Maja Chwalińska przegrała w finale Rolanda Garrosa 3:6, 2:6 z 19-letnią Rosjanką Mirrą Andriejewą. Po meczu na trybunach doszło do incydentu, musiała reagować ochrona. W sobotnie popołudnie Maja Chwalińska zmierzyła się w finale French Open z Mirrą Andriejewą. Od początku u obu tenisistek było widać lekką nerwowość spowodowaną wagą spotkania. Szybciej nerwy opanowała jednak Rosjanka, która już otwierającym mecz gemie przełamała Polkę. Mecz rozkręcał się z każdą kolejną wymianą i każdym kolejnym gemem. Pasjonujący pierwszy set zakończył się ostatecznie wynikiem 6:3 dla Andriejewej. W drugim secie Maja Chwalińska robiła co mogła, pokazywała cały wachlarz uderzeń, zmieniała tempo, ale Rosjanka niemal nie popełniała błędów, co przełożyło się na wygraną 6:2 i triumf w całym turnieju. Tak zakończył się piękny, paryski sen Mai Chwalińskiej, ale umówmy się – dla Polki ten finał, do którego przedzierała się z kwalifikacji, to gigantyczny sukces i milowy krok w karierze. Dzięki osiągnięciom w Paryzi, Chwalińska awansowała ze 114. na 21. miejsce w rankingu WTA. Otrzyma też solidną nagrodę finansową – 1,4 mln euro. – Gratulacje dla Mirry. Jesteś niesamowita. Jesteś taka młoda i utalentowana. Gratulacje dla ciebie i teamu. Życzę Ci wszystkiego najlepszego w przyszłości – mówiła po meczu Polka. Dziękowała organizatorom, wolontariuszom, dzieciom do podawania piłek, swojemu zespołowi