
Szkoda, iż to nie hydranty
Przytulają się ukradkiem
Wchodzą pod pościele
Opowiadają bajki z bagien
Wszędzie dookoła
W cichej bezsilności
Wpatrują się w odbicia
Szarych, długich dni
Szkoda, iż to nie hydranty
Gotują nam obiady
Może trochę przesolone
Ale zawsze pełne smaku
Stoją przy drodze milczące
Czasem bezgłośnie płaczą
I tylko człek zbłąkany
Spojrzy na nie czule