Ferencváros pokonał ETO FC Győr 3:0 wieczorem 3 września 2026 roku w zaległym meczu 3. kolejki ligi węgierskiej. Przed spotkaniem bramkarz gospodarzy Samuel Petráš mówił, iż przeciwko Fradi potrzeba „czegoś ekstra”. Na boisku Győr tego dodatku nie znalazł, a wicemistrz kraju narzucił mu swoją jakość.
Győr – Ferencváros: zapowiedź zderzyła się z wynikiem
Samuel Petráš dobrze rozpoznał skalę zadania. W rozmowie z węgierskim dziennikiem „Nemzeti Sport” słowacki bramkarz podkreślał, iż przeciw Ferencvárosowi jego drużyna musi dorównać rywalowi poziomem i dołożyć „coś ekstra”. Liczył na przewagę własnego stadionu oraz energię trybun. Mówił też o pełnej koncentracji, bo emocje wokół powrotu Balázsa Borbélya do Győru mogły odciągnąć uwagę od futbolu.
Borbély kilka tygodni wcześniej opuścił mistrzowski zespół ETO i przyjął ofertę Ferencvárosu. Dla miejscowych kibiców jego przyjazd w roli trenera rywala miał więc szczególny ciężar. Petráš próbował studzić napięcie. Przypominał, iż transfery szkoleniowców między klubami są częścią zawodowego futbolu, a szatnia musi patrzeć przed siebie. Wynik pokazał jednak, iż lepiej przygotowany był zespół byłego trenera gospodarzy.
Trzy ciosy Ferencvárosu
Oficjalny protokół Węgierskiego Związku Piłki Nożnej potwierdza wynik 0:3. Ferencváros objął prowadzenie w 27. minucie. Daniel Arzani przedarł się w pole karne i dograł do Ádáma Bagiego, a 19-letni pomocnik strzelił pierwszego gola w seniorskiej drużynie Fradi. Győr odpowiedział groźnym uderzeniem Nfansu Njiego, ale Dénes Dibusz obronił. Do przerwy goście prowadzili 1:0.
Petráš kilka razy ratował ETO, między innymi po próbie Arzaniego na początku drugiej połowy. W 70. minucie nie zatrzymał już strzału głową Mariano Gómeza po rzucie rożnym. Dwie minuty później Krisztián Lisztes wykorzystał podanie piętą Veljko Birmancsevicia i ustalił wynik. Gospodarze mogli zdobyć honorową bramkę w końcówce, ale Dibusz obronił rzut karny wykonywany przez Sandro Kulenovicia.
To był mecz rozstrzygnięty sprawnością w obu polach karnych. Győr miał momenty, w których dochodził do sytuacji, ale nie zamienił ich na gole. Ferencváros był dojrzalszy, skuteczniejszy i nie pozwolił, by napięcie wokół Borbélya przejęło kontrolę nad spotkaniem.
Pamięć poprzedniego sezonu nie wystarczyła
Optymizm Petráša nie był pustą deklaracją. W poprzednim sezonie ETO potrafiło ograć Ferencváros 3:1 w Budapeszcie, a później zwyciężyć u siebie 1:0. Te wyniki pomogły drużynie uwierzyć, iż nie musi wchodzić na boisko z kompleksem najbardziej utytułowanego klubu Węgier. Tym razem sama pamięć o sukcesach okazała się za słabym paliwem.
Dodatkowym obciążeniem dla Győru było szybkie pożegnanie z europejskimi pucharami. Petráš przyznawał przed meczem, iż drużyna chciała pokazać swój poziom w Europie i zdobywać punkty do krajowego współczynnika UEFA. Teraz mistrz Węgier musi odbudować rytm w lidze i krajowym pucharze. Szerszy obraz tegorocznej rywalizacji daje układ koszyków oraz terminarz Ligi Mistrzów 2026/27, w której miejsca nie da się utrzymać samą reputacją.
Ferencváros pozostaje za to w fazie ligowej Ligi Europy. To istotny kontekst dla tempa i jakości zespołu, który musi łączyć krajową rywalizację z wymagającym kalendarzem międzynarodowym. Losowanie Ligi Europy pokazało skalę wyzwań także dla klubów znanych polskim kibicom. Fradi przyjechało do Győru między meczem z Puskás Akadémia a derbami z Újpestem i mimo tego wyglądało na drużynę bardziej uporządkowaną.
Lekcja ważna także dla polskich klubów
Dla polskiego kibica nie jest to egzotyczny wynik z ligi sąsiada. Kluby Europy Środkowej rywalizują o te same miejsca w pucharach, pieniądze UEFA i sportowy prestiż regionu. Győr przypomniał, iż lokalna tożsamość, pełne trybuny i odważne słowa budują atmosferę, ale przewagi trzeba potwierdzić organizacją oraz skutecznością.
Petráš miał rację: przeciw Ferencvárosowi potrzeba czegoś ekstra. Wieczorem 3 września tę dodatkową jakość pokazali jednak goście. Dla ETO porażka 0:3 jest twardą miarą pracy do wykonania, a dla rywali Fradi ostrzeżeniem, iż wicemistrz Węgier nie zamierza oddawać krajowego pola po utracie tytułu.
Źródło: „Nemzeti Sport”, oficjalny serwis Ferencvárosu, Węgierski Związek Piłki Nożnej.














