
Jak to się stało, iż najbogatszy kraj Ameryki Łacińskiej o stabilnej demokracji, stał się rządzonym przez kryptodyktaturę najuboższym (obok Haiti) krajem na ziemi? W tej przemianie nie było takich spektakularnych momentów, jak wyłączenie sygnału telewizjnego, czy siłowe przejęcie prokuratury. Wszystko dokonywało się stopniowo – niemal niezauwżalnie. Do dziś istnieje parlament, przeprowadzane są wybory, są partie opozycyjne, a ok. 85% środków masowego przekazu, zwanych "mediami nienawiści", należy... do opozycji (!).
W styczniu 1966 sowieci zwołali na Kubie spotkanie zwane "Transkontynentalną Konferencją" w którym uczestniczyło 538 delegacji struktur komunistycznych z całego świata. Na spotkaniu tym zadecydowano o powołaniu sieci ośrodków treningowych do kształcenia kadr. Już w październiku na przedmieściach Hawany powstał ośrodek gotowy do przyjęcia 1500 kursantów. Szefem całości programu był generał KGB Koczygin.
Ameryka Łacińska była wdzięcznym terenem działań komunistycznych agitatorów ze względu na niesprawiedliwe stosunki własnościowe i związane z tym napięcia społeczne. To dlatego Fidel Castro wysłał swojego towarzysza walki Che Guevarę do Boliwii, gdzie miejscowi chłopi, zamiast robić rewolucję, zabili agitatora. Zbędny przywódca został na Kubie "kanonizowany" – powstało mnóstwo jego pomników, a miliony głupców na całym świecie kupiło koszulki z wizerunkiem tego wyjątkowo odrażającego typa, który miał zwyczaj osobiście wykonywać egzekucje "wrogów ludu".
Legenda głosi, iż przyszły przywódca Wenezueli – Hugo Chavez znalazł książki w opuszczonym i podziurawionym kulami samochodzie, który być może należał do partyzantów. Były tam dzieła Marksa, Lenina i Mao Zedonga i pod wpływem tej lektury tak mu się pomieszało...
W rzeczywistości Chavez był przeszkolonym absolwentem kubańskiej "uczelni", jako "dyplomowany" wywrotowiec wrócił do Wenezueli i w 1992 roku zorganizował zamach stanu. Zamach się nie udał i Chavez trafił do więzienia, jednak po pewnym czasie urzędujacy prezydent ułaskawił go, a Chavez ... wygrał wybory.
Wenezuela lat osiemdziesiątych przechodziła trudny czas, bo prezydent Reagan w porozumieniu z Arabią Saudyjską postanowili znacznie obniżyć ceny ropy, by ograniczyć dochody ZSRR.
W Wenezueli ta sytuacja spowodowała drastyczny spadek dochodu narodowego i liczne problemy społeczne. Międzynarodowy Fundusz Walutowy zalecił "dyscyplinę budżetową", czyli cięcia wydatków socjalnych. W wyniku reform liberalnych zwiększyły się dysproporcje między biedną większością, a bogatą mniejszością. Udręczony bałaganem elektorat zatęsknił za silnym przywódcą, który zrobi porządek w kraju (uderzajace podobieństwo do przypadku Hitlera!).
Chcąc uniknąć skojarzeń z Kubą, Chavez zawsze odżegnywał się od komunizmu mówiąc, iż w przeciwieństwie do swego przyjaciela Fidela Castro, on wierzy w Boga. Dlatego stworzył "ruch bolivariański", który nie jest ani komunizmem, ani kapitalizmem, ale "trzecią drogą". Droga ta w dłuższej perspektywie okazała się ślepym zaułkiem (skąd my to znamy?).
Początkowo "rewolucja bolivariańska" odnosiła sukcesy – ograniczono ubóstwo zakładając tysiące tanich stołówek, by pomóc głodującym. Wprowadzono finansowany przez rząd system opieki zdrowotnej oraz bezpłatną edukację na poziomie uniwersyteckim. Chavez sprowadził z Kuby 50 tysięcy lekarzy i nauczycieli w celu walki z analfabetyzmem i wysoką śmiertelnośią niemowląt. Pomogło to także Kubie będącej na krawędzi upadku po rozpadzie ZSRR. Kuba kształci ogromne ilości specjalistów, (dalece przewyższające swoje potrzeby) i eksportuje je do innych państw języka hiszpańskiego. Jest to forma "miękiego" propagowania idei miłych komunistom.
Aby sprawnie wdrażać reformy przeforsowano możliwość czasowego rządzenia dzięki dekretów. W 2005 roku przeprowadzono referendum zmieniajace konstytucję. Zmiany przewidywały podporządkowanie prezydentowi Banku Centralnego, skrócenie dnia pracy do 6 godzin, obniżenie wieku wyborczego do 16 lat i możliwość nieograniczonego kandydowania prezydentowi w kolejnych kadencjach.
Choć przeciwnicy rządu oskarżali prezydenta o zbytnią centralizację władzy i krytykowali go za populizm i "rozdawnictwo pieniędzy", Chavez wygrywał wybory jeszcze 3 razy (jego ochroniarz i sukcesor – Maduro musiał już dokonywać fałszerstw wyborczych). Stopniowa nacjonalizacja kolejnych branż gospodarki powodowała braki na rynku i wzrost inflacji, a reforma rolna upośledzała produkcję żywności generując głód. Pojawiły się demonstracje i protesty. Odpowiedzią władz była rozbudowa policji i armii, a także rosyjscy doradcy z ich cennym doświadczeniem w "optymalizacji" działań tych formacji.
Ochrona usuniętego przez Amerykanów prezydenta Maduro składała się z 40 Kubańczyków, w akcji zginęło 32 z nich. Jak potwierdził w wywiadzie w CNN przedstawiciel kubańskiego rządu, mieli oni pogrzeb państwowy, a za ich pracę płacił rząd Kuby (w ramach internacjonalistycznej pomocy?).
Wieloletnie milionowe demonstracje w miastach Wenezueli nie spowodowały zmiany rządu – tylko przyłączenie się wojska do protestujących mogło zagrozić dyktatorowi, to zaś w reżimie typu sowieckiego z "oficerami politycznymi" w każdej jednostce i policji z płatnymi donosicielami, jest niemożliwe. Tylko mechaniczne usunięcie dyktatora mogło pomóc ludności, tak więc teraz zaistniała szansa na poprawę losu Wenezuelczyków.





