Hejt za prawdę o związkach partnerskich. Walczymy o małżeństwo!

21 godzin temu

Szanowni Państwo,

Zacznę od cytatu:

Dzisiaj rząd mówi do osób LGBT i do par żyjących w związkach jednopłciowych – widzimy was, wiemy, iż jesteście, chcemy was otoczyć ochroną i opieką, chcemy dać wam bezpieczeństwo i poczucie wsparcia, bo żyjecie tutaj, mieszkacie, Polskę wybraliście za swoją ojczyznę, chcecie tu wychowywać dzieci i mieć rodziny.

Te słowa padły kilka dni temu podczas konferencji prasowej KPRM z ust minister Katarzyny Kotuli.

Ale aby dobrze zrozumieć tę wypowiedź, warto dodać, iż padła ona podczas prezentacji założeń projektu ustawy o statusie osoby najbliższej, który – jak chwaliła się pani minister – został właśnie przyjęty przez rząd.

Dokładnie przed tym ostrzegaliśmy od wielu miesięcy!

Czyż nie jest to potwierdzenie, iż mieliśmy rację, wskazując, iż przyjęcie JAKIEJKOLWIEK formy rejestracji związków innych niż formalne małżeństwo kobiety i mężczyzny w konsekwencji doprowadzi do ostatecznego celu: zrównania statusu par LGBT z małżeństwami i nadania im wszelkich przywilejów, włącznie z prawem do adopcji dzieci?

Na samym początku kadencji rządu KO pisaliśmy do Państwa, rozpoczynając nasz newsletter od przytoczenia fragmentu programu śniadaniowego, w którym swoją receptą na długoletni związek dzieliły się dwie pary jednopłciowe.

Od tamtej pory minęły właśnie równo dwa lata.

Już wówczas przestrzegaliśmy, iż to początek medialnej kampanii ocieplania wizerunku par jednopłciowych, która wiąże się właśnie z planami przeforsowania przez nowy rząd ustawy o związkach partnerskich. Ta rozmowa o „ślubach” dwóch pań czy panów była częścią długofalowego planu, którego celem jest normalizacja „małżeństw” jednopłciowych i zyskanie społecznej aprobaty dla takich rozwiązań prawnych.

Dziś, dwa lata później, widzimy, iż kampania trwa i niestety przynosi efekty. A pani minister może już z euforią potwierdzić, iż ustawa o statusie osoby najbliższej dotyczy właśnie par LGBT.

Wydawałoby się więc, iż dla wszystkich powinno być już jasne: nie, nie chodzi o zwykłe konkubinaty. Nie chodzi choćby o odmieniane przez wszystkie przypadki „bezpieczeństwo”, „wsparcie” i „opiekę”.

Ale okazuje się, iż to wcale nie jest oczywiste!

Bo za mówienie „kawa na ławę” o tym, co kryje się za niewinnie brzmiącymi „związkami partnerskimi” czy „statusem osoby najbliższej”, jesteśmy mieszani z błotem, obrzucani wyzwiskami i wykpiwani.

Dlatego chcemy wzmocnić przekaz o pułapce, jaką pod pozorem statusu osoby najbliższej szykuje rząd i zintensyfikować kampanię społeczną na rzecz obrony małżeństwa. Potrzebujemy w tym Państwa pomocy!

Brzydzę się wami, katotaliby.

NIE dla fanatyków religijnych.

Nie dla zaślepionych nienawiścią prawaków.

Myślę, iż tych kilka cytatów wystarczy, by zrozumieli Państwo, o czym mówię. Takie komentarze pojawiły się (w liczbie KILKUSET) pod naszymi postami w mediach społecznościowych, w których pisaliśmy o związkach partnerskich.

Sprzeciw wobec tej imitacji małżeństwa wywołuje u części Polaków absolutną wściekłość. I – co oczywiste – natychmiast jest kojarzony z argumentami wypływającymi z religii chrześcijańskiej i określany nienawiścią.

To typowe zabiegi, których, prawdę powiedziawszy, mogliśmy się spodziewać.

Dziś jakakolwiek krytyka homoseksualizmu (albo choćby brak należytej aprobaty) nazywana jest nienawiścią, bo przecież łatwiej przypiąć tę łatkę osobom wyrażającym odmienne zdanie niż mierzyć się z merytorycznymi argumentami.

Ale dalej pozostało gorzej.

Nie chcecie związków partnerskich to ich nie zawierajcie. Zero przymusu – pisze jedna z internautek.

Inny komentator opisuje:

Jestem z partnerem już 6 lat. Gdybyśmy sformalizowali nasz związek w urzędzie, co tak naprawdę by się złego stało? Przecież choćby by tego Pani nie zauważyła. (…) Trudno mi też sobie wyobrazić, aby ktoś nie chciał założyć rodziny, ponieważ gejom też wolno wziąć ślub i przez to taka para się ze sobą tak mocno nie zwiąże. Nie posądzam się o taką moc nad decyzjami innych ludzi.

Pojawiają się też komentarze negujące nasze ostrzeżenia:

Niezła propaganda… żeby wszyscy skojarzyli związki partnerskie z związkami homoseksualnymi… serio?? Aż tak nisko upadliście? Przecież to dla par hetero przede wszystkim… dla tych co nie chcą ślubu (bo nie trzeba go brać) by żyć zgodnie i szczęśliwie… małżeństwo nie oznacza szczęśliwej rodziny…

Po pierwsze nikt nie chce zastąpić małżeństwa związkiem partnerskim. Ma to być coś zupełnie innego. Po drugie grafika celowo wprowadza w błąd, bo w tej ustawie nie chodzi o posiadanie dziecka, a jedynie o np. prawo do dziedziczenia, wglądu w dokumenty medyczne i możliwość wspólnego rozliczania PiTu Takie to straszne?

Podobny ton przebija z wielu wpisów: związki partnerskie będą zupełnie neutralne dla reszty społeczeństwa i w żaden sposób nie wpłyną na to, czy ludzie będą chcieli zawierać związki małżeńskie; chodzi tylko o zwykłe konkubinaty, o ułatwienie życia ludziom, którzy nie chcą brać ślubu; jaka adopcja dla homoseksualistów, chodzi tylko o to, żeby mogli odwiedzać się w szpitalach!

Skala manipulacji, przekłamań i zwykłej niewiedzy w tym przypadku poraża. Polacy naprawdę nie rozumieją, czym jest małżeństwo, jaką rolę pełni w porządku społecznym, dlaczego ta wspólnota posiada pewne szczególne prawa i dlaczego wprowadzanie do porządku prawnego imitacji małżeństwa jest tak niebezpieczne.

A co gorsza – naprawdę nie widzą, do czego prowadzą te jeszcze małe kroki stawiane przez rząd. A może raczej usilnie zamykają oczy na fakty, które dziś potwierdza już choćby odpowiedzialna za przygotowanie ustawy minister.

Sondaże, którymi chwalą się zwolennicy ustawy, pokazują, jak wielu Polaków udało się już ogłupić. Według badań CBOS-u sprzed dwóch miesięcy wprowadzenie związków partnerskich popiera ponad 60% ankietowanych.

Tak, powtórzę, to skala społecznego pędu ku samozagładzie.

Kilka miesięcy temu pisałem już Państwu o tym, ale dziś chciałbym przypomnieć kilka faktów. Myślę, iż dobrze wyjaśnią one, skąd bierze się nasz stanowczy sprzeciw wobec wprowadzania do porządku prawnego jakichkolwiek form związków udających małżeństwo.

Kraje, które legalizują związki partnerskie – niezależnie od tego, iż pierwszym krokiem mogą być rozwiązania pośrednie, nie dające pełnej tzw. równości małżeńskiej – kroczą zawsze tą samą drogą, z czasem dochodząc do przyznania takim parom, a w tym również parom homoseksualnym, wszystkich należnych małżeństwom praw, włącznie z prawem do adopcji dzieci.

Tak było w Austrii, na Malcie, w Irlandii i Estonii, we Francji, w Norwegii…

I nie możemy mieć żadnych złudzeń, iż w Polsce potoczy się to inaczej. Zupełnie oficjalnie mówi o tym w czasie konferencji prasowej minister odpowiedzialna za przygotowanie projektu ustawy!

Tymczasem wciąż powszechne jest mniemanie, iż „chodzi tylko o odwiedzanie się w szpitalach i wspólne rozliczanie podatków”. Nic bardziej mylnego! Chodzi o pełną równość małżeńską, co przyznają i politycy, i aktywiści.

Otwórzmy oczy!

Nie dla związków partnerskich!

I wciąż znajdą się tacy, którzy będą kpić z nas, ironizując, jak jedna z internautek w dyskusji pod naszym postem:

Jeśli czyjeś małżeństwo zostanie zniszczone, bo pod trójką zamieszka para w związku partnerskim… to chyba nie ma tu choćby czego komentować.

A jednak – pozwolę sobie skomentować.

W krajach, gdzie takie rozwiązania uznano już wiele lat temu, widać wyraźnie, iż w tym wypadku doskonale sprawdza się powiedzenie „zły pieniądz wypiera dobry”. Z czasem liczba zawieranych małżeństw spada. Dlaczego?

Odpowiedź jest prosta: po co brać na siebie większe zobowiązania, skoro można łatwo uzyskać te same przywileje, nie ponosząc odpowiedzialności.

Ale małżeństwo i związki partnerskie ze społecznego punktu widzenia nie są dwoma równie dobrymi wariantami.

Aby to udowodnić, wystarczy porównać dwa zapisy, jeden pochodzący z obowiązującego Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, drugi zaś z projektu ustawy o statusie osoby najbliższej i wspólnym pożyciu. Proszę spojrzeć:

Art. 23 Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.

To fragment z Kodeksu. W projekcie ustawy czytamy zaś:

Art. 8. 1. Przez umowę strony zobowiązują się do wzajemnego szacunku, lojalności, pomocy, troski oraz współdziałania dla wspólnego dobra.

Czy zauważyli Państwo już, co zniknęło z ustawy o statusie osoby najbliższej?

Tak, zniknęła… rodzina.

To właśnie jest bowiem sednem społecznej funkcji małżeństwa: jest ono formą zobowiązania dwojga małżonków, iż będą tworzyć rodzinę, powoływać na świat dzieci, a następnie przez lata dokładać starań, aby zaspokajać ich potrzeby rozwojowe i życiowe. Dlatego tak ważne jest, aby małżeństwo było jak najbardziej trwałe – bo tylko trwały związek rodziców jest najlepszą gwarancją tego, iż rodzina spełni swoje funkcje.

Rolą państwa jest wspieranie zakładania rodzin i trwałości związków, a więc zachęcanie obywateli do tego, aby podejmowali zobowiązania, które są korzystne dla całego społeczeństwa.

W tym równaniu państwo nie jest dobrą ciocią, która rozdaje prawa jak cukierki, wszystkim, którzy tylko tego chcą! Tymczasem partia rządząca chce właśnie tego: rozdać przywileje tym, którzy chcą uniknąć zobowiązań.

To ich nadrzędny cel, do którego spełnienia dążą od samego początku kadencji. Dziś prace znów intensyfikują, choć oficjalnie zrezygnowano ze związków partnerskich, przedkładając pod prace sejmowe projekt ustawy o statusie osoby najbliższej.

Nie dajmy jednak zamydlić sobie oczu tą zmianą – w rzeczywistości to tylko próba przemycenia niemal tych samych zapisów w pozornie łagodniejszej, niegroźnej formie.

Niestety, jak wspomniałem – i jak mogli Państwo zobaczyć na podstawie przytoczonych komentarzy – klimat społeczny zmienia się na naszą niekorzyść. I szczerze powiedziawszy, zupełnie mnie to nie dziwi.

Rząd ma po swojej stronie wielkie media, ochoczo robiące za tuby propagandowe, gigantyczne zasięgi i ogromne pieniądze.

Przykładem może być rozmowa z programu śniadaniowego, o której wspominałem Państwu na początku. I to, przed czym wówczas ostrzegaliśmy – iż taki program to nie „wypadek przy pracy”, ale w pełni zamierzona strategia ocieplania wizerunku i normalizowania związków jednopłciowych – spełnia się co do joty.

Przekaz medialny jest przesycony propagandą skierowaną na wypromowanie związków jednopłciowych, a rząd regularnie bombarduje opinię publiczną kolejnymi projektami, licząc, iż w końcu któryś uda się wprowadzić w życie. Z drugiej strony atmosferę podgrzewa też Unia Europejska, próbując na różne sposoby wymusić na Polsce uchwalenie odpowiedniego prawodawstwa.

Niestety ­– i mówię to ze smutkiem – często próżno szukać merytorycznej kontry dla tego antymałżeńskiego przekazu. A skutki widać choćby w dyskusjach takich jak ta, która rozpętała się pod naszymi wpisami w mediach społecznościowych.

Polacy nie rozumieją, czym jest małżeństwo i jak najważniejsze znaczenie ma dla zachowania dobrze funkcjonującego społeczeństwa. Wraz ze wzrostem liczby rozwodów rośnie również przyzwolenie na zrywanie węzła małżeńskiego, a tym samym instytucja małżeństwa traci w oczach opinii publicznej swoje znaczenie.

W miejsce zdewaluowanej formy wspólnego życia wchodzą więc tanie substytuty w postaci związków partnerskich, bez zobowiązań, ale z prawami równymi małżeństwom.

Myślę, iż zgodzą się Państwo ze mną, iż w tej sytuacji naszą reakcją powinien być nie tylko mocny sprzeciw wobec jakichkolwiek zmian prawnych, wprowadzających tego rodzaju imitacje do życia społecznego. Tu potrzeba więcej.

Potrzeba przypomnienia, czym w istocie jest małżeństwo, jakie pełni funkcje i dlaczego rola tej wspólnoty jest tak kluczowa dla utrzymania ładu społecznego. Wyjaśnienia narosłych mitów i stereotypów, jasnego, merytorycznego przedstawienia faktów: instytucji małżeństwa nie da się zastąpić tombakiem w postaci związków partnerskich.

Jak Państwo widzą, potrzeba robić to zwłaszcza w przestrzeni internetowej, gdzie prawda przeplata się z kłamstwem i gdzie toczą się najbardziej zażarte dyskusje. Jednak ta sprawa wymaga nie tylko obrony, ale również i pozytywnego przekazu, iż małżeństwo to nie przeżytek, ale wciąż najlepsza i najpiękniejsza droga wspólnego życia.

Nasz profil na Facebooku obserwuje ponad 66 000 użytkowników – ale aby skutecznie do nich docierać, jak również zdobywać nowych – potrzebujemy wsparcia finansowego na pokrycie kosztów promocji.

Chcemy także stworzyć narzędzie, które pomoże dotrzeć z tą prawdą do opinii publicznej – poradnik, w którym przypomnimy, jak duże znacznie ma małżeństwo, tak w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym.

Pragniemy, aby była to z jednej strony pozycja bogata merytorycznie, ale z drugiej – przystępna. Dzięki temu nasz poradnik będzie stanowił nie tylko doskonałe źródło wiedzy, ale swego rodzaju przewodnik argumentacyjny do wykorzystania w codziennych dyskusjach.

I tu potrzebujemy Państwa pomocy: aby faktycznie wpłynąć na społeczne postrzeganie małżeństwa, musimy dotrzeć za naszym przekazem do naprawdę szerokiego grona odbiorców.

Naszą publikację o małżeństwie chcielibyśmy udostępniać w formie elektronicznej dla wszystkich, kto będzie chciał zapoznać się z nią i korzystać z jej treści. Chcemy jednak także wyprodukować wersję drukowaną, która trafi do Państwa domów i miejsc działania. Może ona stanowić doskonały materiał formacyjny, ale też przydatną pomoc w codziennych dyskusjach.

Nasze plany zależą jednak od Państwa wsparcia. Ta inicjatywa wiąże się z konkretnymi kosztami, począwszy od samych wydatków związanych z napisaniem takiej publikacji, następnie zaś drukiem i promocją. Są to jednak wydatki niezbędne, jeżeli chcemy, by nasz przekaz o wartości małżeństwa rzeczywiście przesycił narrację społeczną.

Chcę pomóc promować małżeństwo i rodzinę!

Szanowni Państwo,

niejednokrotnie przestrzegaliśmy, iż znaleźliśmy się w czasach, w których prawda już nie obroni się sama. Nie ma szans w starciu z medialną propagandą, rządem napędzanym żądaniami lobbystów, czy machiną wpływu zza granicy.

Tego wymaga od nas też prawda o instytucji małżeństwa, od dekad dezawuowanej i rozsadzanej od środka propagandą prorozwodową.

Bo ślub to nie tylko „papierek”. To początek wspólnej historii, początek „nowej drogi życia”, która prowadzi nieraz po niełatwym terenie, ale wiedzie w dobrym kierunku. Małżeństwo to nie tylko jeden z możliwych, równie dobrych wariantów, spośród których możemy wybierać jak w supermarkecie – chcę praw, ale nie chcę odpowiedzialności.

Małżeństwo w swej istocie to jedyna dobra baza, na której możemy budować rodziny. To równanie, w którym rzeczywiście 1+1=3, a nieraz i więcej. Z miłości małżeńskiej wyrasta nie tylko troska o wspólne gospodarstwo domowe, ale przede wszystkim pragnienie rzeczywistego dobra dla naszego współmałżonka, rozszerzające się na dzieci, które chcemy przyjąć i wychować, a trwałe, kochające się małżeństwo jest do tego najlepszym środowiskiem.

Właśnie o taki obraz małżeństwa musimy zawalczyć.

Bo małżeństwo to coś więcej niż droga indywidualnego szczęścia.

To filar, który dźwiga cywilizacyjny ład, a który tak łatwo możemy podciąć i zdewastować, uderzając weń taranem zbudowanym z tanich zastępników.

Serdecznie pozdrawiam

Marcin Perłowski

Dyrektor Centrum Życia i Rodziny

Idź do oryginalnego materiału