Idea narodowa dzisiaj

myslpolska.info 1 godzina temu

Ewolucja idei narodowej w czasach nowożytnych nasuwa wiele refleksji. W polskich uwarunkowaniach historycznych temat kojarzony jest choćby z przemianami, których doświadczała rodzima myśl narodowo-demokratyczna.

Z drugiej jednak strony to właśnie w środowiskach przyznających się do ww. dziedzictwa powielanych jest wiele nieporozumień wynikających z nieumiejętności odczytania znaków czasu. Oczywiście wiele się dziś mówi o odradzaniu się państwa narodowego, kryzysie globalizacji i wielokulturowego modelu społeczeństwa, napięciach, które wywołują uchodźcy i imigranci. Czy jednak mówiąc o narodzie mamy na myśli to samo i wiemy, jak tego bronić? Jaki jest np. bezpieczny procent obcych w korelacie wspólnoty narodowej? Czy wyprzedaż majątku narodowego zawsze należy traktować jako zagrożenie? Od razu wyjaśnię, iż z punktu widzenia założeń niniejszego artykułu oba pytania są źle postawione. Oba pokazują, iż za bardzo nie zdajemy sobie sprawy o co toczy się walka oraz jak ją wygrać. A to powoduje frustrację.

Jakobińskie dziedzictwo

Na ideologii narodowej nieszczęśliwie ciąży jej jakobińskie i oświeceniowe dziedzictwo, troszkę naznaczone predylekcją Immanuela Kanta by traktować byt społeczny niezależnie od okoliczności bowiem instancja poznawcza tkwi wyłącznie w człowieku, gdyż to ten rodzaj myślenia posiadał w sobie skłonność do uproszczeń, sprowadzając korelat wspólnoty do materii domkniętej i poddającej się ludzkiej obróbce np. przy pomocy prawa stanowionego, czyli nowożytnego państwa. W każdym razie bez uwzględnienia relacji z otoczeniem. Oczywiście od ideologii rasowej sensu stricto w stylu choćby Josepha Arthura de Gobineau większość zwolenników europejskiego nacjonalizmu się odżegnywała, sama jednak koncepcja etniczna, a choćby kulturowa redukowana była do pewnych wymiernych, by nie napisać matematycznych i racjonalnie działających prawideł. Takie było właśnie podłoże uniwersalizmu, sprowadzającego naród do zbioru jednostek wychowanych dzięki jednolitej kulturze, narzucającej odgórne normy prawne i umacnianej przez pismo oraz dzięki temu posiadających świadomość wspólnoty.

Trudno w końcu nie dostrzec jakobińskich konotacji dla praktyk asymilacji narodowej, które od zawsze stanowiły rozpoznawalny wyróżnik stronnictw narodowych i tak jest do dzisiaj. Oczywiście polityka narodowa względem imigrantów może być realizowana różnymi sposobami – od edukacyjnych, przez politykę wizową, kończąc na przesiedleniach czy choćby eksterminacji obcych, niemniej z punktu widzenia rządzących zawsze było ambicją by inni wtopili się w większość bądź przynajmniej respektowali jej prawa, iż są jedynie gośćmi na pokładzie statku, stąd akceptują kierunek jego kursu.

Asymilacja wpisuje się jednak w model jednolitości, który kwestionuje pewien nieredukowalny pluralizm kultur, które mogą współistnieć obok siebie, a który jest dzisiaj faktem trudnym do zakwestionowania i tak już pozostanie. Trudno bowiem problem tej różnorodności sprowadzić do archaicznej zasady prawa narodów do samostanowienia i zamknąć go prawidłowością, iż naród dąży do własnego państwa, pragnie własnych granic i legislacji, a celem ruchu narodowego jest by granice etniczne nie przecinały się z granicami politycznymi. Nie tylko iż przeczą temu liczne państwa wielonarodowe (granice państwa często nie obejmują wszystkich rodaków, za to obejmują grupy obce), istniejące na świecie narody bez państwa i państwa bez narodów, ale złożoność i dynamika otaczającej nas rzeczywistości naznaczonej procesami migracjami.

Samo powiązanie idei narodowej z jakobinizmem czy też oświeceniem ma oczywiście korzenie historyczne związane z Wielką Rewolucją Francuską co przypominam również z tego powodu, iż na przykładzie francuskim można prześledzić zmienne koleje losu idei narodowej w sensie jej identyfikacji politycznej na skali lewica-prawica. Idea ta ewoluowała wszak od lewicy, czyli jakobinizmu w kierunku prawicy, czyli tzw. narodowego konserwatyzmu. Przyjrzenie się tej ewolucji jest tym ciekawsze, iż francuska prawica pomimo groźnych zaklęć artykułowanych na konto rewolucji, do końca nie potrafiła i wciąż nie potrafi się wyrzec jakobińskich uproszczeń, a jako przykład można przytoczyć ruch Action Française z początków XX wieku i jego niejednoznaczne dziedzictwo – z jednej strony modularne i federalistyczne, z drugiej zaś dryfujące w kierunku pozytywizmu Comte’a z jego chęcią poukładania świata społecznego, jakby się składał z klocków lego. Powyższe sprzeczności i antynomie rezonowały zresztą we wszystkich odmianach europejskiego nacjonalizmu, nie wyłączając naszej endecji (która notabene wzorowała się u swych początków na Action Française), z jednej strony wspierającej oddolną różnorodność, z drugiej zaś ulegającej utopii państwa totalnego (ONR czy OWP).

Nasilenie oddziaływania powyższych problemów i niejednoznaczności staje się wyróżnikiem naszych czasów, a dokonuje się to na skutek pogłębiających się procesów globalizacyjnych i kulturowej dywersyfikacji. Czy w związku z tym idea narodowa jest w jakimś stopniu mniej aktualna? Nic podobnego, jej aktualność raczej wzrasta, trzeba tylko adekwatnie zrozumieć jej istotę, korespondującą z ewolucyjną i dynamiczna naturą społeczeństwa. Dla jej uchwycenia sięgnijmy do podstaw nowoczesnej socjologii narodu traktowanego, nie jako gotowego i statycznego bytu, który jest jakąś kantowską substancją, ale bardziej dynamicznego procesu, który jest „w drodze”. Nie świadczy to jednak o jego jakiejś słabości bądź nieadekwatności względem nawarstwiających się wyzwań otoczenia. Jego wyróżnikiem będą bowiem silne wzory kulturowe, a zatem ogniska woli zbiorowej, promieniujących na swoje otoczenie, których naturę i sposób działania postaramy się omówić zarówno w oparciu o kryterium socjologiczne, jak i ekonomiczne.

Interes narodowy w ujęciu socjologicznym

Przyglądając się tematowi w ujęciu socjologicznym warto zwrócić uwagę na trend społeczny, który specjaliści określają mianem odrodzenia instynktu plemiennego, co stanowi głos polemiczny względem kontraktowego indywidualizmu bądź atomizmu społecznego spod znaku liberalizmu. Zgodnie ze zwolennikami takiej wspólnotowej orientacji mamy dziś do czynienia nie tyle z atomami, ale bardziej z modułami, zlepkami i splotami powiązań, sieciami czy po prostu wspólnotami – różnej natury i różnej wielkości. Z kolei ich motywatorami są przodownicy społeczni i ich umysły, środki perswazji, które mobilizują wspólnoty do działania, bowiem narody posiadają swoją organizację polityczną, niezależną od państwa. Wszystko się oczywiście maksymalnie komplikuje, co unaocznia mnogość zbiorów, ich otwartość, występowanie jednych wewnątrz drugich niczym wysp, niemniej sieciowa natura społeczeństwa jest czymś innym niż stan rozproszenia, jako iż są w niej sploty (węzły), którymi można starować. Trzeba się tylko nauczyć grać na wielu fortepianach w ramach tego multilevel governance. Innym fortepianem będzie państwo, innym diaspora narodowa, innym wspólnota lokalna, stowarzyszenie, innym w końcu przedsiębiorstwo bądź choćby jego filia zamiejscowa, jak postaramy się później zobrazować.

Problem przemian społecznych zachodnich społeczeństw narodowych trafnie opisuje lider francuskiego ruchu Nouvelle Droite: Alain de Benoist. Francuz – w nawiązaniu do dobrej tradycji francuskiej aforystyki – czyni kąśliwe przytyki względem tradycyjnych europejskich prawicowców bądź też narodowców, czyli wszystkich tych, którzy nas otaczają, a którzy nie dorośli – pomimo dobrej woli – do umiejętności rozumienia tego co się naprawdę dziś dzieje, w efekcie walczą z wiatrakami. Benoist studzi emocje pisząc, iż idea homogenicznego państwa jest dziś anachronizmem stąd musimy przywyknąć, iż wokół nas będą się kręcić obcokrajowcy i kolorowi, czy to się komuś podoba czy też nie. Tak czy inaczej to nie meczety, które wyrastają w wielkich miastach jak grzyby po deszczu są wedle francuskiego pisarza rzeczywistym zagrożeniem, ale raczej supermarkety jako świątynie konsumpcji. Pierwsze są bowiem modułami silnych tożsamości (stąd budzą nasz respekt, a czasami i sprzeciw, ale nigdy nie pozostawiają obojętnym), drugie – symbolem rozmiękczenia i wygody, stąd usypiają naszą uwagę i narodową czujność. Wszystko to wskazuje, iż jesteśmy skazani bardziej na tożsamości wyspowe i hybrydowe, w miejsce dotychczas dominujących, będących pod kontrolą jurysdykcji państwowych i zamkniętych w ich granicach. A przynajmniej jedne będą egzystowały obok drugich.

Oczywiście także u niektórych teoretyków tradycyjnej myśli narodowej pojawiały się akcenty dynamiki i modularności (w myśl rozróżnienia Ferdinanda Tönniesa na gemeinschaft – wolę organiczną i gesellschaft – wolę arbitralną), akcentujące rolę świadomości, umiejętności „rozumienia” w znaczeniu hermeneutyki i kreacji, a także budowy społeczeństwa od dołu ku górze. Przypomnijmy, iż nasza endecja również głosiła idee porządku organicznego, a Feliks Koneczny posiłkował się dychotomią organicyzm-mechanizm znaną z socjologii Tönniesa. Powyższy kierunek refleksji w najsilniejszym stopniu rozwinął polski socjolog Florian Znaniecki w pracy „Współczesne narody”, która jest dla omawianego przez nas zagadnienia szczególnie istotna z uwagi na prezentowaną przezeń wielopoziomową, intencjonalną, pluralistyczną i modularną koncepcję narodu, która jest adekwatna dla dzisiejszych czasów.

Teza polskiego naukowca, iż „naród nie opiera swego bytu jak lud, na wiernym zachowaniu przez członków własnego wzoru kulturalnego, ale na świadomym dążeniu do uczestnictwa w utrzymywaniu i rozwoju wspólnego, nadindywidualnego zasobu kultury” na pierwszy rzut oka brzmi kapitulancko. W istocie jednak Znaniecki dystansuje się od trendów na rzecz rozluźnienia więzów z własną grupą bądź asymilacji do warunków otoczenia, uważa bowiem, iż jednostki reprezentujące dojrzałość w ramach wzmożonych kontaktów międzykulturowych wnoszą własny komponent w rozwój otoczenia, jednocześnie uszlachetniając go o polski wkład, co w przyszłym rozdziale określać będziemy mianem budowy przyczółków własnej kultury na obczyźnie. Nie musimy się zatem troskać, iż coś zostanie uronione, o ile wiemy, jak promować polską kulturę, nasze doświadczenie i kompetencje. Myśliciel buduje w tym kontekście analogię do transmisji myśli religijnej, czyli działalności misyjnej. o ile wiara misjonarza jest silna, nie musi się on obawiać, iż ją utraci na obczyźnie, wręcz przeciwnie przykład dobrego życia misjonarza udziela się innym, promieniując na otoczenie, stając się „siłą społeczną”. Stąd też wedle Znanieckiego dążenie do współżycia z innymi jest elementem konstruktywnego rozwoju własnego narodu. Różnorodność wzmacnia jego siły ekspansywne.

Przytaczam tu postać Znanieckiego nie przez przypadek, jako że, trudno by polskiego socjologa posądzać o identyfikację z afiliacją polityczną. Pamiętajmy, iż „Współczesne narody” powstawały w okresie międzywojennym w warunkach zajadłej rywalizacji europejskich nacjonalizmów odwołujących się bardziej do instynktów stadnych. Na jego twórczości szczególnie silnym piętnem odbiła się rywalizacja polsko-niemiecka o dostęp do Bałtyku, a jego popularna (przynajmniej na Pomorzu) broszura „Siły społeczne w walce o Pomorze” stała się ostatecznie suplementem do „Współczesnych narodów”. Choć jako naukowiec dążył do sublimacji trudno by mu zarzucać naiwność. Widząc agresywny rodzaj ekspansji niemieckiej, praktyki parcia na Wschód w wykonaniu naszego zachodniego sąsiada, nie miał wątpliwości, iż i my musimy robić to samo, choćby poprzez polonizację zamieszkałych tu Niemców. Wiedział też, iż o ile Polska pozostanie na mapie świata, musi być narodem wielkim, a przynajmniej o tą wielkość nieustannie walczyć i zabiegać. Nie przeszkodziło mu to jednak rozumieć zjawiska narodowości w całej złożoności i rozpiętości problemu, stąd też głosząc koncepcję ekspansji skierowanej na zewnątrz, rozumiał jednocześnie, iż warunki tej ekspansji będą się radykalnie zmieniać w nadchodzących czasach pod wpływem nieuchronnych procesów globalizacyjnych i modyfikacji kulturowych.

Interes narodowy w ujęciu ekonomicznym

Naszkicowana wyżej idea ekspansji dla budowy przyczółków narodowych na obczyźnie jeszcze silniej manifestuje swą doniosłość o ile problem zanalizujemy w ujęciu ekonomicznym. Truizmem jest twierdzenie, iż na polu gospodarki szczególnie silnie odradza się dziś myślenie w kategoriach interesu narodowego. Przesłanką powyższej preferencji jest diagnoza na temat powodów utraty konkurencyjności gospodarek państw zachodniego kręgu kulturowego na skutek procesu określanego mianem przesuwania się punktu ciężkości świata do Azji. Dość popularna jest w tym kontekście teza, iż to protekcjonizm narodowy przyczynił się do rozwoju państw azjatyckich, z kolei jego brak zaprzepaścił instynkty obronne państw zachodnich. Wszystko wskazywałoby na to, iż należy wspierać kapitał narodowy, krajowych przedsiębiorców i narodowe siły wytwórcze, stąd hasła lokal contentu podobnie jak reindustrializacji, skracania łańcuchów dostaw, czyli sprowadzania miejsc pracy z powrotem na Zachód – odmienia się dziś przez wszystkie przypadki niezależnie od opcji i afiliacji.

Z drugiej strony poziom komplikacji międzynarodowych powiązań, różnorodnych partnerstw strategicznych i kontraktów międzynarodowych, w końcu procesy outsourcingu i mobilności kapitału, w powiązaniu z ruchliwością siły roboczej sprawiają, iż poza pustym hasłem polityki narodowej nie wiemy tak naprawdę, jak ją realizować. Ekonomiści i eksperci spierają się co do sposobu wdrażania instrumentów celnych na importowane towary czy też subsydiów rządowych kierowanych do strategicznych sektorów. Wystarczy przyjrzeć się wrzawie jaka wybuchła pod wpływem wojen celnych wypowiedzianych światu przez Trumpa, a także całkowitej bezradności środowiska eksperckiego w ocenie skuteczności tych działań. Nigdy jeszcze gospodarka nie była przedmiotem tak zasadniczych rozbieżności, nigdy eksperci tak bardzo nie dryfowali na bezdrożach myśli.

Tezę, iż ekonomia może być przedłużeniem polityki narodowej jako pierwszy spopularyzował niemiecki ekonomista Friedrich List z XIX wieku w dziele „Narodowy system ekonomii politycznej” i był to ten sam badacz, który stał na gruncie tezy o dobroczynnych skutkach wymiany międzynarodowej. Można by skonstatować, iż dziwny to narodowiec, który dąży do umiędzynarodowienia, a jednak jego intencje pokrywają się z wymową niniejszego artykułu. Tak czy inaczej List zgadzał się twórcami ekonomii klasycznej na temat dobroczynnych skutków handlu wymiennego, tworzenia się specjalizacji i rynków zamorskich, tyle, iż stymulatorem tej wymiany miały być u ekonomisty motywacje o charakterze narodowym, bo to one są źródłem mobilizacji, czymś żywym, pobudzającym nasze „czułe struny”, czyli znajdującym admiratorów czy przodowników, jak powiedziałby Znaniecki – w miejsce suchej logiki kontraktów Adama Smitha.

Taka też była podbudowa powszechnie znanej i mającej dziś wielu naśladowników tezy Lista o konieczności ochrony przemysłów raczkujących poprzez cła zaporowe by następnie, tj. gdy już przemysły te będą wystarczająco silne wzmocnić ich ekspansję na rynkach zagranicznych poprzez rozbudowującą się gestię eksportową i tym samym wzmocnić państwo narodowe. List przykładał jednocześnie dużą wagę do roli zarządzania, umysłu, woli, kompetencji i kwalifikacji. Dostrzegał w nich stymulatory dynamiki społeczeństw industrialnych, które wspierając refleksyjność podmiotu i jego chęć pięcia się w górę inwestują we własną markę, by wyprodukowane w kraju dobra eksportować za granicą.

Trudno w końcu nie zauważyć, iż koncepcja sił narodowych, które realizują się w relacjach międzynarodowych, w ramach tego całego multikulturowego przekładańca, który tak nas drażni i irytuje – stanowi wspólny komponent retoryki dla ekonomistów narodowych i teoretyków społeczeństwa w rodzaju Znanieckiego czy Alaina de Benoista, którzy właśnie w kulturowym pluralizmie dostrzegają szansę dla inteligentnego narodu i jego ekspansywnych mocy, nie zaś w jakiejś izolacji czy homogenicznej utopii. Po prostu lepiej sprawdzić się w działaniu, w konfrontacji z obcymi, zobaczyć, jak jest na prawdę, by nie żyć własnym złudzeniem, wszak nic nie działa tak stymulująco dla narodu, jak zewnętrzna konkurencja.

Oczywiście realizacja polityki narodowej w dzisiejszej gospodarce jest bardzo trudna, instrumenty protekcji zawodzą na skutek złożoności powiązań i umiędzynarodowienia kapitału, ale i różnorodności formuł prawnych i organizacyjnych międzynarodowych korporacji. Nie tylko, iż granice państwowe ulegają rozmyciu, trudno powiedzieć także, gdzie dziś zaczyna, a gdzie kończy się firma, nie mówiąc już o ich międzynarodowych powiązaniach, tworzeniu filii zamiejscowych etc. Nakładając cła importowe możemy np. nałożyć je na dobra firm krajowych, które produkują dzisiaj przecież z reguły za granicą, a zwłaszcza w krajach azjatyckich o niższych kosztach robocizny. To, dlatego Niemcy tak się wzdrygały, by poprzeć propozycję Komisji Europejskiej z 2024 roku o nałożeniu ceł na auta produkowane w Chinach. Po prostu uderzyłyby wówczas w samych siebie, jako iż fabryki i centra projektowe mercedesa i volkswagena nasi zachodni sąsiedzie mają ulokowane w Azji. Podobnie dyskusja o lokal content spełza na niczym, gdy przedsiębiorcy azjatyccy zdolni są wyprodukować wszystkie komponenty nowych rozwiązań za pół ceny przez chińskich producentów i przy współudziale chińskich projektantów i inżynierów.

W ramach realizacji narodowych strategii gospodarczych istotna jest zatem rozwaga. Tu potrzeba wiedzy na temat charakterów podwykonawstwa międzynarodowego wraz z umiejętnością uwzględnienia marki i logo firmy, by udział krajowej myśli był doceniony choćby w ramach statystyk gospodarczych o czym często krajowe podmioty zapominają zadowalając się wysokością honorarium. Stawką w powyższej grze będzie kontrola nad posiadanymi zasobami, by uniknąć sytuacji, w której zasoby te stają coraz mniej uchwytne i coraz mniej sterowne. Pamiętajmy, iż temat narodowości powiązany jest z identyfikacją, tożsamością, a wizualnym odwzorowaniem tych ostatnich jest znak graficzny i efekt skojarzenia, który wywołuje. To problem powiązany z własnością intelektualną i regulacjami na rzecz jej ochrony. Nasi projektanci mogą rozsławiać rodzimą markę za granicą pomimo tego, iż upadają krajowe biura projektowe, o ile umowy zawierać będą określone klauzury. Tylko czy to samo można powiedzieć o polskich hydraulikach, którzy znajdują pracę za granicą znacznie częściej niż nasi inżynierowie. Czy hydraulik jest nośnikiem polskiej kultury w znaczeniu, o którym pisał Znaniecki, iż sławi polską markę?

Dbałość o interes narodowy jest zatem zagadnieniem niezmiernie dziś złożonym na skutek komplikowania się powiązań międzynarodowych, ruchliwości kapitału i siły roboczej, w ramach kolejnych odsłon procesów globalizacyjnych. Tych ostatnich nie da się uniknąć, ani przyhamować, pomimo podejmowanych prób na rzecz skracania łańcuchów dostaw, stąd też teoretycy ekonomii narodowej, podobnie zresztą jak i teoretycy nowoczesnego narodu proponują coś na kształt uderzenia wyprzedzającego bądź ucieczki do przodu. Wyrazem tej strategii biedzie koncepcja ekspansji sił narodowych, sił wytwórczych i sił przemysłowych na rynkach zagranicznych, budowanie przyczółków własnej myśli i kultury, ale i własnych kwalifikacji czy w końcu inwestycji kapitałowych na obczyźnie.

Nikt nam nie podpowie jak dokładnie należy to robić, jaką realizować strategię przystosowawczą, jako iż wszystko okropnie się komplikuje, a każde uderzenie odbija się rykoszetem. Janusz Korwin-Mikke pytał kiedyś retorycznie: „Czy przybycie do Krakowa Wita Stwosza, to była agresja kultury niemieckiej na Polskę – czy obrabowanie kultury niemieckiej z utalentowanego rzeźbiarza?”. To co było zabawną łamigłówką na temat mechanizmów zwrotnych i lustrzanych odbić w relacjach polsko-niemieckich staje się dziś bajką z morałem na temat europejskich narodów, które mierzą się z własnym przeznaczeniem.

Michał Graban

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Idź do oryginalnego materiału