Sąd pracy w Mediolanie nakazał europosłance włoskiej lewicy Ilarii Salis wypłatę 300 tysięcy euro dwóm byłym współpracownikom, zwolnionym bez uzasadnionej przyczyny. choćby Mimmo Lucano, jej ideowy sojusznik, przyznaje, iż w całej sprawie coś się nie zgadza.
Wyrok sądu pracy
Sekcja pracy mediolańskiego trybunału orzekła zaocznie, iż Ilaria Salis ma zapłacić 300 tysięcy euro dwóm osobom, które wcześniej z nią współpracowały. Powodem był ich zwolnienie bez uzasadnionej przyczyny w 2025 roku. Salis zasiada w Parlamencie Europejskim z ramienia Sojuszu Zielonych i Lewicy i uchodzi za jedną z twarzy włoskiej radykalnej lewicy. Do europarlamentu trafiła w głośnych okolicznościach, jako aktywistka przetrzymywana wcześniej w areszcie na Węgrzech, którą mandat objął immunitetem. Tym mocniej wybrzmiewa fakt, iż polityczka znana z obrony praw pracowniczych sama przegrała spór właśnie z byłymi pracownikami.
Sojusznik, który studzi obronę
Sprawa okazała się kłopotliwa dla całego obozu. Głos zabrał Mimmo Lucano, były burmistrz Riace, dziś również europoseł i ideowy towarzysz Salis. Z jednej strony stanął w jej obronie, nazywając ją osobą kryształową, która walczy o prawa, sprawiedliwość i wartości. Z drugiej nie ukrywał zakłopotania. Przyznał, iż odsyłanie pracowników w taki sposób z pewnością nie jest w porządku, dodał jednak od razu, iż za wyrokiem musi kryć się coś więcej.
„Coś tu nie gra"
Lucano poszedł dalej i zasugerował, iż sędziowie mogli kierować się uprzedzeniem politycznym, podobnym do tego, którego, jak twierdzi, sam doświadczył jako człowiek lewicy. Mówił wprost, iż wymiar sprawiedliwości nieraz dopuszczał się rzeczy potwornych i nie zawsze bywa nieskazitelny. Zastrzegł zarazem, iż nie wie, dlaczego Salis zwolniła współpracowników, bo w jego przekonaniu nie jest ona osobą lekceważącą prawa zatrudnionych. Za podejrzane uznał to, iż umowy jej personelu, zwykle odnawiane co roku, zostały zerwane. Całą historię podsumował krótko, mówiąc, iż coś mu tu nie gra, i nie ukrywał, iż sam nie potrafi jej zrozumieć.
Sojusznik z własnym wyrokiem
Wiarygodność tej obrony komplikuje przeszłość samego Lucano. Były burmistrz Riace stracił swój urząd po skazaniu na osiemnaście miesięcy za poświadczenie nieprawdy w prowadzonym przez siebie programie przyjmowania migrantów. To właśnie do tamtej sprawy odwoływał się, mówiąc o „sędziach w politycznych barwach". Dla jego przeciwników reakcja na wyrok wobec Salis jest kolejnym przykładem tego samego mechanizmu: gdy sąd uderza we własny obóz, winne mają być rzekome uprzedzenia sędziów, a nie zachowanie polityka. Cała sytuacja stawia włoską lewicę w niewygodnym położeniu, bo trudno jednocześnie bronić praw pracowniczych jako sztandarowego hasła i tłumaczyć działaczkę, którą sąd pracy uznał za łamiącą te prawa.
Test na wiarygodność
Historia Ilarii Salis stała się w ten sposób czymś więcej niż lokalnym sporem o odszkodowanie. To test wiarygodności formacji, która czyni z solidarności z pracownikami znak rozpoznawczy. Wyrok nie pozostało prawomocny i sprawa może wrócić do kolejnych instancji, jednak sam odruch obozu, by zamiast rozliczenia szukać spisku, mówi wiele o kondycji tej części sceny politycznej. W polityce, w której moralny sztandar bywa najcenniejszym kapitałem, takie potknięcia kosztują więcej niż niejedno odszkodowanie.
Źródło: liberoquotidiano








![Potańcówka w Łęgu Starościńskim. Sykowni dali czadu! [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/756132777_2867640186945039_5991158387597938460_n.jpg)

![Potańcówka przy tężni solankowej [zdjęcia]](https://tarnow.ikc.pl/wp-content/uploads/2026/07/potancowkamarcinka-fot.-Artur-Gawle0033.jpg)
