Chodzi dokładnie o przejazd kolejowy znajdujący się na granicy miejscowości Dzierzązna z Płockiem.
Za służebność przejścia i przejazdu, którą wpisano do księgi wieczystej gruntu, w 2006 r. zapłaciły Lasy Państwowe Nadleśnictwo w Łącku oraz właściciele siedmiu gospodarstw domowych znajdujących się w pobliżu.
W 2015 r. ministerstwo infrastruktury wydało rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać skrzyżowania linii kolejowych oraz bocznic kolejowych z drogami. Podzieliło ono przejazdy na pięć kategorii: A,B,C,D,F. Pierwsze cztery dotyczą przejazdów na drogach publicznych, kategoria F dotyczy tych umiejscowionych na drogach wewnętrznych.
- Główny problem leży właśnie w tym, iż nie jest to droga publiczna - a więc teoretycznie przejazd powinien kwalifikować się do kategorii F. Zgodnie z tymi kryteriami, dostęp jest ograniczony, a każdy kto chciałby przez przejazd przejść lub przejechać powinien otwierać i zamykać zabezpieczenia, wcześniej dzwoniąc do stróżówki PKP i o tym informując. Wszyscy zgodziliśmy się, iż jest to niemożliwe - tłumaczy nadleśniczy Lucjan Żukowski.
Zanim rozporządzenie weszło w życie minęło kilka lat, jednak w końcu PKP - tłumacząc się koniecznością dostosowania przejazdu do nowych przepisów - całkowicie go zablokowało. Betonowe blokady stanęły z obu stron w styczniu 2023 r.
Sprawa trafiła do sądu. Wyrok jest, efektów nie ma
Jeszcze w tym samym miesiącu Lasy Państwowe skierowały sprawę do Sądu Okręgowego w Płocku.
- Wyrok na naszą korzyść zapadł w lipcu 2024 r. Wówczas PKP zwróciło się do nas, iż jeżeli przejazd ma być otwarty, musi zostać prawidłowo oznakowany. Oczywiście podjęliśmy się jego oznakowania. Wtedy myśleliśmy, iż to już koniec. Nasze szczęście nie trwało jednak długo, bo w październiku 2024 r. przejazd znowu został zamknięty - kontynuuje Lucjan Żukowski.
W swojej decyzji spółka PKP miała powołać się na ten sam wyrok sądu, który... nakazywał odblokowanie przejazdu.
Następnym krokiem Nadleśnictwa był więc wniosek o klauzulę wykonalności wyroku. Otrzymano ją w maju 2025 r.
- Po jej otrzymaniu jeszcze raz próbowałem rozmawiać z PKP, ale bez skutku. W związku z tym, w listopadzie skierowaliśmy klauzulę do komornika, aby zajął się egzekucją wyroku. Komornik jednak odmówił, więc w styczniu tego roku ponownie zwróciliśmy się do sądu, by wyznaczył sposób egzekucji wyroku - dodaje nadleśniczy.
Obecna sytuacja może wydawać się zaskakująca - jest służebność przejścia i przejazdu, konieczne oznakowanie, a choćby orzeczenie sądu, a mimo to przejazd wciąż pozostaje zablokowany.
- W międzyczasie była też próba rozmowy z Miastem Płock, żeby ustanowić tam drogę publiczną. Mimo to zdaje sobie sprawę, iż jest to końcówka miasta i nie mieszkają tam płocczanie, a urządzenie drogi spoczywałoby na Płocku. Kłopot leży w tym, iż nie wiadomo kto miałby za to płacić ani choćby kto mógłby za to zapłacić, gdyby - załóżmy - chciała to zrobić gmina Nowy Duninów dla swoich mieszkańców - zaznacza nadleśniczy Lucjan Żukowski.
Poseł interweniuje
Na początku marca w sprawę zaangażowała się poseł Wioletta Kulpa, która skierowała interpelację do ministra sprawiedliwości.
Z dokumentu dowiadujemy się, iż pomimo prawomocnego wyroku, spółka wykonuje orzeczenie tylko czasowo, by następnie znów ustawić betonowe blokady.
- Działania te prowadzą do realnego zagrożenia życia i zdrowia mieszkańców oraz podważają zaufanie obywateli do państwa prawa. Sprawa ma charakter precedensowy i dotyczy fundamentalnej zasady państwa prawa – skuteczności i powszechnego obowiązywania wyroków sądów- podkreśla poseł.
Pyta również o to, czy Ministerstwo wystąpi w tym temacie do zarządu spółki oraz czy zostaną podjęte działania, które miałyby zapobiec obchodzeniu wyroków sądów.
Zamknięty przejazd - kłopot nie tylko dla mieszkańców
Zamiast ok. 700-metrowej drogi do miasta, mieszkańcy muszą korzystać z około trzykilometrowego objazdu przez las.
- Chociaż droga jest utwardzona, to dalej droga leśna, która szczególnie przy intensywnych opadach śniegu i deszczu może sprawiać kłopoty kierowcom - mówi nadleśniczy Żukowski.
Z trudnościami mierzą się nie tylko mieszkańcy.
- To poważny problem – szczególnie w sytuacjach nagłych, gdy każda minuta ma znaczenie. Utrudniony dojazd dotyczy również służb ratunkowych, w tym karetek - alarmuje urząd gminy.
W urzędzie twierdzą też, iż spółka PKP PLK przerzuca odpowiedzialność na samorząd i Nadleśnictwo w Łącku.
- Rzekomo przedstawiciele gminnego samorządu mieli być zapraszani na spotkanie i uzgodnienia w tym zakresie. Ja jednak nie mam wiedzy o takich spotkaniach i nigdzie nie byłem zapraszany - przekazał nam wójt Nowego Duninowa, Karol Gutkowicz.
O spotkaniu nie poinformowano także Nadleśnictwa.
Pytania w tej sprawie skierowaliśmy do spółki PKP PLK. w tej chwili czekamy na odpowiedź.
