Hiszpańska granica padła pod naporem barbarzyńców

2 godzin temu

W ciągu ostatnich pięciu lat Maroko ułaskawiło prawie 30 000 więźniów. Tamtejsze władze rozwiązują w ten sposób problem przeludnienia w swoich więzieniach. Co więcej, więźniowie ci, nie mając przyszłości we własnym kraju, są dyskretnie namawiani do przeprowadzki do Unii Europejskiej. Ostatnio setkami przełamali granicę w Ceucie.

Hiszpańska granica padła pod naporem barbarzyńców. Gdy państwo przestaje kontrolować własne granice, prędzej czy później przestaje kontrolować również to, co dzieje się wewnątrz kraju. Rządzona przez skrajną lewicę Hiszpania od lat jest jednym z głównych kierunków nielegalnej migracji do Europy, a kolejne wydarzenia na granicach w Ceucie i Melilli pokazują, iż skala presji migracyjnej nie maleje. Tysiące ludzi próbujących jednocześnie sforsować granicę nie są już incydentem, ale elementem nowej rzeczywistości.

Przez lata europejscy politycy zapewniali, iż sytuacja pozostaje pod kontrolą. Tymczasem obrazy z granicy pokazują funkcjonariuszy walczących z kolejnymi falami migrantów, a mieszkańcy wielu państw coraz częściej zadają pytanie, czy Unia Europejska w ogóle pozostało zdolna do skutecznej ochrony swoich zewnętrznych granic.

Co ciekawe, coraz częściej pojawiają się również zarzuty pod adresem władz Maroka. Rabat wykorzystuje presję migracyjną jako narzędzie nacisku politycznego na Hiszpanię i Unię Europejską. Co ważne, wśród osób kierujących się do Europy znajdują się osoby wcześniej osadzone w marokańskich więzieniach. Maroko od kilku lat prowadzi systemową politykę wypuszczania więźniów po to, by kierować ich do Europy.

Fakt czyszczenia się przez Maroko z kryminalistów, coraz bardziej niepokoi hiszpańskie władze. Podają, iż wielu nielegalnych imigrantów przybywających łodzią na wybrzeża Andaluzji z północnego Maroka, podczas przesłuchań policyjnych przyznało, iż przebywali w więzieniu. „Wielu ma blizny od uderzeń w głowę”podkreślono. Ich wygląd wskazuje, iż w życiu uczestniczyli w licznych konfliktach, a teraz trafili do Hiszpanii nielegalnymi szlakami imigracyjnymi.

Nie ulega wątpliwości, iż każda masowa fala nielegalnej migracji oznacza ogromne wyzwanie dla służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. W tłumie znajdują się ludzie uciekający przed biedą czy konfliktami, ale również osoby o nieustalonej tożsamości, których przeszłości nie da się gwałtownie zweryfikować. To właśnie brak skutecznej kontroli budzi największy niepokój obywateli. Co więcej, w przypadku klasycznych konfliktów zbrojnych, uciekinierami są przeważnie kobiety i dzieci, a mężczyźni pozostają, by walczyć.

Tym razem „uchodźcami” są prawie wyłącznie młodzi mężczyźni, którzy zostawili swoje rodziny w kraju pochodzenia. Co więcej, w Afryce nie toczy się żadna wojna, oprócz kilku konfliktów plemiennych, które są tam normą. Wszystko zatem wskazuje na to, iż chodzi tu o zorganizowaną akcję najazdu półdzikich ludów na Europę.

Największym problemem nie jest choćby liczba migrantów, ale sygnał wysyłany światu. o ile granicę można sforsować siłą, a państwo jest w stanie jedynie reagować po fakcie, zachęca to kolejne grupy do podjęcia podobnych prób. Każdy taki sukces staje się reklamą dla następnych.

Europa znalazła się dziś na rozdrożu. Może przez cały czas liczyć na doraźne rozwiązania i powtarzać, iż sytuacja jest wyjątkowa, albo uznać, iż skuteczna ochrona granic jest podstawowym obowiązkiem każdego państwa. Bez tego trudno mówić o bezpieczeństwie, porządku prawnym i zaufaniu obywateli do instytucji.

NASZ KOMENTARZ: Hiszpański kryzys migracyjny powinien być dla całej Europy ostatecznym sygnałem ostrzegawczym. Czas najwyższy wprowadzić bardzo surowe metody zwalczania tej inwazji, skoro inne nie działają. Gwarantujemy, iż nie ma ani jednego tak zwinnego murzyna czy araba, którego nie dogoniłaby karabinowa kula. Niestety, dopóki w UE rządzą lewacy, będziemy zmierzać ku katastrofie i upadku kontynentu, który idzie drogą późnego Cesarstwa Rzymskiego.

Polecamy również: Niemcy: tysiące islamistów gotowych do zamachów

Idź do oryginalnego materiału