
Jeśli cały 2026 rok okaże się tak dynamiczny jak styczeń, to czeka nas naprawdę burzliwy czas. Wydarzenia zapoczątkowane rok temu, zdają się nabierać tempa. Hossa na srebrze i złocie przez cały czas trwa, Donald Trump cieszy się ze słabnącego dolara i znacząco przybliża się do przejęcia pełnej kontroli nad Grenlandią. Po umowie z krajami Mercosur, Unia Europejska zwróciła się w stronę Indii, a sytuacja w Iranie z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej napięta. Zapraszam na przegląd kluczowych wydarzeń stycznia!
Niesamowity rajd srebra i złota
Jeszcze nie tak dawno, bo na początku października pisałem o nadejściu możliwej korekty na złocie i srebrze, pozostając jednocześnie optymistycznie nastawionym do tych metali w dłuższym terminie. Rzeczywiście kilka tygodni później oba kruszce doznały około 10% spadków. Jednak nie spodziewałem się, iż następnie przyjdzie nam doświadczyć ponownie aż tak silnych wzrostów. W momencie pisania tego artykułu srebro przymierza się do przebicia nie 90 czy 100, a aż 120 USD za uncję, a złoto przebiło 5500 USD za uncję. Są to rekordowe wartości, które na pierwszy rzut oka powinny oznaczać rychłą korektę (co w przypadku złota zdaje się teraz materializować). Jednak przykładowo srebro pokazało już, iż opiera się działaniom mającym na celu zbicie jego ceny.
Za każdym razem, gdy srebro zaliczało potężne wzrosty, giełda COMEX, na której handluje się kontraktami terminowymi na „papierowe” srebro, podnosiła wartość depozytów zabezpieczających. Takie działanie skutecznie powstrzymało rajd srebrnego kruszcu w 2011 roku i zbiło jego ceny na wiele lat. Tym razem, mimo podwyższenia wartości wymaganych depozytów o 80%, cena srebra dalej rosła. Dzieje się tak, gdyż srebro na COMEX podąża za cenami z giełdy z Szanghaju, która handluje fizycznym metalem, a tam notowania metalu utrzymują się na wyraźnie wyższych poziomach niż na zachodzie. To oznacza, iż niedobór srebra oraz perspektywy jego wykorzystania w przemyśle silniej oddziałują na cenę niż regulacje rynkowe.
Krwawe protesty w Iranie. Kraj na krawędzi konfliktu z USA
Zaledwie w zeszłym roku byliśmy świadkami eskalacji konfliktu między Iranem a Izraelem, zakończonego krótkim zaangażowaniem militarnym USA. Nikt raczej nie zakładał, iż atak Stanów Zjednoczonych na bazy nuklearne Iranu doprowadzi do ostudzenia nastrojów. Przeciwnie. Wraz z początkiem 2026 roku sytuacja na Bliskim Wschodzie wydaje się być najbardziej niestabilna od dziesięcioleci.

Protesty w Iranie. Źródło: El Pais
Iran, borykający się ze skutkami sankcji, wysoką inflacją i bezrobociem, stał się miejscem kolejnych krwawych wydarzeń. Wszystko zaczęło się od strajku bazaru w Teheranie. Rial Irański osłabił się tak bardzo względem dolara, iż handel stał się niemożliwy – handlarze woleli zamknąć sklepy niż tracić na dewaluacji waluty. Co istotne, kupcy są dość konserwatywną grupą w kraju, wspierającą władzę. Ogłoszenie przez nich strajku stało się katalizatorem do wybuchu potężnej fali protestów, wymierzonych prosto w reżim Chameneiego. Poziom sprzeciwu był największy od czasu rewolucji islamskiej w 1979 roku, ponieważ zamieszki wybuchły w aż 4000 lokalizacji.
W efekcie władza przeszła do ostatecznych kroków. Zamknęła granice, wyłączyła Internet, a następnie rozpoczęła rzeź własnych obywateli. Oficjalne raporty mówią o 30 tys. zgonów w zaledwie kilka dni. Po tak drastyczne środki sięgają włodarze, którzy czują się zagrożeni. Ta sytuacja dała pretekst Stanom Zjednoczonym do ataku. Słowa Trumpa „pomoc jest w drodze” i następujące po nich ruchy wojsk amerykańskich sprawiły, iż widmo nowego konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie stało się bardzo realne.
Ostatecznie Donald Trump się wycofał, a Iran zgłosił gotowość do rozmów. Jednocześnie marynarka USA z potężnym lotniskowcem USS Abraham Lincoln na czele, pozostaje w gotowości do podjęcia kroków. Sytuacja ta jest dość skomplikowana, gdyż bynajmniej nie chodzi tu o wymierzenie sprawiedliwości za krwawe zbrodnie reżimu, a o chłodną kalkulację zysków i strat.
Według danych wywiadowczych, pozycja rządu w Iranie jest najsłabsza od lat, a do tego panuje tam wewnętrzna walka o przejęcie władzy. USA stoją więc przed szansą ustawienia sytuacji politycznej w Iranie pod swój własny interes oraz możliwością zniszczenia ich programu nuklearnego. Problem polega na tym, iż Stany nie mogą uwikłać się w długi i krwawy konflikt, stąd widoczna ostrożność. Do tego dochodzi ryzyko odwetu ze strony kraju, który nie jest państwem z dykty, jak Wenezuela. Iran może zablokować cieśninę Ormuz, a do tego posiada znacznie większe zdolności militarne.
W grę wchodzi więc tylko szybkie uderzenie, ogłoszenie sukcesu i ewakuacja. W ten sposób USA pokazałyby swoją siłę oraz skutecznie podporządkowałyby sobie kolejne regiony, które znane są przecież ze współpracy z ich głównym rywalem – Chinami. Takie wyprzedzające działanie dałoby USA przewagę, ale mogłoby też pokazać przeciwnikom, iż nie warto zwlekać z inicjatywą w walce o globalne wpływy.
Dolar dalej się osłabia. Trump nie widzi problemu
Ostatni rok był dla amerykańskiej waluty naznaczony wyraźnym trendem spadkowym. Wystarczy powiedzieć, iż w 2025 roku mieliśmy do czynienia z najgorszym półroczem dolara od 52 lat, o czym w lipcu na łamach naszego bloga pisał Marcin Kremiec. Zwracał on uwagę, iż po tak złych 6 miesiącach, w krótkim terminie możliwe jest umocnienie dolara, a przynajmniej zatrzymanie trendu spadkowego. Tak rzeczywiście się stało, gdyż indeks dolara wzrósł od lipcowego dołka do końca roku o niecałe 2%.
Ktoś powiedziałby, iż nic dwa razy się nie zdarza, a tym bardziej dwa lata z rzędu, jednak początek 2026 roku naznaczony jest dalszą dewaluacją najważniejszej waluty świata. Mało tego, jak pokazuje poniższy wykres, indeks głównej waluty rezerwowej (DXY) osiągnął najniższy poziom od 4 lat. Co spowodowało tak fatalne otwarcie roku?

Źródło: X.com
Wciąż aktualne pozostają obawy inwestorów o przyszłość FED, a konkretnie jego nowego prezesa, który ma zostać wybrany w połowie roku. Wiele wskazuje na to, iż może być to skrajnie polityczna nominacja, która przyczyni się do drastycznych obniżek stóp procentowych, a to z kolei osłabiłoby zaufanie do dolara. Do tego należy dodać ostatnie informacje o możliwości nałożenia dodatkowych ceł przez USA na Kanadę i Koreę Płd. oraz informacje o tym, jakoby USA miałyby dokonać interwencji walutowej, aby ratować dewaluującego się jena. Taki proces polegałby na pozbyciu się dolarów przez FED i zakupieniu jenów, a jak wiadomo wyższa podaż oznacza niższą cenę. Stąd właśnie tak nerwowa reakcja na tę wiadomość – skoro rząd chce słabego dolara, to dlaczego inwestorzy mają wierzyć w jego umocnienie?
W obliczu tych wydarzeń (a mówimy przecież tylko o wykonaniu tzw. rate checks, czyli sprawdzeniu przez bank centralny aktualnych kursów walutowych, co jest tylko i aż sygnałem ostrzegawczym, wskazującym na możliwość wystąpienia interwencji walutowej) Donald Trump zapytany o to, czy dolar nie spadł zbyt mocno, odpowiedział, iż dolar radzi sobie świetnie (ang. dollar is doing great). To jasny sygnał, iż obecna władza nie ma żadnego problemu z dalszym osłabianiem się ich waluty.
Wiele wskazuje więc na to, iż dolara może czekać kolejne trudne półrocze. Momentem granicznym wydaje się być wybór nowego prezesa FED i jego ewentualna zdolność do drastycznego obniżania stóp procentowych. Taki scenariusz nie pozostało przesądzony, ponieważ Trump i jego otoczenie mogą nie uzyskać przewagi w Radzie Otwartego Rynku, która zatwierdza stopy procentowe, co szczegółowo omówił Krzysztof Miazga podczas drugiego dnia naszej konferencji. Niewykluczone więc, iż 2026 rok okaże się dla dolara podobny do poprzedniego.
Gotówka po cichu zanika
Wielokrotnie na łamach naszego bloga ukazywały się teksty podkreślające znaczenie posiadania gotówki. Niestety z roku na rok udział transakcji gotówkowych w transakcjach ogółem w Polsce sukcesywnie spada i wynosi 31% (stan na 2025 rok). Ludziom po prostu wygodniej jest dokonywać płatności zbliżeniowych czy też korzystać z rewolucyjnego, polskiego rozwiązania, czyli systemu BLIK. Dopóki nikt nie wykorzystuje cyfryzacji w złym celu, dopóty możemy czuć się z tym swobodnie, jednak jeżeli doprowadzimy do sytuacji, w której gotówka zniknie z obiegu przez naszą bierność, to w razie problemów będziemy mogli mieć pretensje tylko do siebie o brak gotówkowej alternatywy. Ostatnie informacje świadczą o tym, iż gotówka będzie dalej po cichu zanikać.
Od lutego wypłata gotówki z bankomatów podrożeje z powodu nowych prowizji narzuconych przez Visę i MasterCard. Wcześniej opłata za wypłatę z bankomatu była stała (1,3 PLN w przypadku Visy) lub pobierany poza podstawą procent był niewielki (1,20 PLN + 0,05% w przypadku MasterCard). od dzisiaj obaj operatorzy zapowiedzieli, iż system będzie oparty o podstawę (1,20 zł) powiększoną o jeszcze wyższy procent od wypłacanej kwoty (0,17%). Przykładowo przy wypłacie 1 tys. PLN koszt prowizji wyniesie 3 PLN, czyli praktycznie dwa razy więcej niż do tej pory.
Działania te wynikają z faktu, iż ludzie coraz rzadziej korzystają z bankomatów. Ich liczba spadła w Polsce w rok o 5,5%. Wpadamy w ten sposób w błędne koło, gdzie coraz wyższe opłaty za korzystanie z bankomatów będą do nich coraz bardziej zniechęcać, co znowu podniesie prowizje i ponownie przeniesie ruch w stronę transakcji bezgotówkowych. Dlatego też apelujemy, aby w codziennych transakcjach możliwie często korzystać z gotówki, choćby kosztem wygody. Ponieważ za gotówką zatęsknimy dopiero, gdy stracimy możliwość korzystania z niej, a każda nasza transakcja będzie dokładnie śledzona.
Wielka afera na szczytach władzy w Chinach
Tymczasem w Państwie Środka doszło właśnie do potężnego politycznego trzęsienia ziemi. Generał Zhang Youxia, a więc druga najważniejsza osoba w kraju zaraz po Xi Jinpingu, człowiek będący jednocześnie przyjacielem prezydenta z dzieciństwa, usłyszał szereg zarzutów, w tym o szpiegostwo na rzecz USA. Przede wszystkim miał on przekazywać Amerykanom najważniejsze dane o chińskim programie jądrowym. Poza tym oskarża się go o budowanie klik politycznych i sieci wpływów, których celem miało być osłabienie jedności partii komunistycznej, a więc de facto działania destabilizujące państwo. Ponadto miał on przyjmować łapówki w zamian za konkretne nominacje wojskowe oraz stanowiska polityczne.

Generał Zhang Youxia. Źródło: Newsweek
Jeszcze w 2024 roku Bloomberg w ramach kontrolowanego przecieku przekazał informacje, iż w części rakiet dalekiego zasięgu napędzanych paliwem ciekłym znajduje się woda, a wiele z nich wykonanych jest z gorszych jakościowo materiałów. Dodatkowo silosy rakietowe miały mieć wadliwe klapy, co pogarszało zdolność chińskiej armii do natychmiastowych działań. Skądś wywiad amerykański musiał pozyskać tę wiedzę i widząc dzisiejsze zamieszanie na szczytach władzy, możemy domyślać się skąd.
Skala afery jest bowiem bez precedensu. Doszło do niemal całkowitej czystki na szczytach władzy. Xi Jinping wyrzucił dowództwo Sił Rakietowych, usunął Ministra Obrony, nie wspominając o generale Zhangu. Ostatecznie w kluczowej Centralnej Komisji Wojskowej pozostało zaledwie 2 z 7 dotychczasowych członków. Na ich stanowiska zostali mianowani specjaliści od technologii (np. gen. Wang Houbin z Sił Rakietowych), co świadczy o tym, iż Chiny skupiają się bardziej na wojnie morskiej i technologicznej, a nie na lądowej, na której wychowana była stara kadra.
Xi mógł wykorzystać tę sytuację, aby dokonać zmian w swoim otoczeniu i umocnić swoją pozycję na czas konfliktu z USA. Niemniej, stopień przeniknięcia w struktury rządu chińskiego przez amerykański wywiad jest zdumiewający i stanowi cenną lekcję dla innych krajów.
Wielką Brytanię podsłuchiwały…Chiny
Nie jest jednak tak, iż Chiny są tylko ofiarą działań obcych wywiadów. Same aktywnie działają na tym polu i prawdopodobnie zdziwilibyśmy się do jakich informacji mogą mieć dostęp. Przykładem jest chociażby ostatnia informacja o tym, jak Państwu Środka udało się przeniknąć do brytyjskich struktur władzy. Otóż chińscy hakerzy państwowi przez co najmniej 4 lata mieli dostęp do prywatnych rozmów bliskich współpracowników trzech premierów Wielkiej Brytanii, czyli Borisa Johnsona, Liz Truss oraz Rishi Sunaka. Podsłuchiwani byli kluczowi doradcy czy też szefowie sztabów.
Dzięki temu Chińczycy mieli dostęp do planów dotyczących Ukrainy, czy też sankcji na ich własne państwo oraz innych działań Zachodu. Co interesujące nie odkrył tego wywiad brytyjski, a amerykański i to tylko dlatego, iż wykrył on podobne włamania do sieci Verizon i AT&T w USA (ataki te były wymierzone w otoczenie Trumpa). Informacje te obiegły media na chwilę przed podróżą premiera Starmera do Chin, stąd pewnie powściągliwa reakcja rządu na te rewelacje. Ta sytuacja jasno pokazuje, jak ważna jest zasada ograniczonego zaufania, ale też może wzmocnić tendencje izolacjonistyczne. Wkraczamy w erę, w której oprogramowanie zyska narodowość i będzie wykorzystywane tylko w ramach konkretnego sojuszu lub państwa. Przykład może stanowić niedawna inicjatywa UE do korzystania w pracy z europejskich odpowiedników znanych wszystkim komunikatorów. Czy to się uda? Zobaczymy, ale na każdym kroku widać jak wchodzimy w erę rywalizacji mocarstw.
Wolny handel dla 2 mld ludzi. Umowa UE-Indie
Jeszcze nie tak dawno było bardzo głośno o umowie Unii Europejskiej z krajami Mercosur i jej konsekwencjach dla europejskich (w tym polskich) rolników. Została ona ostatecznie podpisana, z tym iż Europarlament skierował ją do Trybunału Sprawiedliwości (TSUE), więc teoretycznie proces ratyfikacji powinien zostać wstrzymany na choćby 2 lata. Jednakże, istnieje szansa, iż Komisja Europejska zdecyduje się wdrożyć część handlową umowy tymczasowo, co prawdopodobnie stałoby się źródłem kolejnych wewnętrznych sporów w UE. Tymczasem nieco nieoczekiwanie pojawiła się kolejna, jeszcze większa umowa handlowa, która może mieć wpływ na życie choćby 2 mld ludzi.
Komisja Europejska ustami Ursuli Von Der Leyen ogłosiła porozumienie z Indiami, które doprowadziło do powstania nowej umowy o wolnym handlu. Została ona ogłoszona jako wielki sukces i rzeczywiście, moim zdaniem jest ona na pewno bardziej korzystna niż ta podpisana z krajami Ameryki Południowej. Przede wszystkim z umowy wyłączono produkty takie jak wołowina, drób, cukier oraz ryż, dzięki czemu europejscy rolnicy mogą nieco odetchnąć. Oczywiście porozumienie to jest bardziej korzystne dla jednych, a mniej dla innych. Mam tutaj na myśli niemiecki przemysł motoryzacyjny. Indie zgodziły się obniżyć swoje cła na europejskie auta z obecnych 110% przez 40% do 10% w ciągu nadchodzących lat. Ponadto cła na części samochodowe mają docelowo zostać zniesione całkowicie. Jest też pośrednio dobra informacja dla Polski, której przemysł jest również powiązany z niemiecką motoryzacją.
Poza tym umowa ta przewiduje:
- obniżenie ceł na europejskie wina do 20%,
- obniżenie ceł na europejskie alkohole mocne ze 150 do 40%,
- niemal całkowite zniesienie ceł na europejską oliwę z oliwek, pieczywo oraz słodycze,
- obniżenie ceł dla indyjskiego mięsa baraniego, kukurydzy i owoców,
- niemal całkowite zniesienie ceł na leki i produkty chemiczne,
- ułatwienie europejskim firmom dostępu do rynku indyjskiego.
Warto również zwrócić uwagę na fakt, iż umowa przewiduje otwarcie rynku UE dla indyjskich specjalistów, inżynierów i pracowników sektora IT, co mogłoby dwojako wpłynąć na sytuację państw europejskich. Z jednej strony starzejące się społeczeństwa potrzebują dodatkowej siły roboczej. Z drugiej strony Europa otwiera się w ten sposób na kolejną falę migracji z kraju obcego nam kulturowo (sam coś o tym wiem, bo trochę pracowałem z Hindusami). Do tego atrakcyjność polskich pracowników popularnych „korpo” może jeszcze bardziej spaść. Polacy stają się coraz bardziej wymagający pod względem płac, podczas gdy Hindusi to zdecydowanie tańsza siła robocza.
Sekretarz Skarbu Scott Bessent stwierdził, iż dziwi się Europie, zamierzającej wspierać kraj, który płaci za rosyjską ropę. To prawda, jednak wydaje mi się, iż w obecnej rzeczywistości Unia Europejska szuka wszelkich możliwych sposobów na poprawę swojej sytuacji. Taka umowa podreperuje podupadające firmy z różnych państw europejskich. Poza tym Europa tworzy nowy kanał handlowy dla Indii, co może uniezależnić je nieco od relacji z Rosją i Chinami.
Premier Kanady bez złudzeń o ładzie światowym
Premier Kanady Mark Carney wygłosił przemówienie podczas tegorocznego forum w Davos, w którym bardzo celnie zdiagnozował nową międzynarodową rzeczywistość. Podkreślił, iż należy bezwzględnie porzucić pamięć o świecie opartym na zasadach – tego świata już nie ma. Przywołał słowa Tukidydesa, iż w tej chwili silni robią co mogą, a słabi cierpią to, co muszą. Jego zdaniem droga płynięcia z prądem i podporządkowywania się silniejszym w nadziei na przetrwanie, może okazać się zgubna (szczególnie przypomina mi się jeden kraj stosujący takie podejście).
Mark Carney’s outstanding Davos speech. His best speech yet, I think!
Here it is in full. pic.twitter.com/DrZVF64tEo
— Gandalv (@Microinteracti1) January 20, 2026
Jego wypowiedź była wymierzona w główne mocarstwa: USA, Chiny i Rosję. Stwierdził, iż jeżeli mniejsze państwa przestaną wobec nich być uległe, to owe potęgi utracą swoją moc zastraszania. Ma on tutaj prawdopodobnie na myśli swój kraj oraz przede wszystkim Europę, z którą politycznie zdaje się on coraz bardziej zbliżać, a antagonistą jest Donald Trump, narzucający swoją wolę słabszym krajom. Czy otwarty sprzeciw wobec USA się opłaci? Na pewno da większą szansę niż bezwarunkowa uległość. Kanada powzięła już konkretne kroki, aby budować nowe sojusze. Mam tutaj przede wszystkim na myśli unijny mechanizm zbrojeniowy PESCO. Pozwala on na wspólną produkcję nowoczesnego uzbrojenia, uniezależniając kanadyjską armię od łańcuchów dostaw z USA. Kanada próbuje się więc sprzeciwić woli narzucanej silniejszego sąsiada. Pytanie, czy apel Carneya o podobną postawę innych państw spotka się z odpowiedzią? Czas pokaże.
Grenlandia w rękach USA?
Donald Trump przyjechał do Davos między innymi po to, aby ugrać jak najwięcej w grze o Grenlandię, najważniejszy rejon z punktu widzenia bezpieczeństwa USA. Mimo iż do tej pory Dania oraz Europa nie zamierzały negocjować ze Stanami sprzedania wyspy, to w Davos doszło do przełomu. Podczas Forum Trump wywierał silne naciski, mówiąc przykładowo, iż nie chce używać siły oraz iż broni się własności, a nie dzierżawy. Ostatecznie ogłoszono wstępne ramy porozumienia. USA nie kupią Grenlandii (przynajmniej na razie), ale zyskają nad nią praktycznie pełną kontrolę. Oto, jak prezentują się szczegóły:
- Wydzielono Strategiczne Strefy Bezpieczeństwa, które obejmują najważniejsze obszary pod względem odstraszania rosyjskiej floty oraz zasobów surowcowych.
- Strefy te są wyłączone spod jurysdykcji duńskiej, co oznacza, iż amerykańskie firmy górnicze będą mogły dużo szybciej rozpocząć tam wydobycie surowców.
- Duńskie służby nie będą miały wstępu do tych stref bez zgody USA.
- Umowa ma być ważna 99 lat i znajduje się w niej prawo pierwokupu. jeżeli USA uznają, iż ich infrastruktura jest egzystencjalnie zagrożona, będą mogły uruchomić procedurę wykupu wyspy za około 1 bln USD.
- Jeśli Grenlandia ogłosi niepodległość, USA zobowiązują się płacić 600 mln USD rocznie do kieszeni mieszkańców wyspy jako opłatę za korzystanie z ich ziem. Jest to ekwiwalent tego, co w tej chwili Dania wypłaca Grenlandczykom jako zasiłek.
Przed Danią jest teraz czas na decyzję, czy ostatecznie zgodzą się na taką umowę. Musi ona zostać zatwierdzona przez ich Parlament. Wygląda na to, iż Kopenhaga stoi na rozstaju, gdzie każda z możliwych ścieżek jest dla nich niekorzystna. Akceptacja warunków USA oznacza ich kapitulację i oddanie Grenlandii bez walki. Ich odrzucenie jednak może spowodować jeszcze bardziej agresywną reakcję ze strony Amerykanów, połączoną chociażby z próbą przekupienia Grenlandczyków jeszcze większą sumą pieniędzy. Wszystko wskazuje więc na to, iż prędzej czy później USA uczynią z Grenlandii swój kolejny przyczółek w nowym rozdziale rywalizacji mocarstw.
Autor: Paweł Śmietana
Żródło: ]]>https://independenttrader.pl/iran-na-krawedzi-wojny-z-usa-przeglad-wydarzen-styczen-2026/]]>
Czytaj więcej: ]]>Independent Trader - niezależny portal finansowy]]>










