielkiej Brytanii „w 1760 roku były znacznie niższe niż sto lat wcześniej, a w 1860 niższe niż w 1760 roku” (tamże, str. 101).

Fikcja narodowej władzy

Elity globalistyczne nie myślą dynastycznie. Dynastie legitymowały się zawsze jawnością i utożsamiały z zarządzanym terytorium, kapitalizując swoją rentę monopolową. Król panował mając na uwadze dłuższy horyzont czasowy, co ograniczało poziom eksploatacji zasobów: każdy zaciągany dług zmniejszał jego przyszły majątek. Dla bankierów monarchia jest niewygodna z dwu powodów. Po pierwsze ogranicza ich dochody a po drugie stanowi konkurencję w dziedzinie długofalowej polityki. Elitom finansowym odpowiada demokratyczny polityk, który zamiast utrzymać lub powiększyć wartość majątku, będzie starał się zużyć jak najwięcej rządowych zasobów, bo „to, czego nie skonsumuje teraz, nie będzie mógł skonsumować nigdy […] W szczególności zarządca – w przeciwieństwie do prywatnego właściciela rządu – nie będzie miał powodów, żeby nie doprowadzać kraju do ruiny” (tamże, str. 89). Ruinę poszczególnych państw widać dzisiaj doskonale. Zysk globalistów bazuje na demokratycznym rozmyciu odpowiedzialności i zakulisowym sterowaniu finansowym. „Kiedykolwiek król zapożycza się u obywateli (sprzedaje im obligacje), to gwarantuje zwrot pożyczki prywatnym majątkiem (którego wartość w związku z tym spada). Od demokratycznego zarządcy niczego takiego się nie wymaga. Może on cieszyć się wszystkimi korzyściami płynącymi ze wzrostu aktualnych wydatków, podczas gdy odpowiedzialność za długi i obniżenie wartości mienia staje się po jego odejściu problemem innych. Dług rządu demokratycznego będzie więc większy i będzie rósł szybciej niż dług monarchów” (tamże, str. 132).

Inaczej niż w monarchii, przeciętny obywatel nie ma do kogo skierować swych frustracji. Ludzie na ogół uważają kradzież za niemoralną i dlatego uważnie przyglądają się postępkom księcia. Inaczej jest w systemie nieograniczonego dostępu do (publicznej) władzy, który każdemu pozwala otwarcie wyrażać pragnienia cudzej własności. Do władzy dochodzą ludzie najbardziej pozbawieni hamulców moralnych. Obywatel jest urabiany w przekonaniu, iż rządzi nim wyłoniona w wyborach reprezentacja suwerennego narodu. Reprezentacja ta jednak za nic nie odpowiada (jak wiadomo najbardziej bezużytecznym urzędem III RP jest Trybunał Stanu). „Psychologiczny mechanizm demokracji tłumaczy masową wrogość wobec przymusowego położenia poddanych w stosunku do znanego im dobrze władcy, a zarazem masowe poparcie dla dobrowolnego zniewolenia obywateli przez anonimowe państwo. Zakulisowe wyzwalanie pospolitej zazdrości wobec prywatnego monarchy tłumaczy dobrowolne przyjmowanie niepomiernie większych niedogodności powodowanych przez publiczne rządy jakoby przez siebie ustanawiane” (J. Janowski, „Wielki i głęboki reset….”, (str. 341).

Ideowa bezalternatywność rozwiązania demokratycznego stanowi o jego totalitarnym charakterze. „Wszystkie współczesne demokracje, podobnie jak ich amerykański pierwowzór, są organizacjami opartymi na przymusowej: przynależności, integracji, redystrybucji, reedukacji, resocjalizacji, dobroczynności, zapobiegliwości, wrażliwości i solidarności. Przymusowość odbiera im jednak najważniejszy i konstytutywny walor, niszcząc życie społeczne, ograniczając rozwój gospodarczy i deprawując postawy” (tamże, str. 311). Powołując się na utopijne dyrektywy demokratyczne, zyskuje się quasi religijną legitymację do rządzenia. Jest ona tak silna, iż choćby pacyfikowanemu narodowi umknie naoczny dowód na brak suwerenności. Tak jak nie zauważyli tego Polacy ustawiający się niedawno w kolejkach do eksperymentów medycznych, czego w tej chwili nie chcą choćby pamiętać.

Ideologia demokratyzmu jest kamuflażem dla finansowego komunizmu, czyli operacji uwspólnienia długu przez rządowy monopol pieniądza fiducjarnego. To rozwój tego mechanizmu spowodował upadek monarchii na całym świecie. Monarcha kontrolujący swoje zadłużenie został pokonany przez republikę z większym kredytem. Demokratyczne zadłużenie jest nieograniczone, bo naród, który nie ma do kogo zaadresować swoich resentymentów, można eksploatować prawie bez końca. Dlatego nie jest historycznym przypadkiem, iż rządy finansjery zaczynają się gwałtownie rozwijać właśnie w systemach republikańskich i demokratycznych, a nie w monarchiach. Zaczęło się od republik włoskich miast z Wenecją na czele. Potem był Amsterdam i jego giełda, chwalebna rewolucja w Anglii, rządy parlamentu i Banku Anglii (czytaj: Rotszyldów), a następnie rewolucja francuska i wojna secesyjna w Stanach Zjednoczonych.

Mane, tekel, fares

Państwo narodowe jest likwidowane, ponieważ wykonało już swoją robotę. Współczesne metody zarządzania behawioralnego nie potrzebują ideologii narodowych, które wcześniej tłumaczyły ludziom konieczność pracy dla globalistycznej finansjery oraz potrzebę ginięcia w jej światowych wojnach. Powrót do dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu się zatem nie uda. Nowożytny nacjonalizm powstał jako produkt uboczny na glebie upadającej cywilizacji łacińskiej, na potrzeby rządzących elit, w wyniku sponsorowanej przez te elity powszechnej edukacji, masowej prasy i popkultury. Teraz zaś elity go nie potrzebują, bo mają technologię inwigilacji Palantira. A nacjonalizm sam się nie zrobi. Wbrew bowiem temu, co się wciąż sądzi i pisze naród nie posiada duszy, nie ma rozumu i nie ma woli. Naród nie może być źródłem żadnej władzy a wyrażenie „suwerenność narodu” to oksymoron.

Z logicznego punktu widzenia pytanie o suwerena brzmi: „nad kim?”. Naród nie może być sam dla siebie autorytetem. Człowiek jest żyworodnym ssakiem a jego potomstwo do osiągnięcia społecznej dorosłości potrzebuje edukacji i wychowania, które bez autorytetu (czyli władzy) jest niemożliwe. Wyniki ludzkiego dorastania są zawsze różne. Co sprawniejsze jednostki stają się autorytetami w określonych dziedzinach. Dla większości ludzi jest to autorytet w rodzinie lub u sąsiadów. Tylko nieliczni wyrastają na politycznych liderów, co jest zresztą przejawem zdrowia, bo nadprodukcja elit jest zawsze przyczyną społecznych kryzysów. Fakt, iż takich pretendentów jest zawsze nadmiar, jest bardzo wygodny dla realizacji najstarszej reguły politycznej: divide et impera. Zgodnie bowiem z popularnym powiedzeniem: „demokracja demokracją ale ktoś tym musi rządzić”. Sam fakt, iż polityki demokratycznej nie daje się uprawiać z jedną reprezentacją całego narodu bez żadnych partii i frakcji wymownie demaskuje iluzję jego „samostanowienia”. To, iż ostatecznie zawsze ktoś musi występować w imię narodu, potwierdza biblijną a nie demokratyczną teorię władzy pochodzącej „z góry” a nie od ludu.

Suwerenność i samostanowienie narodów są prawnymi dyrektywami, a nie faktami: nie mówią, co jest, tylko co ma być. Zostały wymyślone przez autorytety i są uznawane na skutek społecznego uznania tych autorytetów, jak każda ideologia polityczna. Naród jest strukturą hierarchiczną, jak wszystkie inne naturalne struktury: rodzina, ród, plemię, szkoła, kościół czy uniwersytet. Naród opiera się na samoidentyfikacji jednostek z otrzymanym przez nie kodem cywilizacyjnym oraz historią jego realizacji. Narodowość jest dobrowolna, w przeciwieństwie do przymusowego państwa, czy biologicznie zdeterminowanego etnosu. Wymaga jednak tradycji a nie każdy ich rodzaj umożliwia powstanie narodu. Według Feliksa Konecznego narody powstały w tradycji łacińskiej na miejscu zlikwidowanej struktury rodowo-plemiennej, jako szeroka społeczna identyfikacja i kooperacja oparta na utrwalonej w obyczaju moralności. „Narodowość może się zjawić dopiero po całkowitej emancypacji rodziny. Sama ta okoliczność wyklucza od pojęcia narodowości cywilizację turańską, arabską, bramińską i chińską”.

Ponieważ tradycja i kultura łacińska są w tej chwili w zaniku, żadnych narodów niedługo nie będzie. Świat rozpada się na naszych oczach na neopogańskie plemiona i biologiczne etnosy. Będą one ze sobą nieustannie walczyć o przetrwanie, będą pacyfikowane, depopulowane i bezwzględnie wykorzystywane przez technologiczne korporacje. Ogłupiała, pozbawiona tradycyjnych i naturalnych autorytetów, zatomizowana przez technologię jednostka, będzie szukała jakichkolwiek dostępnych jej sposobów przetrwania. Może znaleźć je tylko w pierwotnej, biologicznej identyfikacji z plemieniem. Tak właśnie będzie wyglądać nadchodzący nowy porządek świata.

Zakorzeniony w XIX-wiecznym romantyzmie lub pozytywizmie ruch narodowy faktycznie dokonał przebóstwienia narodu. Oświeceniowe idee postawiały naród w miejsce Boga, jako ostateczne źródło moralności i władzy. Z punktu widzenia tradycyjnej teologii katolickiej odbieramy dzisiaj karę za bałwochwalstwo (idolatrię). Rozpad narodów na neopogańskie plemiona nie jest żadnym wypadkiem przy pracy historii, czy sukcesem inżynierii Palantira. Jest logiczną konsekwencją duchowej zdrady. Bożek narodu postawiony w miejsce Boga, okazuje się bezsilny w starciu z Cyfrowym Lewiatanem.

Włodzimierz Kowalik

Na zdjęciu: Alex Karp (z lewej), jeden ze współzałożycieli Palantira

Myśl Polska, nr 35-36 (130.08-6.09.2026)

Idź do oryginalnego materiału