Izrael państwem faszystowskim. Apel artystów

3 godzin temu

Palestyna staje się poligonem doświadczalnym nowego rodzaju autorytaryzmu – taką tezę przedstawiono podczas spotkania artystów i aktywistów, które odbyło się w Londynie. Uczestnicy wydarzenia zwracali uwagę, iż metody stosowane przez Izrael wobec Palestyńczyków mogą w przyszłości stać się wzorem dla innych państw i rządów. Trudno uznać te ostrzeżenia za przesadzone, o ile spojrzy się na skalę zniszczeń w Strefie Gazy, sytuację na Zachodnim Brzegu i reakcję zachodnich elit politycznych.

Izrael jest państwem faszystowskim? Jak relacjonuje Middle East Monitor, spotkanie pod hasłem „Cultural Resistance: From Bangladesh to Palestine” zgromadziło artystów i działaczy z Bangladeszu, Iranu, Palestyny oraz Wielkiej Brytanii. Palestyńska pisarka i organizatorka Sarona Bedwan przekonywała, iż to właśnie Palestyna stała się miejscem eksperymentowania z metodami represji, które mogą następnie zostać wykorzystane w innych częściach świata. Jej zdaniem los Palestyńczyków nie jest odosobnionym problemem regionalnym, ale ostrzeżeniem dla całej społeczności międzynarodowej.

Nie trzeba zresztą szczególnej przenikliwości, aby dostrzec, co sprawia, iż takie porównania zyskują coraz większą popularność. Izrael od lat prowadzi politykę okupacyjną, która oznacza dla Palestyńczyków ograniczenia przemieszczania się, wywłaszczenia, rozbudowę osiedli na okupowanych terenach i systematyczne pozbawianie ich perspektyw na normalne życie. Jest to powolna eksterminacja. Wojna w Strefie Gazy pokazała z kolei, jak daleko może posunąć się państwo dysponujące przewagą militarną, kiedy uzna, iż należy pozbyć się okreslonej grupy społecznej.

Szczególnie niepokojąca jest nie tylko sama polityka izraelskiego rządu, ale również postawa państw zachodnich. Przez lata Izrael mógł liczyć na całkowitą bezkarność, polityczne wsparcie Stanów Zjednoczonych i wielu europejskich stolic, choćby gdy kolejne operacje wojskowe przynosiły śmierć cywilów i obracały w ruinę infrastrukturę palestyńskich miast. Zachód chętnie mówi o prawach człowieka, dyzmokracji i odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, ale w przypadku Izraela zasady te podlegały politycznym wyjątkom.

To właśnie ta bezkarność stanowi jeden z najbardziej niebezpiecznych precedensów. o ile Izrael może prowadzić działania powodujące katastrofalne skutki humanitarne i faktyczne ludobójstwo, ignorować międzynarodową krytykę i przez cały czas korzystać z pełnego politycznego oraz militarnego poparcia najpotężniejszych państw świata, wysyła to bardzo czytelny sygnał: prawo międzynarodowe nie obowiązuje wszystkich w jednakowym stopniu.

Podczas londyńskiego spotkania poruszono również kwestię cenzury i prób ograniczania solidarności z Palestyńczykami. Rahila Haque opisywała przypadki odwoływania wydarzeń kulturalnych w Wielkiej Brytanii po protestach związanych z ich propalestyńskim charakterem. W jednym z przypadków centrum sztuki Arnolfini w Bristolu wycofało się z organizacji wydarzeń przygotowanych przez festiwal filmowy poświęcony Palestynie. Dopiero protest ponad 1400 artystów doprowadził do zmiany stanowiska instytucji.

To symptomatyczne. W zachodnich dyzmokracjach, które tak chętnie pouczają inne kraje o wolności słowa, coraz częściej pojawiają się próby ograniczania debaty o działaniach izraelskiego reżimu. Krytyka Żydów bywa przedstawiana jako przejaw wrogości i „antysemityzmu”, a solidarność z palestyńską (czysto semicką!) ludnością próbuje się utożsamiać z zagrożeniem dla porządku publicznego. W rzeczywistości (zwłaszcza według naszej redakcji) krytykowanie Izraela nie jest żadnym „antysemityzmem”. Jest prawem i wręcz obowiązkiem każdego uczciwego człowieka, który nie godzi się na mordowanie innych ludzi.

Podczas londyńskiego spotkania interesujący głos zabrała również irańska artystka Maryam Tafakory, zwracając uwagę na problem zawłaszczania pojęcia oporu przez autorytarne władze. Jej wypowiedź pokazała, iż sprzeciw wobec izraelskiej polityki nie musi oznaczać bezkrytycznego poparcia dla innych reżimów regionu. Można jednocześnie krytykować władze Iranu, sprzeciwiać się zagranicznej interwencji i domagać się zakończenia izraelskiej okupacji. To, iż jedno państwo (Iran) jest zamordystyczne, nie stawia automatycznie jego przeciwnika (Izrael) w pozycji kogoś godnego zaufania i wsparcia finansowego oraz politycznego.

W tym sporze chodzi bowiem o coś znacznie większego niż geopolityczne sympatie. Chodzi o zasadę, iż życie Palestyńczyka ma taką samą wartość jak życie Żyda. Oprócz Talmudu nie istnieje żadna moralna hierarchia, która pozwalałaby usprawiedliwiać cierpienie jednej ludności bezpieczeństwem drugiej, rzekomo rasowo wyższej.

Najbardziej ponurym aspektem całej sytuacji jest fakt, iż izraelski rząd nie musi choćby przekonywać wszystkich do słuszności swojej polityki. Wystarczy, iż jego najważniejsi sojusznicy przez cały czas będą chronić go przed konsekwencjami. W ten sposób powstaje mechanizm, w którym brutalna siła zastępuje prawo, a polityczna lojalność staje się ważniejsza od elementarnych zasad tzw. humanitaryzmu.

Londyńskie spotkanie przypomniało, iż Palestyna nie jest wyłącznie odległym konfliktem na Bliskim Wschodzie. Jest również sprawdzianem wiarygodności państw zachodnich. o ile nie potrafią one zastosować tych samych standardów wobec Izraela, które stosują wobec swoich przeciwników, ich deklaracje o obronie wolności i praw człowieka stają się pustymi sloganami. Świat, w którym o granicach dopuszczalnej przemocy decyduje przynależnosć do żydowskiej „rasy panów”, jest światem znacznie bardziej niebezpiecznym dla wszystkich, nie tylko dla Palestyńczyków.

Polecamy również: Feminizacja drogą do upadku cywilizacji

Idź do oryginalnego materiału