Grzegorz Braun traci parę

10 godzin temu

Jeśli choćby ktoś się zupełnie nie interesuje polityką, to i tak musiał słyszeć o Grzegorzu Braunie i jego najsłynniejszej szarży z gaśnicą. Ówczesny poseł Braun w dniu 12 grudnia 2023 r., około 16:45 wparował do holu sejmowego, chwycił za gaśnicę i ugasił chanukowe świece razem z Magdaleną Gudzińską-Adamczyk. Wydarzenie to miało fundamentalne znaczenie do politycznej kariery Brauna, bo wokół niego powstał cały „ruch gaśnicowy” i do dziś jest to paliwo polityczne dla lidera tego ruchu.

Incydent z gaśnicą to mit założycielski i jest nie do pobicia, ale to nie znaczy, iż jest jedynym wyczynem ekscentrycznego polityka. W ilości ekscesów z udziałem Brauna z pewnością pogubił się sam Braun i tylko jego obrońcy muszą nad tym wszystkim panować, co nie jest zadaniem łatwym. Sam fakt, iż Europarlament sześć razy uchylał Braunowi immunitet wskazuje na skalę aktywności i to z pewnością nie jest koniec. Oprócz gaśnicy na liście znalazł się atak na byłego ministra Łukasza Szumowskiego, zniszczenie sprzętu nagłaśniającego na wykładzie Jana Grabowskiego, „obywatelskie zatrzymanie” Gizeli Jagielskiej w oławskim szpitalu, wyniesienie choinki z krakowskiego sądu, czy kwestionowanie istnienia komór gazowych w Auschwitz.

Wszystkie te interwencje budziły mieszane uczucia, bo z jednej strony ciężko pochwalać takie „happeningi” w wykonaniu posła, z drugiej strony cele ataków też się nie dają lubić i dokładnie na tym Grzegorz Braun bazuje. Coś się jednak w ostatnim czasie zmieniło i prawdopodobnie ma to związek z licznymi procesami. Dwie najnowsze akcje z udziałem lidera Konfederacji Korony Polskiej, na tle historycznych, wypadają wyjątkowo blado, a jedna wręcz groteskowo. W ubiegłym tygodniu Grzegorz Braun z pomocą Marcina Mikszy zaatakował młotkiem pomnik banderowców z UPA, którzy polegli w 1946 roku w walce z sowieckim NKWD. Efekt młotkowania był mizerny, obelisk UPA został ledwie porysowany, a prokuratura nikomu nie postawiła zarzutów.

Drugi „happening” odbył się tuż przed wyborami w Krakowie, gdzie z ramienia Konfederacji Korony Polskiej startuje Michał Klimek. Obaj panowie ścięli szlifierką kątową znak Strefy Czystego Transportu (SCT), co samo w sobie jest słabym pokazem, ale prawdziwa groteska polega na czymś innym. Znak nie został ustawiony przez Zarząd Dróg Miasta Krakowa (ZDMK), ale przez sztab Michała Klimka, co więcej został przytwierdzony popularnymi trytytkami. Krakowska inscenizacja to doskonałe podsumowanie całej aktywności politycznej Grzegorza Brauna, która wyłącznie na reżyserowanych spektaklach bazuje. Coraz bledsze to spektakle i może dlatego w ruch poszedł ciężki sprzęt od młota po kątówkę, żeby dodać więcej charakteru, ale raczej dodaje więcej śmiechu.

Dziś realizowane są wybory w Krakowie, które wycenią skuteczność politycznej formuły Grzegorza Brauna, jednak kilka wskazuje, iż kandydat Konfederacji Korony Polskiej Michał Klimek odniesie jakikolwiek sukces, bo o zwycięstwie w ogóle nie może być mowy. Wprawdzie te wybory nie będą reprezentatywne dla żadnej partii, ale każdy wynik niższy od sondażowego politycznych plusów i argumentów nie dostarczy. najważniejsze pytanie odnosi się jednak do czegoś innego. Jak długo Grzegorz Braun będzie zdolny do skupiania uwagi wyborców na swoim repertuarze? Czy starczy mu inwencji i energii do wyborów parlamentarnych? Czy może zużyje się tak, jak zużywa się jego teatralny model uprawiania polityki? I pozostało jeden poważny hamulec, Grzegorz Braun głośno tego nie powie, ale liczba procesów wyraźnie zrobiła na nim wrażenie i tak samo przygasiła temperament.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału