Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji

6 godzin temu

    Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji

    Pepe Escobar

    Reakcja Iranu na amerykańską prowokację jasno pokazała, iż ​​obecna wersja proponowanego 60-dniowego zawieszenia broni nie jest wykonalna.

    MOSKWA – Iran, w przeciwieństwie do USA, ma niezwyciężoną dominację w eskalacji. I to właśnie doprowadza głośno wściekłego cesarza barbarzyństwa do szaleństwa.

    Podsumujmy pokrótce najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.

    W odpowiedzi na atak powietrzny CENTCOM na obszar wokół lotniska Bandar Abbas – co stanowiło bezpośrednie złamanie fikcji „zawieszenia broni” – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) przeprowadził tego samego dnia ukierunkowany atak na bazę amerykańską w Kuwejcie.

    IRGC nie pozostawiło cienia wątpliwości: „Jeśli to się powtórzy, nasza odpowiedź będzie bardziej zdecydowana”.

    Starannie zaplanowana odpowiedź Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej miała być celowym ostrzeżeniem, jednoznacznie sygnalizującym, iż na każdą amerykańską prowokację zostanie odparta – jednak bez wywoływania powrotu do wojny na pełną skalę.

    Na początku ubiegłego tygodnia dwa amerykańskie okręty wojenne podjęły próbę „ciemnego przejścia” przez Cieśninę Ormuz: wyłączono transpondery, obejść należało nadzór ze strony Marynarki Wojennej Straży Rewolucyjnej, a powtarzające się ostrzeżenia nawigacyjne zignorowano.

    Jednakże wywiad radiowy Omanu wykrył statki i po całkowitym zignorowaniu ostrzeżeń, marynarka wojenna Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej przeprowadziła ukierunkowany atak dronów.

    W tłumaczeniu oznacza to: Polegało to na ścisłym egzekwowaniu nowych praw regulujących kontrolowany przez Iran korytarz żeglugowy w jednym z najbardziej newralgicznych punktów morskich na świecie.

    Oś syjonistyczna nie omieszkała przedstawić działań Iranu jako bezpośredniego ataku na „amerykańską hegemonię”. Dlatego też, zgodnie z oczekiwaniami, Biały Dom zezwolił na ataki na irańskie instalacje dronów.

    Waszyngton ponownie przedstawił reakcję militarną jako proporcjonalne przywrócenie odstraszania. Teheran zinterpretował ją jednak jako otwarty atak amerykański w trakcie trwającego zawieszenia broni.

    Odwetowy atak Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej na bazę w Kuwejcie wysłał zatem kolejny jednoznaczny sygnał: Amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej – te, które jeszcze nie zostały zniszczone – pozostają prawowitymi celami i nigdy więcej nie będą cieszyć się statusem bezpiecznych przystani.

    Zgodnie z oczekiwaniami, CENTCOM nie wycofał się. Kolejne ataki miały miejsce we wtorek i środę. W czwartek nałożono sankcje na nową irańską agencję monitorującą Cieśninę Ormuz – PGSA.

    CENTCOM określił ataki na irańskie radary i obiekty dowodzenia w Goruk i na wyspie Keshm jako „ataki w ramach samoobrony”.

    Siły powietrzno-kosmiczne IRGC zaatakowały następnie kuwejcką bazę lotniczą, z której pochodziły amerykańskie ataki, oświadczając, iż „planowane cele zostały zniszczone”. Dodali, iż odpowiedzialność spoczywa „na amerykańskim reżimie”.

    Powrócił niebezpieczny cykl eskalacji.

    Trump i CENTCOM mogą postrzegać to jako taktyczny środek odstraszający. Teheran uważa to za strategiczną nieuczciwość.

    Czego nie chcą ci powiedzieć

    Reakcja Iranu na amerykańską prowokację jasno pokazała, iż ​​obecna wersja proponowanego 60-dniowego zawieszenia broni nie jest wykonalna.

    Chiny oficjalnie popierają 60-dniowe zawieszenie broni. Jednak Stany Zjednoczone praktycznie nieustannie łamią obecne, i tak już kruche, zawieszenie broni.

    Rozmowy przeprowadzone w Szanghaju w ubiegłym tygodniu jasno pokazały, iż Chiny utrzymują bardzo bliskie kontakty z Iranem i nieustannie uwzględniają wydarzenia na lądzie i w powietrzu w swoich znacznie szerszych, długoterminowych kalkulacjach strategicznych – w szczególności w odniesieniu do przepływów energii przez Cieśninę Ormuz.

    Co więcej, na wielkiej szachownicy geopolitycznej najważniejsze jest, aby Chiny i Pakistan na pierwszej linii frontu, a Rosja i Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna w tle, przez cały czas udzielały Iranowi materialnego i strategicznego wsparcia – na kilku poziomach celowej dwuznaczności i wiarygodnego zaprzeczenia.

    Intensywność tej koordynacji stale wzrasta.

    Ataki na Iran w ciągu ostatniego tygodnia służą tylko jednemu podmiotowi: kultowi śmierci w Azji Zachodniej, którego strategicznym celem jest osłabienie irańskiej infrastruktury wojskowej i trwałe zepchnięcie Teheranu do defensywy – bez względu na ogromne ryzyko dla rzeczywistych interesów amerykańskich i stabilności Azji Zachodniej.

    Perspektywy są oczywiste: generałowie Pentagonu teoretycznie mogą szukać sposobów wyjścia z sytuacji, ale przywódcy polityczni tego, co można by nazwać „syndykatem Epsteina”, chcą wojny.

    Żadna z petro-monarchii w Zatoce Perskiej – z wyjątkiem Zjednoczonych Emiratów Arabskich, czyli krótko mówiąc „arabskich syjonistów” – nie chce, aby USA wznowiły wojnę.

    Ich obawy mają wyraźnie charakter egzystencjalny.

    Znają możliwości IRGC. Wiedzą też, iż potencjalne przystąpienie Ansarallah do wojny w Jemenie doprowadziłoby do masowych katastrof odwetowych – z atakami na porty i obiekty energetyczne.

    Państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej przez cały czas żyją w ciągłym strachu.

    Odpowiedź Iranu na bezpośrednie ataki ze strony Zjednoczonych Emiratów Arabskich, o których w tej chwili wiadomo publicznie, nastąpi we właściwym czasie.

    Jednak jeszcze pilniejszym problemem jest faktyczny upadek faktycznego monopolu Emiratów na rynku transportu morskiego w Azji Zachodniej.

    Iran i Pakistan w ciągu kilku tygodni połączyły ze sobą regionalne węzły tranzytowe, otwierając siedem poziomów korytarzy lądowych bezpośrednio połączonych z Chińsko-Pakistańskim Korytarzem Gospodarczym (CPEC).

    Iran i Pakistan są partnerami Inicjatywy Pasa i Szlaku.

    Dotyczy to również ich portów: Czabahar w Sistanie-Beludżystanie i Gwadar nad Morzem Arabskim, oddalonych od siebie o zaledwie 80 kilometrów, przeżywają nową i nieoczekiwaną symbiozę.

    Pół-monopol morski Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Azji Zachodniej stracił znaczenie.

    Jeśli chodzi o centrum wydarzeń – Cieśninę Ormuz – po raz kolejny przekroczono pewną granicę.

    Jeśli CENTCOM odważy się na dalsze prowokacje i eskalację sytuacji, następną reakcją IRGC będzie bezpośredni atak na gardło i całkowite zniszczenie amerykańskich sił powietrznych.

    Dlatego teraz od aktorów pragnących umiaru – Chin, Pakistanu, petro-monarchii w Zatoce Perskiej i pragmatystów z Iranu – zależy, czy wywrą niezbędny wpływ, by zapobiec powrotowi wojny.

    Fakty są jasne.

    Trump nie ma praktycznie żadnego wpływu na Iran.

    A Iran ma nie do pokonania przewagę w zakresie eskalacji.

    To, co wydarzyło się w zeszłym tygodniu, wykracza daleko poza chwilową eskalację napięć w Cieśninie Ormuz. To poważny, trwający kryzys strukturalny w Azji Zachodniej – o wiele głębsza i bardziej niestabilna struktura, która leży u podstaw całego dramatu.

    Ten niezwykle zmienny kontekst – zilustrowany ujawnieniem ekskluzywnych informacji – będzie w przyszłości analizowany na nowej niezależnej platformie o nazwie Power Shift .

    Power Shift będzie miał swoją światową premierę w najbliższy poniedziałek, 1 czerwca o godzinie 17:30 czasu wschodniego. Jego pierwsze wydanie specjalne będzie nosiło tytuł:

    „Iran: Czego nie chcą ci powiedzieć”.

    Widzowie z całego świata, którzy mają dość kontrolowanych narracji i szukają rzetelnej analizy, mogą tam być na żywo.

    Dołączę z Moskwy. Ekskluzywne. Niefiltrowane. Bez cenzury.

    Źródło: Iran: Sztuka kontrolowania dominacji eskalacji

    Idź do oryginalnego materiału