Igor Girkin „Striełkow”-listy na przełomie 2025/2026 roku

wiernipolsce1.wordpress.com 2 godzin temu

IGOR STRIEŁKOW: WYNIKI MINIONEGO ROKU I PROGNOZY NA PRZYSZŁOŚĆ

Szanowny Aleksandrze Nikołajewiczu! (w odpowiedzi na list z 29 grudnia 2025 r.)
Dziękuję za ostatnią aktualizację (za miniony rok)! Dotarła do mnie 31 grudnia, a ponieważ „strefa telekomunikacyjna” spodziewa się długiego weekendu, stopniowo (w miarę możliwości) odpowiadam na otrzymane e-maile.

Muszę zaznaczyć, iż Nowy Rok świętowałem bez żadnych nadziei, ale z pełnym spokojem ducha: wszystkiego, co mogło zostać niedokończone w ciągu ostatniego roku, nasi wspaniali urzędnicy znakomicie nie zrobili. „Na ich korzyść należy jednak powiedzieć, iż wśród „niedokończonych spraw” był właśnie cel, do którego tak wytrwale i mozolnie dążyli – czyli „upragniona mała transakcja”, której tak bardzo obawiali się wielu, ale nie ja (bo Powody, które wielokrotnie opisywałem). Zatem „najgorszy przypadek” (tj. „początek stopniowej kapitulacji”) nie wystąpił w zeszłym roku”. „Co więcej, tuż przed Nowym Rokiem zaczęło się ujawniać i nabierać kształtu „rozczarowanie” naszych najwybitniejszych przywódców tym szokująco samobójczym pomysłem, wyrażane w serii ostrych stwierdzeń, których analiza jest bezcelowa (same w sobie są na tyle bezcelowe, iż choćby nie warto ich komentować).

Należy również zauważyć, iż chociaż wiele nie zostało osiągnięte, niektóre rzeczy udało się osiągnąć na „najniższym szczeblu taktycznym” w państwie. Jak zwykle, czasami była to „połowa”, a czasami choćby „ćwierć” tego, co było potrzebne, ale przez cały czas czyniono pewne postępy we adekwatnym kierunku. Zamiast więc „pozostawać w tyle” z kosmiczną prędkością, „poruszaliśmy się” z godną podziwu prędkością, ale „nie zyskaliśmy dalszego dystansu” (lub prawie żadnego).

W niektórych miejscach – w pewnych obszarach – pojawiły się choćby decyzje, które powinny były zostać podjęte jakieś cztery lata temu: na przykład zaczęliśmy brutalnie i precyzyjnie atakować wrogą sieć komunikacyjną i energetyczną. Co prawda, zrobienie tego, co powinno było zostać zrobione 11,5 roku temu – rozwalenie całej kijowskiej junty i wybicie jej (najlepiej wszystkich naraz, „masowo”, ale pojedynczo też byłoby miło) – naszych śmiertelnych wrogów – w najbardziej odpowiedni (fizyczny) sposób – wciąż pozostaje „w sferze science fiction”.

No cóż! Może pod koniec wojny 30- lub 100-letniej coś takiego w końcu przyjdzie do głowy naszym najbystrzejszym przywódcom. (Nie jest to jednak „opcja gwarantowana”, ponieważ nasi dawni „drodzy i szanowani partnerzy”, wraz z naszym wciąż obecnym „przyjacielem Trumpem”, również nie śpią i „grają we własną grę” – i robią to o wiele bardziej zdecydowanie, rozważnie i ogólnie rzecz biorąc sensownie niż mieszkańcy Planety Różowych Kucyków).

Ale na razie cały kraj ma możliwość cieszyć się „ucztą w czasie zarazy” („czy to ostatni raz?” – trudno powiedzieć, ale całkiem możliwe!) podczas bezsensownie długich „świąt noworocznych”. Koncerty, idiotyczne show, wszelkiego rodzaju „za pieniądze – tak!” – można oglądać w telewizji 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu na wszystkich kanałach. Dlatego wiadomość o makabrycznym morderstwie w Chorłach została „zagłuszona” przez świąteczne reklamy i „nowe przygody Buratino”, tak jak wszystkie inne podobne wiadomości w ciągu 4/11 lat obecnej wojny. Zabawianie „dziesiątkami najlepszych” starych radzieckich filmów, „treści telewizyjne” wszystkich kanałów pomagają pijanym widzom, przynajmniej na chwilę, zapomnieć o obecnych i (co najważniejsze) przyszłych problemach i, na dłużej, skutecznie przekonać samych siebie, iż „wszystko jest bardzo dobrze i niedługo się skończy!”.
https://t.me/strelkovii/7303


IGOR STRIEŁKOW O ZAJĘCIU TANKOWCA POD BANDERĄ ROSYJSKĄ PRZEZ USA

Problem przejmowania takich tankowców nie jest niestety odosobniony i w tym tkwi główne zagrożenie. Teraz, gdy Stany Zjednoczone bezczelnie przejęły dwa rosyjskie tankowce, nie ma wątpliwości, iż wszyscy tak zwani sojusznicy z tzw. „koalicji chętnych” natychmiast spróbują pójść w ich ślady. To tak, jakby „wielki szef” dał zielone światło, a oni z euforią pospieszą z tym samym, zwłaszcza iż takie przykłady już miały miejsce.

Dlatego, niestety, nasza skromna flota ewidentnie nie wystarcza na wszystkie morza i oceany. Kolejna pieczęć została złamana, kolejna czerwona linia przekroczona, na co niestety nie mamy żadnej odpowiedzi.

Oni już się nas w ogóle nie boją i z każdym dniem będą się nas bać coraz mniej. To naprawdę bardzo źle, bo czas ucieka, możliwości się rozpływają, a wojna pozostaje niezwyciężona.

https://t.me/strelkovii/7301


Ale oczywiście w nadchodzącym roku praktycznie nic nigdzie nie skończy się dobrze. To będzie trudny rok! I niezależnie od hasła – „Powrót do świetlanej radzieckiej przeszłości!”, „Wróćmy do wolnych lat 90.” czy jakiegokolwiek innego – wszystko to będzie „białym szumem” na tle nierozwiązywalnego konfliktu między „obiektywnym a subiektywnym”: obiektywnie kraj – aby przezwyciężyć kryzys systemowy i uchronić się przed upadkiem i ruiną – potrzebuje nowej elity „u steru”; subiektywnie obecna „elita” nie ma zamiaru odejść i nie odejdzie, „mając ster mocno przykuty do swojej kasy”.

Co gorsza, w kraju nie ma w ogóle „kontrelity” z „pozytywnym znakiem”, a ta „kontrelita”, która istnieje (głównie ci, którzy uciekli za granicę, ale mają wielu ukrytych zwolenników wśród tych, którzy „zostali” i „całkiem pewnie i wygodnie siedzą na swoich miejscach”), jest niezdolna do niczego innego niż „entuzjastyczne i szybkie wysadzenie/zatopienie okrętu państwa”.

Nasza słynna VIP-biurokracja /oligarchia brutalnie miażdży pierwsze oznaki czegokolwiek bardziej żywotnego i pozytywnego (podczas gdy zdrajcy „z klasową powinowactwem” są „łagodnie ganieni” i nie uniemożliwia się im osiedlania w cywilizowanych krajach, choćby jeżeli są nieprzyjaźni).

„Epos Rosnano” jest wart homeryckiego śmiechu, zważywszy na to, iż A. B. Czubajs wciąż nie został uznany za poszukiwanego, a dopiero niedawno zajęto się jego majątkiem w Rosji… A co do tego, jak dumnie i bezczelnie (śmiem twierdzić) megazłodziej Siergiej Kużugietowicz[ chodzi o Szojgu-PZ] (formalnie wciąż jeden z „najwyższych urzędników” w kraju) paraduje po stolicach zaprzyjaźnionych krajów, a na którego „sumieniu” (stawiam „sumieniu” w cudzysłowie, bo „awatar Subutai-bagatur” prawdopodobnie nigdy go nie miał) spoczywają wszystkie nasze „wybitne zwycięstwa” z pierwszych trzech lat wojny/SVO – choćby nie chcę już mówić. (Ale muszę – bo inaczej ktoś pomyśli, iż zacząłem się „reformować” w tej ciemnej dziurze, do której wpędzili mnie tchórze i zdrajcy Ojczyzny).

Powtórzę więc: „To będzie niezły rok”. „To nie będzie krótka walka niepotrzebna nikomu”. Nie jestem pewien, czy uda się ją „przetrwać” tak „stabilnie”, jak poprzednią. I wcale nie z powodu jakichś „mitycznych ekstremistów” (których nasze „władze” tak zręcznie nauczyły się pokonywać), ale po prostu z powodu bezczelnej presji zewnętrznej ze strony sąsiadów naszego wroga, którzy z przekąsem ignorują rosyjskich prokuratorów i śledczych, ale dostrzegają naszą narastającą słabość, zmęczenie i dezorientację i całkiem otwarcie planują „wyczerpać nas, a następnie ścigać i żerować na padlinie martwego niedźwiedzia”.

Spodziewam się i spodziewam, iż już w tym roku armia rosyjska będzie musiała bezpośrednio zmagać się z jednostkami i formacjami „koalicji chętnych” (do której najprawdopodobniej niedługo dołączą Turcja i Rumunia). A jeżeli „doczekamy się tej jasnej godziny” w niezmiennym/zdezorganizowanym stanie, w jakim w tej chwili się znajdujemy, to nie powinniśmy oczekiwać żadnych „łatwych zwycięstw”. Wręcz przeciwnie.

Jestem jednak absolutnie pewien, iż w nadchodzącym roku możemy spodziewać się: 1) znacznego zaostrzenia wszystkich sankcji, aż do całkowitej blokady morskiej włącznie; 2) poważnego kryzysu gospodarczego związanego z punktem 1, i nie tylko, aż do „pierwszych sygnałów ostrzegawczych” zakłóceń w dostawach różnego rodzaju energii/towarów do dużych aglomeracji miejskich i wielu regionów; 3) niezwykle zaciętych operacji wojskowych, których powodzenie nie jest w żaden sposób gwarantowane; 4) stale rosnącego terroryzmu powietrznego i sabotażowego na głębokim zapleczu (nie wspominając o regionach przyfrontowych).

Wszystko to (i wiele innych, o których nie wspomniałem) doprowadzi do stopniowego wzrostu dezorientacji i niezadowolenia społecznego, ze wszystkimi licznymi i nieprzyjemnymi (mówiąc delikatnie) konsekwencjami. A rozwiązanie problemu w inny sposób niż „przecięcie węzła gordyjskiego” w ten czy inny sposób (tj. albo przez całkowite zwycięstwo, albo… na odwrót) jest mało prawdopodobne. choćby tak powszechnie uznawany międzyplanetarny geniusz jak Przywódca Narodowy będzie w stanie to zrobić.

https://t.me/strelkovii/7304


Chciałbym się mylić i spokojnie spędzić kolejny „zasłużony rok” w mojej zapomnianej przez Boga kolonii. (Chociaż, być może, zgodnie z moim długoletnim zwyczajem, mam skłonność do „przyspieszania nieuniknionego”, gdy w rzeczywistości następuje ono znacznie później, niż przewiduję).

Z nieustającym szacunkiem, wdzięcznością i najlepszymi życzeniami, I. W. Girkin,
( Powyższy tekst, to list z 02.01.2026, do towarzysza broni Aleksandra Chetmanowa)

https://t.me/strelkovii/7305

(wybór i tłum. PZ)

Idź do oryginalnego materiału