Kolejne pół miliona złotych dla spółki Podhale Nowy Targ wywołało długą i momentami bardzo ostrą dyskusję podczas sesji Rady Miasta. Radni pytali prezesa Wojciecha Śniegowskiego m.in. o to, na co wydano pierwsze 500 tys. zł kapitału zakładowego, dlaczego spółka nie prowadzi szkolenia młodzieży, kto miał zadeklarować jej milion złotych wsparcia oraz czy przy zakupach prawidłowo stosowano procedury. Sama dyskusja kilka razy schodziła z poziomu finansów i organizacji na relacje pomiędzy prezesem a radnymi.
Punktem wyjścia była propozycja przekazania spółce kolejnych 500 tys. zł. Zgodnie z autopoprawką burmistrza środki mają zostać przesunięte z bieżących wydatków na drogi gminne i przeznaczone na dopłatę do spółki Podhale Nowy Targ.
To druga tak znacząca kwota przeznaczana przez miasto na nowo powstały podmiot. Kapitał zakładowy spółki wynosił bowiem 500 tys. zł.
Już podczas wrześniowej konferencji prasowej przed rozpoczęciem sezonu burmistrz Grzegorz Watycha przyznawał, iż ta kwota okazała się zbyt mała w stosunku do rzeczywistych kosztów organizacyjnych. Sygnalizował wówczas, iż kapitał będzie trzeba zwiększyć, aby spółka mogła stanąć na nogi.
Podczas sesji radni chcieli się jednak najpierw dowiedzieć, co stało się z pierwszym pół milionem.
Na co wydano pierwsze 500 tysięcy?
Jako jeden z pierwszych o szczegóły zapytał radny Marcin Jagła. Początkowo swoje pytanie skierował do skarbnik miasta Ewy Bobek, która jednocześnie zasiada w radzie nadzorczej Podhala Nowy Targ. Ta przyznała, iż nie posiada szczegółowej wiedzy na temat wydatków spółki i o odpowiedź poprosiła prezesa Wojciecha Śniegowskiego.
Prezes wyliczał z pamięci najważniejsze pozycje.
Według przedstawionych przez niego informacji około 75 tys. zł kosztowało wykupienie „dzikiej karty”, około 30 tys. zł rejestracja w rozgrywkach, około 178 tys. zł przeznaczono na wynagrodzenia zawodników, a około 70 tys. zł na wynagrodzenia sztabu, pracowników klubu i zarządu. Do tego dochodziły wydatki na ubezpieczenia oraz około 130 tys. zł na zakup sprzętu. Śniegowski zaznaczył, iż podaje kwoty z pamięci. Poinformował również, iż na rachunku spółki pozostaje w tej chwili około 70 tys. zł.
– Rozumiem, iż cała ta kwota poszła na drużynę seniorów, czyli na sport profesjonalny? – dopytywał Jagła.
– Tak – odpowiedział Śniegowski.
I właśnie ta odpowiedź otworzyła jeden z najostrzejszych wątków debaty.
Jagła: środki wydano niezgodnie z przeznaczeniem?
Zdaniem Marcina Jagły uchwała powołująca spółkę wskazywała jako jej podstawowy cel działalność o charakterze użyteczności publicznej, w tym tworzenie warunków do funkcjonowania sportu, szkolenie dzieci i młodzieży oraz promocję miasta.
Radny postawił więc tezę, iż przeznaczenie całości dotychczasowych środków na funkcjonowanie zawodowej drużyny seniorów może być niezgodne z założeniami, na podstawie których spółka została utworzona.
– Czyli wydał pan pieniądze niezgodnie z przeznaczeniem – argumentował Jagła, wskazując, iż profesjonalna drużyna może być elementem działalności spółki, ale – w jego ocenie – nie powinna zastępować realizacji jej podstawowych zadań.
Śniegowski odpowiedział, iż obejmując stanowisko, otrzymał przede wszystkim zadanie związane z występem drużyny seniorów w ekstralidze.
– Nie wiem, może pan dobrze rozumie. To nie było moje zadanie. Kiedy przejąłem funkcję prezesa zarządu, nie było mowy o szkoleniu młodzieży – mówił.
Jak tłumaczył, decyzja o zgłoszeniu zespołu do najwyższej klasy rozgrywkowej została podjęta jeszcze przed objęciem przez niego funkcji, a on musiał dostosować się do sytuacji i zrealizować postawione przed nim zadanie.
Na pytanie Jagły, kto konkretnie przekazał mu takie wytyczne, odpowiedział, iż propozycję umowy otrzymał od rady nadzorczej.
Jagła zwrócił uwagę, iż prezes miejskiej spółki powinien znać przepisy regulujące jej działalność oraz zasady wydatkowania pieniędzy publicznych.
Odpowiedź Śniegowskiego była krótka:
– Nie mam nic więcej do dodania. Z przyjemnością złożę rezygnację.
– Ja panu nie proponuję złożenia rezygnacji – odpowiedział Jagła.
– Tak to odebrałem – stwierdził prezes.
Radny podkreślił, iż nie kwestionuje prawa prezesa do pełnienia funkcji, ale oczekuje wyjaśnienia sposobu gospodarowania środkami publicznymi, które podlegają szczególnemu nadzorowi i powinny być wydawane zgodnie z prawem.
Co ze szkoleniem młodzieży?
Do wcześniejszych wypowiedzi prezesa odniósł się również radny Jan Sięka. Zapytał, czy Śniegowski podtrzymuje słowa z jednego z wywiadów, w którym mówił, iż spółka nie będzie prowadzić szkolenia młodzieży.
Prezes przyznał, iż jego wypowiedź mogła zostać źle sformułowana lub źle zrozumiana.
Wyjaśnił, iż chodziło mu o to, iż przy obecnym poziomie finansowania spółka nie jest w stanie jednocześnie utrzymywać zespołu seniorów i przejąć szkolenia młodzieży.
Sięka zapytał więc, jakich pieniędzy potrzeba, aby realizować oba te zadania.
Śniegowski zastrzegł, iż nie dysponuje w tej chwili pełną kalkulacją kosztów szkolenia młodzieży, ale według jego szacunków około 3 mln zł rocznie byłoby absolutnym minimum, dodatkowo przy znaczącym udziale sponsorów.
Jak argumentował, taka skala finansowania byłaby potrzebna, jeżeli spółka miałaby jednocześnie prowadzić szkolenie młodzieży na wysokim poziomie i w perspektywie kilku lat rozwijać zespół seniorów.
– Sześciu trenerów zatrudnionych choćby za najniższą krajową to około 30 tys. zł miesięcznie. Tylko pytanie, czy chcemy szkolić na poziomie najniższej krajowej – tłumaczył.
Sięka podkreślił, iż rozumie trudną sytuację prezesa.
– Moim zdaniem jest to funkcja straceńcza, tym bardziej chylę czoła przed pana odwagą – mówił. Jednocześnie zaznaczył, iż jako radny ma obowiązek pilnować miejskiego budżetu i pytać o sposób wydatkowania publicznych pieniędzy.
Kto obiecał milion złotych?
Kolejną serię pytań zadał radny Maciej Tokarz.
Nawiązał do wypowiedzi medialnej prezesa, z której miało wynikać, iż miasto zobowiązało się przeznaczyć na spółkę milion złotych.
– Kto panu taką deklarację złożył? – pytał radny.
Śniegowski odpowiedział, iż nie pamięta dokładnie ani słów, ani osoby, która miała przekazać taką informację.
Jak tłumaczył, kiedy podpisywał umowę, przedstawiono mu założenie, iż spółka będzie mogła liczyć na przychody związane m.in. z pomieszczeniami na hali czy parkingiem na poziomie około 700 tys. zł, a dodatkowo na około milion złotych z miasta.
– Dla mnie było jasne, iż chodzi o milion na sezon – mówił.
Zastrzegł jednak, iż z dzisiejszej perspektywy nie jest już pewien, czy chodziło o cały sezon, czy o pieniądze przewidziane w kolejnym roku budżetowym.
– Nie pamiętam już teraz, kto i co dokładnie deklarował – przyznał.
Tokarz zauważył, iż radnym podczas prac nad utworzeniem spółki nikt wcześniej o takim zobowiązaniu nie mówił.
„Co szkodziło powiedzieć prawdę?”
Do tej kwestii Tokarz wrócił później, po wypowiedzi radnego Bartłomieja Garbacza.
– Panie radny, my nie mamy pretensji, iż rozwiązanie w postaci powołania spółki zostało zastosowane. Ja mam pretensję o to, iż cały czas ukrywacie przed nami swoje zamierzenia w tej sprawie – zwrócił się do Garbacza.
Tokarz przekonywał, iż już na etapie tworzenia spółki osoby zaangażowane w projekt musiały zdawać sobie sprawę, iż 500 tys. zł nie wystarczy na funkcjonowanie drużyny przez cały sezon.
– Od początku mieliście przewidziane, iż będzie milion złotych na spółkę. Pytaliśmy o to, ale nikt nam nie odpowiedział. Mówiło się, iż nie wiadomo, mówiło się o pół miliona, a wszyscy wiedzieli, iż to kwota zbyt mała, żeby ta drużyna grała cały sezon. Co szkodziło powiedzieć prawdę? – pytał radny.
Wątpliwości wokół formy przekazania pieniędzy
Tokarz odniósł się również do sposobu, w jaki kolejne środki miałyby zostać przekazane spółce.
Jego zdaniem umowa sponsorska nie musi być najlepszym rozwiązaniem, skoro Podhale Nowy Targ jest spółką miejską. Radny zwracał uwagę, iż przy takiej formule mogą pojawić się kwestie związane z obowiązkiem stosowania odpowiednich procedur oraz z podatkiem VAT.
W jego ocenie miasto powinno dokładnie przeanalizować, jaka forma finansowania własnej spółki będzie prawnie i finansowo najkorzystniejsza.
Pytania o zakup sprzętu
Tokarz poruszył także temat sprzętu kupowanego przez spółkę. Pytał, czy sposób dokonywania zakupów był zgodny z zasadami obowiązującymi podmioty dysponujące środkami publicznymi i czy w określonych przypadkach nie należało stosować procedur wynikających z przepisów o zamówieniach publicznych.
Śniegowski odrzucił te wątpliwości.
Jak przekonywał, wartości dotychczasowych zakupów nie powodowały obowiązku przeprowadzania postępowania przetargowego. Dodał, iż przy zakupach porównywano oferty trzech firm i wybierano rozwiązanie najkorzystniejsze dla spółki.
– Nie mam sobie tutaj nic do zarzucenia – przekonywał.
„Jeszcze musimy odpowiadać na pytania wyprodukowane przez sztuczną inteligencję”
W tym momencie atmosfera dyskusji zaczęła robić się wyraźnie bardziej napięta.
Prezes mówił o ogromnej liczbie obowiązków, niewielkiej liczbie osób pracujących przy organizacji klubu i presji związanej z budowaniem drużyny niemal od podstaw.
W kierunku Macieja Tokarza padła również uszczypliwa uwaga dotycząca wcześniejszego zestawu pisemnych pytań przesłanych do spółki.
Śniegowski stwierdził, iż przy ogromie pracy jego zespół musi dodatkowo odpowiadać na „pytania wyprodukowane przez sztuczną inteligencję”.
Tokarz zareagował na te słowa zdecydowanie.
„Właścicielami tej spółki są mieszkańcy”
– Panie prezesie, o ile nie podobają się panu pytania radnych, to jest pana problem – odpowiedział radny.
Przypomniał, iż Podhale Nowy Targ jest spółką należącą do miasta, finansowaną pieniędzmi publicznymi, a obowiązkiem rady jest kontrolowanie jej działalności.
– Właścicielami są mieszkańcy Nowego Targu, a my jesteśmy ich przedstawicielami. To jest częścią pracy, której się pan podjął – mówił Tokarz.
Radny uznał również za nie na miejscu wcześniejszą uwagę Śniegowskiego o możliwości złożenia rezygnacji.
Prezes odpowiadał, iż nie zagroził odejściem dlatego, iż nie podobają mu się pytania.
– Pan mi zarzucił, iż jestem niekompetentny. o ile rada tak uznaje, to ja mogę zrezygnować – tłumaczył.
Tokarz stanowczo zaprzeczył, jakoby nazwał prezesa niekompetentnym.
– Ja nie wiem, gdzie powiedziałem, iż pan prezes jest niekompetentny. Pytam w sposób neutralny i kulturalny. To pan prezes powiedział, iż nie dość, iż ma dużo spraw na głowie, to jeszcze musi odpowiadać na pytania ze sztucznej inteligencji, sugerując, iż jest to strata czasu – mówił.
Radny przekonywał, iż jego wcześniejsze pytania były potrzebne.
– Te pytania okazały się bardzo istotne. Pan prezes powinien mi za to podziękować, dlatego iż kwestia ewentualnego naruszenia ustawy Prawo zamówień publicznych mogłaby się dla pana skończyć konsekwencjami – argumentował.
Tokarz ocenił, iż jego pisemne pytania pomogły zwrócić uwagę zarządu na konieczność adekwatnego stosowania procedur.
– Myślę, iż pomogłem tymi pytaniami i naprowadziłem zarząd spółki na adekwatne stosowanie procedur – mówił.
Dodał także:
– Pan prezes mówi, iż ja coś kwestionuję i uważam go za niekompetentnego, ale to pan wycofuje się ze słów, które wcześniej przesłał mi pan na piśmie.
Nonszalancja czy po prostu bezpośredni styl?
W trakcie całej debaty uwagę zwracał sposób, w jaki prezes odpowiadał na pytania radnych. Swobodna mowa ciała, krótkie odpowiedzi i kilkukrotne odwoływanie się do możliwości rezygnacji mogły sprawiać wrażenie pewnej nonszalancji – jakby Śniegowski chciał dać do zrozumienia, iż takie są realia funkcjonowania klubu, a o ile radnym ten sposób działania nie odpowiada, może po prostu odejść.
Takiego odbioru nie podzielali jednak wszyscy.
W obronie prezesa stanęła Agata Michalska.
Jej zdaniem Śniegowski odpowiadał rzeczowo i bez zbędnych emocji, a napięcie w dyskusji wynikało przede wszystkim ze sposobu formułowania pytań przez Macieja Tokarza.
– Ja odbieram odpowiedzi pana prezesa jako bardzo rzetelne, bez emocji. Wszystkie negatywne emocje, które są tutaj przekazywane, wychodzą od pana – zwróciła się do Tokarza.
– Maćku, twoja forma prowadzenia dyskusji i zadawania pytań, forma zwracania się do drugiego człowieka, wywołuje negatywne emocje. Możemy rozmawiać merytorycznie, ale nie w ten sposób – dodała.
Tokarz odpowiedział, iż sam nie uważa, by wprowadzał do dyskusji emocje.
– Moim zdaniem to pani radna Michalska i radny Garbacz wprowadzają emocje, mówiąc o historii i tożsamości miasta – stwierdził.
Garbacz: spółka była adekwatnym kierunkiem
Inaczej na działalność spółki spojrzał radny Bartłomiej Garbacz.
Przekonywał, iż niezależnie od obecnych problemów hokej pozostaje ważnym elementem historii i tożsamości Nowego Targu, a utworzenie spółki komunalnej było adekwatnym rozwiązaniem organizacyjnym.
– Wszyscy zgadzaliśmy się, iż forma spółki komunalnej jest najlepsza. Doprowadziliśmy do tego i uważam, iż był to adekwatny kierunek – mówił.
Przyznał, iż czasu w przygotowanie wszystkiego było bardzo mało, ale – jak zaznaczył – nie został on zmarnowany. Drużyna została zgłoszona do rozgrywek, spełniła wymogi formalne i rozpoczęła sezon.
Garbacz odniósł się też do krytyki decyzji o starcie w ekstralidze.
– Ktoś powiedział mi, iż drużyna była niegotowa i powinniśmy grać w pierwszej lidze. Ale czy oni za darmo dostali ten awans? Czy go wywalczyli? Wywalczyli swoją grą – argumentował.
Przyznał, iż obecne wyniki nie są satysfakcjonujące, ale przypomniał, iż jednym z założeń było oparcie drużyny na zawodnikach związanych z Nowym Targiem.
– Chodzę na mecze, kupiłem karnet i kibicuję. Cieszę się z każdego gola, którego strzelają – mówił.
Garbacz: młodzież ma docelowo trafić pod skrzydła spółki
Radny odniósł się również do szkolenia dzieci i młodzieży.
Jego zdaniem fakt, iż spółka nie przejęła go natychmiast, nie oznacza rezygnacji z tego celu.
Garbacz wyjaśniał, iż w tej chwili szkolenie prowadzi MMKS Podhale, który otrzymał środki z różnych źródeł dotacyjnych i musi się z nich rozliczyć. Z tego względu – jak argumentował – nie jest możliwe proste przeniesienie całego systemu szkolenia do miejskiej spółki w trakcie realizowanych projektów.
Zwrócił jednocześnie uwagę, iż trener pierwszego zespołu Andrzej Świstak już teraz, w formule wolontariatu, koordynuje pracę szkoleniowców MMKS.
– Hokej jest jeden. Musimy znaleźć rozwiązanie, żeby szkolić dzieci i młodzież i jednocześnie prowadzić drużynę seniorów. Taki jest długofalowy cel tej spółki – przekonywał Garbacz.
– Może jestem idealistą, może ktoś stwierdzi, iż mówię brednie, ale wierzę, iż wspólnym wysiłkiem doprowadzimy do tego, iż nasz hokej odzyska swoje miejsce – dodał.
Apelował również, aby nie ograniczać się wyłącznie do pieniędzy z budżetu miasta, ale aktywnie szukać sponsorów i zewnętrznych źródeł finansowania.
Śniegowski: bez pieniędzy miasta zamykamy klub
Sam prezes podkreślał, iż spółka stara się maksymalnie ograniczać koszty.
– Patrzymy na każdy grosz. Gramy juniorami, nie zatrudniamy zagranicznych zawodników, bo nas na nich nie stać – mówił.
Przekonywał też, iż obecna pozycja zespołu jest pochodną możliwości finansowych.
– Jesteśmy w lidze tam, gdzie jesteśmy. Tym młodym ludziom nie można nic zarzucić. Wchodzą na wyżyny swoich aktualnych możliwości. Żeby coś zbudować, musimy gdzieś zacząć – argumentował.
Jak podkreślał, wysiłek organizacyjny jest ogromny, a spółka stara się równocześnie zachować odpowiedzialność finansową i stworzyć podwaliny pod projekt, z którego za kilka lat Nowy Targ będzie mógł być dumny.
Wreszcie postawił sprawę bardzo jasno:
– Bez pieniędzy z miasta zamykamy klub. Jutro nie będzie ligi, nie będzie szkolenia. o ile państwo uznacie, iż szkoda marnować publicznych pieniędzy na hokej, to trudno. Każdy z nas jakoś będzie później żył.
Łapsa zakończył debatę
Dyskusja trwała długo i momentami coraz bardziej odchodziła od samej kwestii dodatkowych 500 tys. zł, koncentrując się na relacjach pomiędzy radnymi a prezesem spółki.
Ostatecznie przerwał ją radny Jan Łapsa, który złożył wniosek o zamknięcie dyskusji.
Co znamienne, była to jedyna wypowiedź radnego Łapsy w całej debacie dotyczącej hokejowej spółki.














