Są momenty, w których choćby najbardziej życzliwy obserwator życia publicznego musi zadać pytanie: czy to jeszcze dziennikarstwo, czy już wyłącznie marketing polityczny o konsystencji bigosu – gęstego, ciężkiego i kompletnie niestrawnego. Noworoczne wydanie programu Telewizji wPolsce24, w którym widzowie „zaglądają do kuchni” Pałacu Prezydenckiego, jest podręcznikowym przykładem żenującej próby ocieplania wizerunku Karola Nawrockiego w momencie, gdy społeczne rozczarowanie prezydentem wywodzącym się z PiS narasta i przestaje być dające się zagłuszyć partyjną narracją.
Zamiast rozmowy o realnych problemach prezydentury – relacjach z rządem, inicjatywach ustawodawczych czy odpowiedzialności za ton debaty publicznej – widzowie dostali opowieść o halibucie. „Prezydent kocha halibuta. Mięsista ryba, z ogromną zawartością białka” – z emfazą oznajmił Łukasz „Bigos” Miecznikowski, szef kuchni Pałacu. Dowiedzieliśmy się też, iż głowa państwa „kocha ryby” w ogóle, iż jada około dwóch tysięcy kalorii dziennie i iż ulubionym deserem jest szarlotka. Państwo może spać spokojnie.
Problem w tym, iż nie był to niewinny reportaż lifestyle’owy, ale starannie wyreżyserowany spektakl. wPolityce.pl i związana z nim antena wPolsce24 od lat pełnią funkcję medialnej osłony polityków obozu PiS. Tym razem osłona przybrała formę fartucha kuchennego. Dziennikarze Emilia Wierzbicki i Wojciech Biedroń nie zadawali pytań – oni asystowali. Gotowali, przytakiwali i z namaszczeniem słuchali anegdot o „pocie, emocjach i charyzmie”.
Kulminacją tej opowieści jest bokserska legenda. „Zdarzyła się taka historia, iż rzeczywiście ‘zgasiłem światło’ panu prezydentowi” – wspomina kucharz. Narracja jest jasna: Nawrocki to twardziel z bramy, silny fizycznie, a jednocześnie intelektualista, bo „wyciągał ciuchy treningowe i wypadały mu książki”. To mitologia w najczystszej postaci, skrojona pod potrzeby polityczne, a nie informacyjne.
Wszystko to dzieje się w momencie, gdy notowania prezydenta słabną, a elektorat PiS coraz wyraźniej okazuje znużenie i rozczarowanie. Zamiast zmierzyć się z tym faktem, medialni sojusznicy Nawrockiego proponują eskapizm. „Pan prezydent bardzo dynamicznie pracuje i bardzo rzadko jest w Pałacu. Częściej tak naprawdę karmimy dzieci niż parę prezydencką” – słyszymy. Ma to brzmieć jak dowód poświęcenia. W rzeczywistości jest niezręcznym wyznaniem chaosu organizacyjnego, przykrytym ciepłym uśmiechem.
Ten materiał mówi więcej o kondycji prorządowych mediów niż o samym prezydencie. Dziennikarstwo zostało tu zredukowane do roli PR-owej tuby, w której pytanie o „czy to nie za mało kalorii?” zastępuje pytanie o odpowiedzialność polityczną. Zamiast kontroli władzy – gotowanie bigosu. Zamiast krytycznej analizy – zachwyt nad „polskimi produktami” i anegdoty z młodości.
Ocieplanie wizerunku poprzez kuchnię to zabieg stary jak polityka masowa. Problem polega na tym, iż w tym wydaniu jest on zbyt nachalny, zbyt długi i zbyt oderwany od nastrojów społecznych. Gdy prezydentura traci społeczne zaufanie, halibut nie pomoże. A dziennikarze, którzy udają, iż nie widzą tej przepaści, wystawiają sobie świadectwo – niekompetencji albo cynizmu.
W tym sensie nie jest to już choćby propaganda wysokiej próby. To publicystyczna kuchnia resztkowa: wszystko, co zostało w lodówce narracji PiS, wrzucone do jednego garnka i podane widzom jako danie dnia. Smacznego.

3 godzin temu












