Iran zestrzelił drona na południu kraju. To polski Tiguar M w rękach Amerykanów

dzienniknarodowy.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Iran zestrzelił drona na południu kraju. To polski Tiguar M w rękach Amerykanów


Irański Korpus Strażników Rewolucji pochwalił się zestrzeleniem bezzałogowca, który okazał się polską konstrukcją. To Tiguar M, dron rozpoznawczy firmy uAvionics, którego zdjęcia z Iranu obiegły świat. Maszyna miała być wykorzystywana przez amerykańskie wojsko, a jej obecność nad Bliskim Wschodem pokazuje, jak daleko trafia dziś polska myśl techniczna.

Zestrzelony na południu Iranu

O zestrzeleniu poinformował irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Według tych doniesień maszynę strącono na południu kraju, w prowincji Kohgiluyeh i Bojerahmad, a dokonać tego miała 48. Brygada Fath. Irańczycy zidentyfikowali bezzałogowca jako polski Tiguar M i podali, iż był obsługiwany przez armię Stanów Zjednoczonych.

Zdjęcia szczątków gwałtownie rozeszły się po świecie. Widać na nich stosunkowo dojrzałą konstrukcję, a nie prowizoryczny sprzęt, co przyciągnęło uwagę analityków wojskowych. Dla polskiego czytelnika najważniejszy jest jeden szczegół: nad Iranem spadła maszyna zaprojektowana i zbudowana w Polsce.

Co potrafi Tiguar M

Tiguar M to bezzałogowiec rozpoznawczy opracowany przez polską firmę uAvionics. Ma rozpiętość skrzydeł około 4,1 metra i masę startową do 25 kilogramów. Potrafi utrzymać się w powietrzu przez blisko dwadzieścia godzin, a jego zasięg sięga 1800 kilometrów przy prędkości maksymalnej do 160 kilometrów na godzinę.

To parametry maszyny przeznaczonej do długotrwałej obserwacji i utrzymywania łączności nad wyznaczonym obszarem. Nie jest to uzbrojony dron uderzeniowy, ale platforma, która ma dostarczać obraz i dane z dużej odległości. W nowoczesnym polu walki taka rola bywa równie ważna jak zdolności bojowe.

Droga z Filipin na Bliski Wschód

Z ustaleń wynika, iż Tiguar M był testowany przez amerykańskich żołnierzy sił specjalnych podczas ćwiczeń Balikatan 2026 na Filipinach. Stamtąd, wraz z amerykańskim wojskiem, maszyna miała trafić w rejon Bliskiego Wschodu. Na zdjęciach zwraca uwagę zamontowany na kadłubie terminal łączności satelitarnej typu Starlink lub Starshield, dołożony w sposób improwizowany, prawdopodobnie po to, by utrzymać kontakt z operatorami.

Ta droga pokazuje, jak polski sprzęt wchodzi do obiegu w armiach sojuszników i jak gwałtownie może znaleźć się w rejonie realnego konfliktu. Konstrukcja z polskiej firmy trafiła najpierw na ćwiczenia w Azji, a potem w strefę napięcia między Waszyngtonem a Teheranem.

Polski akcent w globalnej rozgrywce

Sprawa ma dla Polski dwie strony. Z jednej pokazuje, iż rodzimy przemysł bezzałogowców tworzy sprzęt na tyle dojrzały, iż sięgają po niego siły najsilniejszego sojusznika. To dowód, iż polska myśl techniczna liczy się na rynku, na którym o wszystkim decyduje niezawodność. Z drugiej strony maszyna nie była obsługiwana przez Polaków, ale przez Amerykanów, a jej strącenie stało się elementem irańskiej propagandy sukcesu.

Otwarte pozostaje pytanie, jak polski przemysł obronny wykorzysta ten rozgłos. Zestrzelony dron to zarazem wizytówka możliwości i przypomnienie, iż eksportowany sprzęt zaczyna żyć własnym życiem, także tam, gdzie ważą się sprawy o wiele poważniejsze niż jego cena.

Idź do oryginalnego materiału